Tuesday, August 30, 2016

Heylin Cesarzowa cz.3




Kimiko miała arcydelikatne, małe dłonie; białe jak mleko i aluzyjnie kruche z wyglądu. Jej palce poruszały się po mapie niczym pędzel po zamalowywanym płótnie. Były znikome i czasem gubiłem ślady oraz linie, które zaznacza mi na rozrysowanym świecie, sypiąc jednocześnie nowe życzenia co do możliwości rozstawy wojsk. A jednak w tych pozorne łagodnych dłoniach czaiła się bezwzględna i pełna zawziętości moc do sadyzmu oraz brutalnej siły.
Moja pani błędnie sądziła, że odsunięcie tysięcznego pułku spod zachodnich partii Wielkiego Muru Chińskiego przysłuży się nam, o ile tych obrońców spuści się z łańcucha do ataku na Rosjan. Pragnęła, by poszli w bój razem z innymi strażnikami ze wschodu, widząc w tym szansę na przeprowadzenie znakomitej ofensywy. Podczas gdy ona wierzyła, że stłamsi wroga w ciągu dnia, najeżdżając na niego wzburzoną falą kipiących piechurów i konnicy, ja dostrzegałem dwa obnażone skrzydła Chin i niesamowitą okazję dla innych naszych wrogów do zaatakowania. Pomimo zwycięstw, liczebność naszych wojowników spadała i nie mieliśmy żadnych szans w walce na dwa fronty. Spróbowałem przemówić to Cesarzowej, jednocześnie proponując inną strategię, te nieodbiegającą od zachowania taktyki defensywnej, w jakiej byliśmy dobrzy oraz przede wszystkim – bezpieczni. Niestety moje argumenty starły się z ignorancją i wielkim tupetem Jej Wysokości. Aż zdziwiłem się, że ona, osoba, która nie była przecież głupia, zachowuje się tak lekkomyślnie.
Za nic nie chciała iść za moją radą, co zadawało mi nieznośnie kłucie w przełyku. Sama chciała, bym dzielił się z nią swoim zdaniem, lecz zamiast wysłuchać, spławiała mnie, jakby moja opinia czyniła jej zarzuty niefrasobliwości i głupstwa. Szczerze to faktycznie myślałem takimi właśnie kategoriami o jej planie ataku i możliwe, że jej kobieca intuicja w swój magicznie sprytny sposób to wyczuła. Jednak wciąż chciałem dla niej jak najlepiej, a ponieważ posiadałem większe doświadczenie w przeprowadzaniu bitew i w przechytrzaniu wroga, że otrzymując od niej odpowiedź typu: spływaj; doznałem wstrząsu, jak gdyby kopnął mnie mały gówniarz ze szkolnego podwórka.
– Zatem to tyle – uznała na koniec, odprawiwszy generałów również z kwitkiem. Po ich skutych chłodem twarzach widziałem, że zamiast podzielać mądrość, mającą gdzieś się tam chować w decyzjach Cesarzowej, podzielali moje obawy. – Masz coś do dodania? – Zwróciła ku mnie głowę.
Czy mam coś do dania? Och, wiele przykrych dla jej uszu słów cisnęło mi się język, ale posłuszeństwo zmusiło mnie do bezgłosu. Wykorzystałem je przy okazji do tego, by powstrzymać się od dalszych, zbitych z sensu, prób do nakłonienia Cesarzowej do zmiany zdania.
– To dobrze, siedź cicho, zanim wpadniesz w niełaskę. Możesz odejść.
Ścisnąłem za sobą dłonie. Po jakiego chuja miałem robić za jej doradcę, skoro ona i tak uważała, że pożarła wszystkie rozumy świata? W tamtym momencie zatęskniłem za tamtą starą, mniej zuchwałą Kimiko. Idąc za jej życzeniem, oddaliłem się, niosąc w sobie irytację, a także niecierpliwość. Chciałem, by ta chwila, w której mógłbym powiedzieć sobie pod nosem „a nie mówiłem” nadeszła jak najszybciej.


