Monday, September 19, 2016

Książę i Księżniczka Heylinu cz.4



https://j.gifs.com/G6m4oQ.gif
Grupa medyków pojawiła się natychmiast. Wpuszczeni przez zaalarmowaną o wydarzeniu straż pospiesznie ustawili się wokół cesarskiego łoża. Służące związały przezroczyste płótna baldachimu, by ułatwić im dostęp do leżącej jak w śpiączce z braku przytomności księżniczki. Książe nie oddalił się – stał dostatecznie blisko, by mógł widzieć zarówno ją, jak i to, co wyczyniają w lekko chaotycznej mierze lekarze. Mężczyźni w granatowych uniformach wyłożyli swój sprzęt, dzieląc się zadaniami. Jeden sprawdził temperaturę, kładąc dłoń na czole Japonki, dwójka innych asystowała, a trzeci sprawdzał puls, trzymając ją za chudziutki nadgarstek.
Chase nie ukrywał tego, że się niepokoi tym zajściem. Na pewno nie przed samym sobą. Pospiesznie ubrał i siebie i Kimiko w nocne tuniki do spania, a teraz oczekiwał tego, co powiedzą lekarze, jak werdyktu. Wciąż wyglądał dostojnie i zdawać by się mogło, że jest w pełnej kontroli, ale w gruncie rzeczy odczuł strach przez to, co się stało. Czas leciał i lekarze nadal badali ten jeden puls, konsultując coś miedzy sobą w tajemniczych spojrzeniach, pozostawiając swego księcia pełnego domysłów i obaw.
W końcu najgłówniejszy z nich oświadczył, składając swemu władcy ukłon:
– Zwykłe zasłabnięcie, Wasza Wysokość, nie trzeba się martwić.
– Jak to nie trzeba się martwić? – rzucił z oburzeniem w głosie. Nie spodziewał się usłyszeć coś tak błahego. – Co chcesz mi niby wmówić? Wreszcie zaczęła normalnie z powrotem jeść i ot tak straciła przytomność bez żadnych wcześniejszych zawrotów?
– Czasem od emocji też można zasłabnąć. Czy to od strachu, czy od zbyt wielkiego podniecenia… Księżniczka jest w ciąży, więc pierwsza fala takiego dużego podniecenia mogła wyczerpać jej organizm.
– Czy to się może powtórzyć?
– Nie powinno. Pierwszy swój taki raz z tym uderzeniem tego podniecenia w ciąży ma już za sobą i on był najgorszy. Teraz powinno być już normalnie. Aczkolwiek… jak oboje wiemy… nasienie jest… wyjątkowe, a więc niespodzianki mają prawo się zdarzać.
Nagle Kimiko poruszyła głową i zacisnęła mocniej powieki. Budziła się. Chase machnięciem ręki wskazał medykom, gdzie są drzwi, rzucając im tym samym wymowny gest mówiący: „wyjazd!”. Pożegnali go należycie i zniknęli tak prędko, jak przybyli. Książe usiadł na skraju łóżka, biorąc księżniczkę za dłoń, którą przystawił sobie do ust, by móc poskładać na niej kilka drobnych pocałunków w akcie mężowskiej troski. Kiedy Kimiko szczęśliwie otworzyła powieki, darząc go cudnym spojrzeniem ślicznych niebieskich oczu, do końca się uspokoił. Dotknął jej policzka i pogłaskał po twarzy.
– Lepiej się już czujesz?
– Zasnęłam? – spytała, nic nie pamiętając.
– Prawie. Zemdlałaś. Przy seksie ze mną. Wyczuwasz tę groteskę?
Piąstkami zakryła sobie zmarkotniałą buzie.
– Trochę żenada. Przepraszam.
– Nie przepraszaj, księżniczko.
Odsłoniła twarz, siląc się na słaby uśmiech. Och jak wspaniale było móc przekonać się, że martwi się o nią jej mąż. A tak się bała, że gdy zostanie żoną, zejdzie na drugi plan i ważna stawać się będzie tylko podczas stosunków. Z drugie strony nosiła jego dziecko… musiał się więc martwić. Mimo wszystko nie dręczyła się tym, chciała wierzyć, że to z miłości chciał tak o nią dbać.
– Wymagasz bardziej profesjonalnej opieki… Znajdę ci odpowiedniego medyka, przyrzekam.


MIESIĄC DRUGI


– Zadam pani parę pytań wstępnych, dobrze? Muszę mieć dokładny obraz o pani – powiedział na wstępie „profesjonalny” medyk o imieniu Li Gongong.