Nie musiałem długo wyczekiwać smakowana swego małego triumfu. Kimiko dostała nauczkę, a moi – jej wojownicy, mocno po kościach, iż nawet mnie to zabolało, acz pycha starała się dalej, bym czuł się jedynie jak najlepiej z tym, że Heylin poniósł swą pierwszą porażkę. Nie wiem, może to właśnie przez fakt, że dotąd nie przegrywaliśmy dzięki moim zasługom, Jej Wysokość poczuła się tak bezpieczna i tak silna, że porwała się na ryzykowne zabawy. Kiedy tylko pozbawiliśmy się obrony na wschodzie i zachodzie, wróg nie marnował czasu i od razu przypuścił na nas atak, nim nasze wojska zdążyły sięgnąć rosyjskiej granicy. W efekcie generałowie w popłochu zmuszeni byli do powrotu, aby odciąć czym prędzej nieprzyjacielowi drogę, nim ten zdążył rozpłynąć się po całym Państwie Środka. Ponieśliśmy olbrzymie straty; padły zarżnięte konie, brakowało nam konnicy, broni, przez pospiech zbyt wielu osłabionych wojowników padło w boju, a pozostali w szpitalnych łóżkach, wykończeni grypą. W dodatku północna granica z Rosją wcale nie stała się bezpieczniejsza i mogliśmy już otwarcie mówić o utracie wpływów na mandżurskich terenach.
– Przeprowadziłaś atak. I poniosłaś klęskę – ośmieliłem się odezwać, gdy byliśmy sami tylko we dwoje w pustoszonej przez półmrok sali obrad.
Heylin Cesarzowa ślęczała nad mapą i z trudem godziła się na te czerwone linie, jakie teraz skreślały miejsca przegranych bitew i utraconych pozycji. W jej oczach złość buchała jak świeżo rozpalony ogień.
– Wiem co robię – uważała.
– Doprawdy?
Uderzyła pięściami w stół.
– Zobaczysz! Wróg tego pożałuje. I każdy, kto we mnie wątpi! Zobaczysz! Spalę ich. Spalę ich wszystkich!
Moja pani nie potrafiła pogodzić się z tą porażką, lecz co najlepsze, nie uważała, by wynikała ona z jej winy. Winą obarczyła generałów, których uważałem za genialnych strategów i wybitnie odważnych ludzi, wartych swych rang i mego szacunku. Niestety ktoś musiał ponieść konsekwencje za tę sromotną klęskę, a ponieważ cesarzowa umywała od niej ręce, zwołała ich wszystkich do sali tronowej, chcąc ich ukarać.
– Nie rób tego, droga pani. Oni niczym nie zawinili. – Próbowałem ją powstrzymać, stojąc przed nią i Tronem Smoka, pochylony w posturze oddanego sługi.
– Gdyby nie zawinili, nie przegralibyśmy!
Musiałem ugryźć się w język, by nie wskazać prawdziwego winowajcy. Chciałem coś jeszcze od siebie dodać, ale Kimiko uniosła na mnie swą białą dłoń i kazała milczeć. Przed jej oblicze wpędzono po chwili siedmiu generałów. Z żalem spoglądałem na nich z boku, w niewielkiej odległości o od tronu i Jej Wysokości, jakbym był jej nieodłącznym cieniem. Łaskawie zapytała ich, czy mają cokolwiek na swoją obronę, ale ponieważ zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że nic ich nie uratuje, honorowo zachowali milczenie. To oczywiście wzbudziło w Kimiko jedynie większy gniew.
– Zapłacicie za swój błąd śmiercią! – zawołała.
Ogień zdzielił potężną czerwienią środek sali. W mgnieniu oka opadł na generałów i żarliwie zaczął ich trawić. Z tych męczarni wydzierali się na cały pałac, dając tym samym świadectwo o okrucieństwie władczyni. Żal o to, że muszę bezczynnie stać i patrzeć jak cenni ludzie tracą życie przez jej kaprys, skręcał mnie w trzewiach. Kimiko spoczęła z powrotem na cesarskim krześle, patrząc z zadowoleniem na swój akt brutalności wobec lojalnych poddanych. Puściłem jej krótkie spojrzenie pełne dezaprobaty. Dostrzegła je, lecz ani trochę się nim nie przejęła. Wolała dalej napawać się dziełem swych płomieni.
Odbijało jej. Widziałem to na własne oczy, że dzieje się z nią coś niedobrego. Lojalność nakazywała mi interweniować, zwrócić jej w jakiś łagodny sposób uwagę, lecz wiedza o tym, do czego jest zdolna i pamięć złożonej mi groźby, iż nie przysługuje mi żaden immunitet i ja również mogę popaść w niełaskę, odbierały mi woli do zrobienia tego, co powinienem był zrobić od razu. Kimiko nie zmieniała się. Chociaż nie przestała przywoływać mnie do sali obrad, w której każdy doradca miał zamieniać się w pozbawionego ustroju mowy słuchacza, nadal nie chciała wysłuchać mojego pomysłu na strategię. Robiłem za posąg i czułem się z tym źle. Tym bardziej, że z każdym następnym razem coraz mniej rozsądku i logiki widziałem w jej postępowaniu.
Ponieważ jednak nie odniosła sukcesu przy następnym ataku, postanowiła udowodnić mi, oraz wszystkim że ona również świetnie nadaje się do planowania bitew, oraz że nie jest totalną ignorantką. Przez długi czas zaczęła używać ciągle tych samych, sprawdzonych strategii. Z początku z powrotem wojownicy wracali jako zwycięzcy, oczywiście na krótko, bo w końcu wrogowie rozpracowali do każdego szczegółu nasze taktyki i żaden nasz ruch nie był dłużej dla nich zaskoczeniem.





Uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy straciła całą Japonię. Wówczas w akcie desperacji przyszła do mnie o pomoc, czy raczej ja przyszedłem do niej, po tym jak przyzwała mnie do swej komnaty. Był wieczór i nosiła na sobie zwiewne i lekkie szaty do spania w czarnym kolorze, z jakim zlewały się jej rozpuszczone włosy, które pozostawały takie również za dnia. Jedynie delikatne spinki o czerwonych kamieniach wpinała sobie gdzieniegdzie, by kosmyki nie wpadały jej do oczu. Wyglądała na przybitą wielkim bólem. Zbladła, choć powieki miała czerwone. Domyśliłem się, że była po płaczu. Wkurwiało mnie to, że dopiero utrata rodzimego kraju była zdolna na nią podziałać, nie zaś powiększające się drastycznie dziury w armii

Na mój widok wygnała służące, byśmy mogli zostać sami. Zawsze czyniła tak, kiedy miała wyjawić mi jakiś sekret. Tym razem sekretem była prośba o pomoc.

– Chcę mieć swój kraj z powrotem. Pomóż mi.