– Ile ma pani lat?
– Dwadzieścia.
– Służąca powiedziała mi, że nie krwawi pani dokładnie od pięćdziesięciu siedmiu dni, czy to się zgadza?
– Eee… chyba tak. – Nie miała pojęcia, ona dokładnie nie liczyła.
– Czy po tym nie pojawiły się jakieś dolegliwości jak jednak krwawienie, albo dolne bóle brzucha?
Kimiko zerknęła na Chase’a, jakby jego zawsze mądre spojrzenie miało sypnąć na nią pamięcią.
– Nie krwawiłam, ale czasem mnie coś pobolewa…
– Rozumiem. Była pani wcześniej w ciąży?
Wybałuszyła oczy i znów zerknęła na męża, który uniósł na nią brwi i rzucił ku niej wyrazem twarzy mówiącym: „no odpowiadaj”.
– Nie, nie byłam.
– Czy ćwiczy pani może? Jakieś sztuki walki albo jogę? Jeździ konno?
– Nic z tych rzeczy.
– I niech tak pozostanie. Później zadam pani jeszcze jakiś pytania. Przejdźmy teraz do badań.
Wówczas Książę zadeklarował, że wyjdzie. Miał swoją robotę, a że nowy medyk wzbudził u niego sympatię, pozostawił go do kontrolowania straży, ufając, że jego kobieta jest w dobrych rękach.
Lekarz zbadał stan pochwy Kimiko, szyjkę macicy, określił w miarę dokładnie położenie łożyska i jego odległość od kręgosłupa. Następnie urządził jej całą serię nowych pytań na ten jej samej, oraz rodziny, z której się wywodzi. Pytał o przeróżne rzeczy: o poronienia w rodzinie, występowanie przewlekłych chorób, wady genetyczne, ich tryby życia i charaktery pracy. Nie pozostawał wątpliwości, że to, co mogło mieć miejsce na japońskich wyspach, może się przy złej opatrzności Smoka, powtórzyć. Rodzina Kimiko była jednak zdrowa i miała samurajskie korzenie, dlatego przewidział dla niej pomyślny poród i zdrowe dziecko, o ile będzie zalecać się do jego rad i gruntownie trzymać jadłospisu. Kimiko nie miała pojęcia, czy każda matka dostaje takowy wraz z zajściem w ciąże, odpowiedni do niej i do maleństwa, ale pewna była jednego: dziecko musi być wyjątkowe, skoro królującym mięsem w jej obiadach nie będą ryby ani kurczak, zaś wąż.
– Patrząc po pani wzroście i wadze, brzuszek zacznie się uwidaczniać gdzieś dopiero w czwartym miesiącu. Bardzo proszę trzymać się dyscyplinarnie moich zaleceń. Dobro dziecka jest najważniejsze.
– Oczywiście – zgodziła się.
Medyk pożegnał Japonkę, życząc dużo zdrowia oraz wytrwałości. Niby Kimiko wszędzie już to słyszała, ale te dobre rady, jakie jej składano były ważne do zapamiętania, bo teraz była odpowiedzialna nie tylko za siebie. Nakazano jej wysypiać się dobrze, pozwalać sobie na drzemki, unikać chorych ludzi, stosownie do pogody się ubierać, nie harować jak wół i w żaden sposób się nie przemęczać, odpuścić sobie ćwiczenia fizyczne, wybierać się na masaże. Ale przede wszystkim zabroniono walczyć z własnym ciałem – jeśli mówiło ono „chcę odpocząć” to miała mu wierzyć, że naprawdę tego potrzebuje. Ciąża to nie choroba, powtarzała sobie, ale na pewno jest sporym obciążeniem dla organizmu, więc kiedy tylko mogła, leżała do góry brzuchem i się leniła. Wiedziała o tym, że musi się przestroić, ale mimo wszystko nie rezygnowała z czytania lub grania, przekonana, że wchłanianie wiedzy jedynie korzystnie wpłynie na jej maleństwo.