Wreszcie zobaczyłem po niej, że faktycznie zrozumiała swój błąd i szczerze go żałuje. Jakże miałem się nie zgadzać, wszakże należałem do niej.
– Możesz odzyskać Japonię w niecałe trzy dni.
– Ale jak? Straciłam tyle wojska, wojownicy patrzą na mnie z nieufnością, mają niskie morale… – posmutniała. Zobaczyłem, że grzebyk, który trzymała, trzęsie się i zaraz wypadnie jej z rąk. Przechwyciłem go w locie telekinezą nim się poobijał i odłożyłem za nią na stolik. 
Spojrzałem jej z uśmiechem w oczy, szczerze chcąc, by moja pani przestała się już smucić.
– Możesz wysłać mnie.
Znieruchomiała i ściągnęła brwi.
– Nie mogę. Jesteś mi potrzebny tutaj. Potrzebuję cię tutaj. Musisz być przy mnie!
Nie takiej reakcji się spodziewałem, była co najmniej dziwna. Zupełnie jakby bała się zostać na chwilę sama, ale przecież i tak nie towarzyszyłem jej dwadzieścia cztery godziny na dobę. W pałacu nic jej zresztą nie groziło. Nie zgodziłem się z nią więc i nim naszła ją ochoty na wybuch, szybko wyjaśniłem:
– Ze mną twoi żołnierze odzyskają morale, a także wiarę w zwycięstwo, bo pójdą w bój z doświadczonym generałem, uzbrojonego w olbrzymie moce. Odbił bym Japonię nawet sam, ale przecież chcesz mieć ją jak najszybciej, dlatego potrzebna mi niewielka armia. Wrócę, nim zdążysz zatęsknić.
Milczała, rozważając mój pomysł. Nie ukrywała swoich wątpliwości, lecz postanowiła mi ostatecznie zaufać i wyraziła zgodę na działanie. Doskonale widziałem po niej, że coś za bardzo obawia się zostać sama, dlatego też nie bez powodu zaproponowałem, że wezmę jedynie grupę wojowników, nie zaś cały oddział. Reszta mogłaby zostać blisko niej, stacjonując w pałacu, by nie poczuła się opuszczona. Wiedziałem, że to ja mam być jej obrońcą, lecz doprawdy nie mogłem się domyślić przed czym niby jeszcze miałbym ją chronić, skoro wróg był wiele tysięcy mil stąd.
– Rozkazuję ci do mnie wrócić – rzekła przy odprawie. W tamtym momencie byłem już pewien, że muszę bardziej się jej przyglądać, gdyż czułem, że coś ważnego przede mną ukrywa.
Ponieważ nie zapominałem o tym, jak jej odbijało, postanowiłem sprawdzić pewna teorię, która gryzła mnie od paru nocy. A dotyczyła jej na nowo ułożonego charakteru.
– Jestem pewien, że poradzisz sobie beze mnie, Wasza Wysokość.
– Hmpf. Oczywiście, że tak. Jestem cesarzową. Jednak wciąż pragnę, by mój obrońca wrócił do mnie w jednym kawałku jak najszybciej, albo gorzko tego pożałuje.
Lewy kącik ust uciekł mi trochę za bardzo do góry.
– Mogłabyś, Wasza Wysokość, powstrzymać się od atakowania wrogich jednostek póki nie wrócę – delikatnie zaproponowałem.
Od razu spojrzała na mnie z gniewem.
– Sądzisz, że sobie nie poradzę?
– Ależ skąd.
– To nie zwracaj się tak do mnie! A teraz idź już. Jestem znużona, chcę pójść spać.
Oddałem ukłon, starając się powstrzymać od uśmiechu. Czyli jednak można było ją w pewien sposób kontrolować. Zbyt łatwo dawała się podpuścić.
– Lepiej dla ciebie, byś odbił Japonię w tak krótkim czasie! – zawołała jeszcze nim wyszedłem. Obejrzałem się za nią. – Za trzy dni obchodzę urodziny.

 



Dotrzymałem obietnicy i wróciłem z prezentem dla Jej Wysokości, niosąc dekret potwierdzający nasze zwycięstwo, spisany ręcznie przez zwierzchnika sprawującego pieczę nad Japonią. Może nie oczekiwałem od Kimiko podziękowań, czy przeprosin, że miałem rację, tak jednak sądziłem, że będzie ją stać chociaż na pokazanie odrobiny wdzięczności, lecz, niestety, spotkałem się z bezwzględnym chłodem. Były bowiem inne, ważniejsze sprawy, jak organizacja balangi. Kto by się tam przejmował uczuciami generała cesarskiej gwardii.

– Tak, tak, fajnie, odbiłeś Japonię. Możesz już iść, pragnę samotności.

W pałacu z okazji święta urządzono huczną imprezę, na której ja sam nie potrafiłem się bawić. Stroniłem od wszelkich rozrywek po tym, jak przestałem być panem. Teraz moje myśli nie potrafiły odbiec od osoby Cesarzowej i bez przerwy myślałem kategoriami dotyczącymi zapewnienia jej wiecznego bezpieczeństwa. Ponieważ jednak jak każdy potrzebowałem trochę relaksu, powlokłem w kierunku tłumu wojowników i tam odnalazłem niegdyś swoich ludzi, którzy pili wina i wszelkiego innego rodzaju alkoholem. Bardziej czcili wreszcie odniesione zwycięstwo i powrót walecznego ducha do ich serc, aniżeli same urodziny Kimiko. Z tego, co się dowiedziałem, to spędzała je z jakąś pałacową elitą, śmietanką, której składu za nic nie potrafiłem odgadnąć. Jacykolwiek nie byliby to ludzie, współczułem jej, wszakże ci najfajniejsi bawili się tutaj, w niższych partiach pałacu, upijając się przy widoku roztańczonych dziwek z wachlarzami, mającymi pozorować ich sztuczną skromność. Jebak, koci wojownik, który zawsze cierpiał na niepohamowaną chuć, był oczywiście odpowiedzialny za sprowadzenie ich.
Zostałem zaproszony do stołu przez niego oraz Crove’a. Prócz tych dwóch wojowników, z którymi przeżyłem wspólnie tysiąc lat, było jeszcze paru innych, bardziej i mniej upitych. I pomyśleć, że bałem się, iż po zmianie strony nie będzie nam się tak dobrze rozmawiać, jak dawniej. Chłopaki śmiali się, że wiedzie im się chujowo, choć nie odważyli się atakować bezpośrednio osoby swej pani. Mimo wszystko byli lojalni. Nie miałem im tego za złe, w zasadzie byłem wdzięczny, że chociaż tyle mogłem z nich mieć.
Co rusz jakieś roznegliżowane i napalone kurwy podchodziły do nas i za zgodą, lub bez, siadały moim towarzyszom na kolana. Nie omieszkały przystawiać się tak samo do mnie. Robiły to, co według nich działało pobudzająco, lecz ich natrętność, ciągłe dotykanie po szyi, włosach, próby przytulenia lub wyciągnięcia na zaplecze, do szpiku kości wkurwiały. Mając w pamięci przykazanie Kimiko, bym już więcej z żadną panną nie szedł do łóżka, odtrącałem je najchłodniej jak umiałem, jedna po drugiej, obchodząc się również ze smakiem. Raz nie wytrzymałem i kiedy jedna z tych pind podeszła do mnie po raz szósty z napojem, od którego na kilometr cuchnęło GHB i flunitrazepamem, złapałem ją za kołnierz od jej łachmanów i warknąłem prosto w twarz.
– Dotknij mnie jeszcze raz, to zamknę cię w stajni i oddam koniom na przerżnięcie.
Towarzysze spoglądali na mnie ze zmartwieniem, bo zachowywałem się dla nich co najmniej dziwnie; ujmując w skrócie – jak chory człowiek, lub pieprzony eunuch. Cóż miałbym im rzec? Nie mówiłem nic, ale oni sami domyślili się, o co się rozchodzi.

– Jej Cipkowatość nie pozwala ci już szaleć?
– Jebak, bacz na słowa. Mówisz o naszej nowej pani – poszczuł go Valak.
– Pełna dyscyplina – odpowiedziałem.
– Kobiety – wszyscy westchnęli.
– Nie ma się co z nimi użerać – powiedział pijący z nami Victor. – Nawet jeśli laska jest młodsza od ciebie, lepiej jej ustąpić. Zawsze lepiej jest ustąpić. Zawsze! Nawet jeśli ona nie ma racji i oboje wiecie, że nie ma racji, powiedz jej, że ma tę zasraną racje, albo zrobi ci najgorszy z możliwych odwetów i powie: „seksu dziś nie będzie”.
– Victor, naprawdę… Mam tysiąc pięć set lat na karku i największe z was wszystkich doświadczenie z kobietami – powiedziałem, po czym spojrzałem na Jebaka i dodałem: – Dobra, zaraz po Jebaku, który cierpi na nadprodukcję plemników i bije rekordy w moczeniu.  W każdym razie wiem jak obchodzić się z kobietami. Z naszą solenizantką też sobie poradzę.
– Zazdrościcie mi testosteronu! – zawołał Jebak. – Ja po prostu jestem jak młody bóg.
– Dobra, dobra. My wszyscy jesteśmy młodymi bogami – zakończył jego wywód Crove. – Współczuję twojej żonie, jeśli kiedyś jakąś weźmiesz.
– Wypijmy za zdrowie naszej Cesarzowej. – Valak wstał z wzniesionym kielichem. – Oby niebiosa uchroniły ją od cellulitu, boczków i obwisłych cycków. Oby zawsze pozostała dla nas dobra i łaskawa!
– Łaskawa…! – prychnął Jebak, ale razem z nami wszystkimi wypił jej zdrowie.

Jak to w towarzystwie facetów bywa, temat zszedł na kobiety. Obgadywaliśmy je po całości, zdradzaliśmy wszystko, co nam w nich przeszkadza i to, za co gotowi bylibyśmy składać im do stóp prezenty. Tymi atutami zazwyczaj były albo dobre cycki, ciasna cipka, lub piękne, zmysłowe oczy. Tylko raz padła inteligencja. Padłaby też i z mojej strony, gdyby nie było to czymś śmiesznym, bo jakby nie patrzeć, dzisiejsza inteligenta kobieta zazwyczaj ma feministyczne poglądy na świat, a takie to każdy z nas chętnie rzuciłby z urwiska

– Słuchajcie, skoro tak nawijamy o babach, to mam suchar – rzucił Crove.

– Dajesz – odparł Jebak.

Crove odchrząknął.
– No więc kiedy kobieta wygląda jak słonecznik?
Zapadła cisza, w której wszyscy zaczęliśmy intensywnie myśleć nad odpowiedzią.
– Kiedy ma tłuste włosy? – zaproponował pierwszy Victor.
– Nie – odparł Crove.  – Kiedy ma dużo nasienia na twarzy!
Najpierw musiałem to sobie wyobrazić, dopiero potem dołączyłem do wszystkich i zacząłem się bitnie głośno śmiać. Suchar był jak najbardziej suchy więc dołączyłem do składania Crove’owi, naszemu kawalarzowi pierwszej klasy, najlepszych gratulacji.
– Zaraz wymyślę coś jeszcze! Jakiej kategorii chcecie teraz żarcik?
– Dawaj dalej o babach. O nich najlepiej jest żartować.
Nie miałem jak się nie zgodzić z tą prawdą powszechną, że kobieta to jeden z lepszych tematów do oczerniania i wylewania swych żali za ich panującą obecnie dobę pragnienia niezależności i ochronę ich praw Skoro czasy ulegały zmianie i nie można już dłużej było uczynić każdej kobiety, która wpadła ci w oko, swoją seks niewolnicą, to czemu nie wyśmiać ich śmiesznej złożoności, ciągłych histerii z byle powodu, czy zarozumiałości, właśnie przy dobrych żartach. Przynajmniej jeszcze tyle było nam wolno. Jak dobrze, że mimo zmiany władzy w pałacu, dla heylin wojowników nadal pozostałem tą samą osobą, aczkolwiek ja sam w głębi nieco się zmieniłem. Dotąd nie obchodziło mnie za bardzo, czy misje im się podobają, i ile ran z nich wynoszą. Być może z perspektywy sługi zaczynałem inaczej postrzegać Heylin i wszystko, co mnie otaczało.



– Piłeś?
Chyba byłem na tyle wolnym człowiekiem, że mogłem. Zresztą czy to istotne? Nie upiłbym się nawet beczką wina, więc jeśli naprawdę chce na coś narzekać, to może jedynie na mój przesiąknięty alkoholem zapach.
Kimiko zaprosiła mnie do siebie po skończonej imprezie. Znów zastałem ją w szatach do spania. Siedziała przed lustrem, otoczona garderobą i zajęta była zmywaniem makijażu białymi płateczkami z waty. Z tego co zdążyłem się dowiedzieć, nie była zadowolona ze swojej imprezy. Towarzystwo pałacowej elity nie spełniło jej wymagań i niemalże zanudziło na śmierć. Dotychczas jarało ją cesarskie życie w Heylin pałacu. Nie cierpiała na samotność, w zasadzie brak przyjaciół jej odpowiadał – kolejna odwrócona cecha przez działanie Jojo Yin – jedynie nie potrafiła znaleźć wspólnego języka z socjetą, w której się obracała.
– Powinieneś spędzać czas przy mnie.
– Nie chciałaś mnie – przypomniałem. Chyba szukała tematu na zaczepkę i ponarzekanie.
Łypnęła na mnie groźnie w lustrze.
– Ty też jesteś beznadziejny. Niczego nie potrafisz się domyślić.
Beznadziejny, tępy, nudny… Powoli przyzwyczajałem się do tych przymiotów i nie zwracałem na nie uwagi, a używała ich już bardzo długo. Na początku swych rządów potrafiła jeszcze zachować jakiś szacunek względem mnie, lecz kiedy przekonała się o moim posłuszeństwie, wszystkie te bariery strachu przed moim ewentualnym gniewem zniknęły. W sumie nie kryłem żadnych urazów. Gdyby sytuacja była odwrotna, sam nie nazywałbym jej lepiej.
Nakazała mi spocząć na czerwonej pufie. Chciała, bym dotrzymał jej towarzystwa, nim nie pójdzie spać. Co rusz wysilała się i próbowała mnie zagadywać, ale ponieważ nic poza rządami nas nie łączyło, nie odbiegaliśmy od raportu czy gdybania o możliwych planach naszych wrogów. Spędziliśmy tak dwie godziny przy herbacie, której nawet nie tknąłem. Kimiko z tą swoją zasmuceniem wpatrywała się w okno, mówiąc do mnie. Nudziłem się cholernie, ale nie mogłem sobie tak po prostu odejść. Cesarzowa pragnęła czyjejś uwagi, także godziłem się na poświęcenie. Z przerwami na długie milczenie w końcu zaczynała się otwierać i zdradzać to, co naprawdę gnębiło jej jędzowate serce.
– Ludzie nie chcą się mnie słuchać. Widzę to w ich spojrzeniach. Nikt mnie tu nie chce…
Dopiła herbatę, pochylając się, jakby bliska była płaczu. Nie kupiłem tej jej postawy. Niemożliwym było, by ktoś wyrafinowany mógłby przejmować się swoimi opiniami. Chyba, że plotki szeptane w pałacu, że Cesarzowej doszczętnie odbiło i straciła rozum, zawierały samą prawdę. Cóż, wszystkiemu była sobie sama winna. Nie miałem zamiaru powtarzać jej każdego dnia, że za wariatem nikt nie chce podążać, a niespokojny umysł nie jest w stanie dojrzeć zagrożenia.
– A ty? – zapytała nagle.
– Co ja?
– Czy ty mnie chcesz?
– Jako władczyni? Chce. – Co innego miałbym odpowiedzieć, by nie stracić głowy?
– Tylko jako władczynię?
Spojrzeliśmy sobie w oczy.
– W jakim sensie?
Spuściła nagle wzrok, wzdychając.
– Nieważne. Możesz sobie iść.
Wyrzuciła mnie za drzwi, pozostawiając w mojej głowie nurtujące pytania bez odpowiedzi. Nie rozumiałem, co miało znaczyć to jej zachowanie. Coraz częściej była niespokojna, nerwowa i nadpobudliwa. Widziałem, jak dorasta na swym tronie, jak w cesarskich szatach wchodzi w dorosłość. Nabierała na inteligencji, lecz nie na okładzie. Była niczym prawdziwy smok: dzika, zawzięta i niebezpieczna, lecz jednocześnie pełna melancholii do tego, co ją otaczało, oraz wiedzy. Chociaż nieraz mnie wkurwiała, nie mogłem powiedzieć o niej, że jest głupia. Czasem zachowywała się jak stuknięta i popełniała błędy, ale na koniec i tak udowadniała po raz kolejny błyskotliwość swego umysłu, urządzając zasadzkę, która wprowadziła naszego wroga w pułapkę, co kosztowało go utraty afrykańskiego kontynentu. Niestety zewnętrzne zwycięstwa nie zapewniały Cesarzowej pełnego komfortu. 
Nieustannie czegoś jej brakowało. Nie były to sukcesy, ani towarzystwo, chociaż zarządziła, bym częściej z nią przebywał, nie tylko podczas załatwiania cesarskich spraw. Najpierw zawsze miałem być gdzieś w pobliżu, na tym samym piętrze, potem w tym samym pokoju. Zamiast kręcić się w cieniu i eliminować każde mogące nadejść zagrożenie, choćby jebaną muchę, zapraszała mnie na pogaduszki przy herbacie, partyjki różnych gier, jadania z nią posiłków, kazała być obecnym przy czytaniu książek, podczas pielęgnacji twarzy, włosów, przy wyborze strojów. Przy rozgrywkach nigdy nie okazywała radości, wszystko robiła w milczeniu, jakby zapomniała, jak to jest się bawić. Robiłem to, co chciała, w takiej samej ciszy, ale jej nadal było mało. W końcu domyśliłem się, że jako kobieta brakuje jej pewnie zaspokojenia, które może jej dać mężczyzna.
Moje przypuszczenie okazało się słuszne. Seks od dłuższego czasu chodził Kimiko po głowie, ale przez swoją dumę nie umiała wyrazić swych potrzeb, a przez wewnętrzny dyskomfort nie potrafiła sobie tego załatwić. Robiła to więc nieumiejętnie, zapraszając mnie, wypytując podchodami, co o niej sądzę, ocierając się przy byle okazji i licząc zapewne, że to z mojej strony wypłynie jakaś inicjatywa. Ale ja nie śmiałem  jej tknąć i żywiłem nadzieję, że nie na mnie padnie bycie jej kochankiem.





Pewnego wieczoru moje obawy wzrosły i zaczęły siać w moim sercu najprawdziwszą panikę. Po kolejnym zaproszeniu do jej komnat w godzinie, w której pałac kładł się do snu, walczyłem z samym sobą, by uzbroić się w maskę zimnej obojętności, aby pod żadnym pozorem nie było widać po mnie, jak cholernie się denerwuję. Coraz częściej gadano, że Cesarzowej brakuje miłości, bo to z winy wieku, lub samej nudy. Możliwe, że wewnętrznie Jej Wysokość przeczuwała, iż już wkrótce po tym, jak odniesie kolejne i ostatnie zwycięstwo, okaże się, że perspektywy na przyszłość są lipne, pozbawione jakiś wielkich celów. Władzę najlepiej jest z kimś dzielić, radować się nią wspólnie, a najlepszym przepisem na zabicie sobie tych dni i głębsze odczucie tego, że jest się właśnie kimś, był właśnie seks. Podczas niego człowiek czuł jak nigdy, że jest całkowicie wolny i może robić co chce i ile chce. Władza musiała podnieść niesamowicie podnieść Cesarzowej libido.
Strażnicy wpuścili mnie do środka. Bordowo-złotą komnatę pokrywałby w całości mrok, gdyby nie białe światło padające na podłogi z wysokich, kilkumetrowych okien. Kimiko na mój widok przestała się kręcić w miejscu i skubać swoje rękawy. Powitałem ją ukłonem, po czym za zgodą zbliżyłem się, zachowując jednak bezpieczną odległość.
– Wiesz po co cię tu wezwałam o tej porze?
– Nie.
– Och, litości, przestań być taki tępy!
Litości, kobieto, przestać być jędzą.
– Dostałam list z pogróżkami.
Uniosłem brwi do góry, zaskoczony.
– Co za list?
– Proszę bardzo, możesz go sobie przeczytać.
Podała mi pognieciony papier, na którym krótko w dwóch zdaniach zawarta została groźba, że dni świetności Heylin Cesarzowej miną szybko, a wówczas pożre ją pałac.
– Masz jakieś podejrzenie od kogo mógłby być?
– Mam. Albo to ten cały Dragonov z Rosji, który chce mojej głowy, albo ktoś stąd…
– Nie sądzę, by ktoś z pałacu odważyłby ci się grozić. Choćby dlatego, że wszystkich wiąże przysięga lojalności. A przysięgi składanej w Heylin nie są w stanie złamać żadne moce.
Co oznaczało, że jestem uwiązany i zdany do końca na jej łaskę. Spostrzegłem, że chyba poprawiłem jej tym humor, bo uśmiechnęła się krótko i chytrze pod nosem.
– W takim razie pozostaje Rosjanin, choć na wszelki wypadek wolałabym, aby i zacząć obserwować zachowania w pałacu.
Uważałem, że naprawdę nie ma ku temu potrzeby, ale by uniknąć kłótni, przytaknąłem.
– Udaj, że list cię w ogóle nie wzruszył.
– Taki mam zamiar – prychnęła. – Ktokolwiek to jest, niech przekona się, że nie ruszają mnie takie tandetne groźby.
Tandetne, ale jednak wystraszyła się zagrożenia.
– Zajmiesz się tym śledztwem – powiedziała, składając list w moich dłoniach. – Jeśli dostarczysz mi głowy tego, kto ośmielił się mi tak grozić, zostaniesz sowicie wynagrodzony.
– Przecież nie potrzebuję żadnych nagród.
– Każdy potrzebuje nagrody.
– Ja nie. Moją co najwyżej jest uczynienie ciebie bezpiecznej.
Przygryzła dolną wargę w kolejnym uśmiechu. Podeszła do komody, na której stały flakoniki z perfumami i nieuporządkowana biżuteria. Popsikała się jakimś intensywnym zapaszkiem, który na chwilę mnie aż przydusił. Chciałem już wyjść.
– Naprawdę nie musisz udawać przy mnie nieśmiałego i skromnego. Przecież wiem, jakie z ciebie ziółko.
– Nikogo nie udaję – odparłem zgodnie z prawdą.
– Och doprawdy? – Odwróciła się do mnie z powrotem. Nagle się zaczęło. – Myślisz, że nie widzę jak na mnie patrzysz?
– Słucham? – Dopiero teraz zacząłem udawać głuchego. Instynkt podpowiedział, bym lepiej się w ogóle nie odzywał, gdyż nieprzygotowany na tę nową wersję podchodów, jeszcze ściągnę na siebie jakieś kłopoty.
– Dobrze wiem, co ci chodzi po głowie.
– Tak? – Uśmiechnąłem się, mając wtedy w głowie głupie myśli.
Oparła się o komodę i wypchnęła nieco pierś zuchwale do przodu.
– Mogę być twoja, jeśli chcesz. Mogę być twoją nagrodą za bycie grzecznym. Za pozostanie mi posłusznym.
Aha, bardzo cwanie. To ona cierpi na chcicę, ale i tak zwali wszystko na mnie, bo była przecież zbyt dumna. Z drugiej strony w jej propozycji kryło się coś więcej niż tylko desperacja cnotki. Kimiko musiała tak bardzo wystraszyć się możliwej zdrady w pałacu, że wpadła  na pomysł, by przekupić tego najcenniejszego wojownika, którego za nic nie może stracić. Innego wytłumaczenia dla jej zachowania nie znajdowałem.

Jednakże prawda była taka, że nie chciałem tego z nią robić – nie w takich okolicznościach. Choć pod skórą czułem od dłuższego czasu, iż niebawem posłuży się mną do zaspokajania swych potrzeb, miałem nadzieję, że ten moment jednak nie nadejdzie. Nie chodziło tu o atrakcyjność Kimiko, bo była atrakcyjna, lecz o same zasady. Miałem nadzieję uniknąć przeistoczenia się z wojownika w jej dziwkę z powodu jej pobudek. Jeśli kiedykolwiek mielibyśmy się stać kochankami, to wolałbym  o wiele bardziej, by stosunki miały podłoże ugruntowane wzajemnym. Drugi powód był taki, że nie wiedziałem, czy zwyczajnie spełnię jej oczekiwania.
Oczekiwała jakiejś odpowiedzi z mojej strony, ale ja nie wiedziałem, co powiedzieć. Tak, moja pani, szaleje za tobą? Za odrzucenie z pewnością groziła mi natychmiastowa egzekucja. Wyręczyła mnie całe szczęście z odpowiedzialności, przechodząc do rzeczy. Wolnymi ruchami zaczęła odwiązywać sobie szarfę od hanfu, które zakrywało ją do szyi niczym kokon. Zaskoczyła mnie tym i jednocześnie kompletnie rozbroiła. Przełknąłem ślinę, gdy ujrzałem jej dekolt. Biała skóra zakuła mnie w oczy, jakbym spojrzał w słońce. Stchórzyłem i uciekłem wzrokiem.
– Podoba ci się ten widok? – spytała, ale nie znalazłem w sobie siły, by odpowiedzieć. Chciałem się powstrzymać od napastowania jej ciała. Przecież to moja cesarzowa – czułem, że nie miałem prawa, że nie wolno mi, nawet jeśli udziela mi zgody. Oczy jednak same mi uciekały i zawiesiły się na jej piersiach. – Myślisz, że jestem ładna? – Milczałem. Brałem głębsze wdechy. – Odpowiedz mi.
– Tak.
– Co tak?
– Jesteś ładna.
– Tylko ładna?
Suka. To były tortury.
– Piękna.
Gdybym mógł, sam bym ją zakrył, bo ten widok mnie pobudzał i parzył jednocześnie. Szybko jednak moja osobowość znalazła mi swoiste klapki na oczy, bym przestał przejmować się stroną etyczną tego zadania i tym, co przyzwoite, a co nie. Musiałem podejść do tego profesjonalnie, jak do każdego powierzonego mi przez moją panią zadania.
– Chcę, żebyś mnie rozebrał do końca.
Na krótko zerknąłem na jej twarz, doszukując się pewności, czy na pewno mogę. Ona naprawdę chciała to robić. Podniecała mnie takimi tekstami. Z początku i tak się zawahałem. Powoli przysunąłem się do niej i zacząłem odsuwać poły hanfu, aż całkiem zsunęło się ono na podłogę. Usłyszałem bicie swego serca, a po chwili również i jej. Wstrzymałem oddech.
Dała mi czas, żebym przyjrzał się jej w całej okazałości. Pierwsze co z przyzwyczajenia sprawdziłem, to to, czy się wygoliła. I faktycznie miała cipkę czystą jak łza, co oznaczało, że nastawiała się na to przynajmniej przez cały dzień. W takich chwilach żałowałem, że w ciemnościach świecą mi oczy, bo od razu było widać, gdzie zawieszam wzrok. Była taka młoda i taka ponętna w tej odważnej postawie zarazem, iż wcale nie poczułem się, jak gdybym miał do czynienia z dziewicą, a z doświadczoną w łóżku kobietą. Nagle stwierdziłem, że męczy mnie ta gra wstępna i chce mieć to już za sobą, czy też bardziej – być w trakcie wykonywania zadania . Wszakże była to świetna okazja, by wyżyć się i ulżyć sobie po znoszeniu tych wszystkich jej kaprysów, szaleństw i wyzwisk. Przez to młode, świeże i błyszczące ciało, jakby było z porcelany, nabierałem ochoty, by zerżnąć ją jak sukę, którą była.
– A teraz… – przerwała ciszę. – Dotknij mnie.
Do końca stwardniałem, gdy to powiedziała.
– Gdzie? – spytałem, ledwo słyszalnym głosem. Miałem problemy, by wziąć się przy niej w garść. Być może to przez to, że po raz pierwszy to nie ja byłem panem, i to nie ja rozporządzałem koncepcją.
– A gdzie byś chciał?
Dobra jest, pomyślałem. Naprawdę wiedziała, co powiedzieć, by mnie usidlić. Zatem chciała być nie tylko pieszczona, ale i czuć się pożądaną. Postawiłem na naturalną kolej i na początek wybrałem jej piersi. Były tak małe, że mogłem spokojnie zamknąć je w dłoni. Takie, jakie lubię.
Będąc tak blisko niej dopiero teraz spostrzegłem, że mimo rzucania tak otwartymi komendami, nadal się krępuje. Była czerwona na twarzy od rumieńców. Od mojego dotyku jej oddech szybko stał się płytki, ale nie wydawała z siebie dźwięków. Przymrużała ślicznie oczy, gdy palcami ugniatałem jej sutki. Zrobiło mi się w chuj gorąco. Uwierzyłem do końca w to, że może być moja.
Kazała się bardzo długo pieścić, podczas gdy ja cały czas zastanawiałem się, czy wolno mi iść niżej. W każdej chwili gotowy byłem dostać w twarz, choćby bez powodu. I w sumie dostałem, gdy tak się na nią zagapiłem i zamyśliłem.
– Nie myśl! Zabraniam ci przy tym myśleć!
Poczekałem, aż sama chwyciła mnie za dłoń i ściągnęła mi ją w dół. Wreszcie coś bardziej konkretnego. Jak przy sprawdzaniu terenu, sprawdziłem do jakiego stopnia jest uwrażliwiona i delikatnie, bardzo delikatnie, przejechałem palcem po jej łechtaczce. Miała fantastyczną reakcję – skuliła się i dostała ciarek. Czułem, że coraz bardziej obnażam zęby i chcę ją gryźć, lizać i smakować. Jakże mi się to podobało. Zupełnie jakbym po raz pierwszy miał przed sobą nagą kobietę, którą miałem zamiar przelecieć, tyle że tym razem bez tego strachu i obaw, że się ośmieszę.
Z początku tylko masowałem ją na zewnątrz, aż palce zaczęły kleić mi się od śluzu. Była tak mokra, że stawałem u kresu wytrzymałości. Chciałem być już w środku, zagłębić się w nią, przejąć. Nie wsuwałem w nią specjalnie palców, by to przyspieszyć i pozbawić ją cierpliwości. Już stękała i zaciskała na mnie dłonie. Dla wzbudzenia jej apetytu, jedynie trochę zahaczyłem o jej szparkę, ciągnąc za nią jednym palcem.

– Ściągaj spodnie – wychrypiała i nim zdążyłem cokolwiek zrobić, szybko dała do zrozumienia, że nie życzy sobie czekać. – Nie ociągaj się. Rób to!
Kiedy rozpiąłem rozporek, coś mną wstrząsnęło. Jakieś resztki bodajże przyzwoitości, bym jednak wybrał wstrzemięźliwość. Nie wiem czy to chodziło o honor, mój czy jej, ale zorientowałem się, że teraz może tego pragnąć, ale potem żałować. Ten mały bunt we mnie przegnało zaraz kolejne zawołanie, bym się pospieszył, bo ona czekała na to całe życie. Cokolwiek by się potem nie działo, moje ręce były czyste (niedosłownie) – wykonywałem tylko rozkazy.
Wyszedłem z gaci i podniosłem ją za pośladki. Usiadła na komodzie, zarzucając mi swe ramiona. Pochyliła głowę w dół, patrząc, jak biorę się do dzieła, po czym wyolbrzymiła na mnie oczy. Nie chciałem jej wierzyć, że widzi kutasa po raz pierwszy – miała tyle Internetu w swoim życiu, że na pewno kiedyś odwiedzała te całe porno-strony.
– Chcę, żeby było długo – szepnęła, gdy celowo niespiesznie w nią wchodziłem.
Dobrze, że była mokra, bo bez tego nie byłoby nawet mowy, by się przedrzeć. Niesamowicie cieszyło mnie to, że pierwszy się przez nią przeciskam.
– I szybko – dorzuciła, kiedy głos jej zapiszczał.
Co za wymagania.
– Co tylko zechcesz – odparłem i przedarłem się przez cienką błonę. Krzyknęła mi tuż nad uchem, po czym westchnęła przeciągle.
– Całuj mnie. – Dopiero teraz o to poprosiła, chociaż oboje nachylaliśmy się do siebie od początku z rozchylonymi wargami, dmuchając ciepłe powietrze. Pocałowałem ją tak, jak chciała. Nieśmiało wepchnęła mi swój język, równie niezręcznie nim ruszając. Nie odrywałem się już potem od jej ust, ani ona od moich, chyba że na wyrzucenie z siebie głośniejszego krzyku. Jednocześnie zacząłem na nią napierać i się w niej poruszać. Była tak obficie mokra, że czułem wypływający na zewnątrz śluz. Ma być długo i szybko – pamiętałem.
Kompletnie nie wiedziała, jak się zachowywać. Zamiast mnie tylko całować i dać mi wykonać całą robotę, próbowała się poruszać, sądząc, że to w czymś pomoże. Była taka niezdarna, że w głębi się uśmiechałem i z niej śmiałem, bo była przez to tylko bardziej słodka. Z czym u mnie punktowała.
– Trzymaj się mnie – szepnąłem jej do ucha. Innym razem się wyszaleje. A już ja się postaram o to, by chciała więcej.
Uspokoiła się i przestała wydziwiać, a jedynie wierzgać nogami. Nie zmieniałem tępa z obawy, że zadam jej jeszcze ból, ale swym drapaniem, gryzieniem i ściskaniem mnie wargami przy ujściu pochwy, tylko mocniej mnie pobudzała i sprawiała, że nabierałem większej ochoty, by jej dokopać i zmusić do zdzierania gardła. W końcu oplotła mnie nogami, a ja zacząłem głębiej w nią wchodzić. Próbowałem dobić się jak najdalej, nie robiąc sobie nic z jej syczenia. Mógłbym słuchać jak jęczy całymi dniami. Ta biżuteria, które zajmowała powierzchnię komody, odbijała się co rusz i ostatecznie spadła na podłogę. Cesarzowa zaśmiała się, nie wiedzieć czemu i aby było jeszcze raźniej, zrzuciła też swoje perfumy. Nie mając co potem zrobić z rękoma, wplotła palce w moje włosy i do końca nie przestała na mnie pożądliwie patrzeć, co podniecało jak diabli.
Nieważne, jak to mogło wyglądać, czy to, co robiliśmy i fakt, że nie będzie to nasz pierwszy i ostatni seks było przyzwoite. Miałem na to solidnie wyjebane. W końcu dostałem niebywały przywilej, jakiego nie miał nikt inny – pieprzyłem Heylin Cesarzową.

2 comments:

  1. To takie... wow! Nie spodziewałam się tego po Kimi♡ Chase w końcu też zadowolony, choć raz panna Tohomiko jest pod nim :p Życzę weny ♡♡♥♡♡♥♡♡♥♡♡

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! ^^ Cieszę się, że zadowalam!

      Delete