­Profilaktycznie, każda kobieta w wieku umożliwiającym zajście w ciąże, powinna przyjmować kwas foliowy, korzystnie wpływający na jajniki. W przypadku ciąży zapotrzebowanie organizmu na tę witaminę wzrastało, więc w jadłospisie Kimiko pojawiło się dużo pomarańczy, kapusty, brukselki, brokuł, szpinaku, szparagów, rośliny strączkowych, soi pomidorów... Niektóre z wymienionych wyżej produktów przyjmowała w postaci surowej tylko i wyłącznie, jeśli było to możliwe, aby nie straciły niezbędnych wartości spożywczych. W przypadku pojawiania się problemu w spożyciu na przykład ohydnej brukselki, powtarzała sobie: to dla dziecka. I wszystko wówczas przychodziło już łatwiej. Tak samo dbała, by w jej jadłospisie pojawiał się jod, obecny na przykład w uwielbianych przez nią rybach morskich, korzystnie wpływający na rozwój mózgu, czy żelazo, magnez i cynk.
Dlatego też czasem błagała Chase’a, aby odpuścił z rygorem w jej karcie dań i pozwolił zjeść głupią rybę, bo to źródło witamin.
– To, co ci podaję, też jest źródłem wielu witamin – upierał się przy swoim.
– Ale dziecko…
– Dziecko chce właśnie mięsa z węża.
Nie mylił się. Kiedy decydował się iść dziewczynie na rękę i zgadzał się, by przyrządzono jej surową rybę zgodnie z zasadami sztuki japońskiej kulinarni, Kimiko po posiłku od razu wymiotowała, a sama nawet próba zjedzenia ryby kończyła się fiaskiem, gdyż w starciu wywierała u niej tak olbrzymie obrzydzenie, iż nie mogła nawet na nią patrzeć.
– Jak możesz, kochanie, tak nie lubić ryb? Przecież masz w sobie samurajską krew! – zadawała pytania, głaszcząc swój płaski wciąż brzuszek.
Coraz więcej niepewności rosło w głowie młodej mamy. Miewała wrażenie, że pałac wie więcej od niej na ten temat. Widziała jak ludzie szeptali i dziwnie na nią spoglądali, kiedy karmiono ją ugotowanym wężem. Przy każdej jednak próbie pozyskania jakiś informacji, najlepiej od sprawdzonego źródła, jakim stała się przyjaciółka Chichiang, wychodziła z niczym. Każdy okazywał się nagle półgłówkiem i każdy mówił, że nic nie wie. Chichiang ufała, zatem gdy ona zadeklarowała, że nic jej nie wiadomo, stwierdziła, iż faktycznie nie ma sensu i potrzeby głębiej kopać.
A jednak wrażenie, że pałac przesycony jest tajemnicami nie odstępowały Kimiko ani na krok. Strażnicy od jej komnat zmieniali się bardzo często, jakby była ich nieskończona ilość. Nie raz znajdywała kocią sierść to na korytarzu, to w ogrodach. Zapach zupy, którą pił jej mąż był tak smaczny, iż skłonna była błagać go o malutki łyczek. Z kolei wiedźma Wuya puszczała jej znaczące spojrzenie, że nie przepada ani za nią, ani za dzieckiem. Pytanie czemu?
– Nic nie widać byś była w ciąży, droga pani – mówiła, kiedy etykieta zmuszała je do tego, żeby się powitać, siląc się na dobre maniery.
– To dopiero drugi miesiąc. Ale radzę sobie, dziękuję – odpowiadała sucho Kimiko, zachowując powagę, by nie dać się w żaden sposób wyprowadzić z równowagi.
– Oby brzuszek pojawił się prędko. Nie chcemy przecież, by ktoś sobie pomyślał, że tylko udajesz, pani…
 Spróbowała położyć dłoń w dolnej partii brzucha Kimiko, ale ta obawiając się próby rzucenia jakiegoś czaru, od razu się odsunęła, woląc nie ryzykować. Widząc strach na twarzy Japonki, Wuya tylko prychnęła, ciesząc się skrycie tym zwycięstwem, iż zasiewa właśnie strach.
– Życzę udanego porodu.
Po czym zniknęła za rogiem, krocząc szybko, ale dumnie i pewnie. Niewątpliwie i ona wiedziała więcej od Kimiko, przez co Japonka poczuła się strasznie mała w tym wielkim domu, a także bardziej obca. Bała się, że myśl, iż tutaj nie pasuje, niebawem ją pożre, a tajemnice przyczynią się do jej upadku. Najchętniej chciałaby urodzić dziecko gdzieś indziej, z dala od Wuyi, gdzieś w spokojnym miejscu, blisko naturalnego łona natury, jeziora, lasów… Bez tej całej służby i strażników. Bez lekarzy i bez obaw, że życie w pałacu ją wykończy, lub sprowadzi do szaleństwa.
Obawy i niepewności rosły z każdym dniem, aczkolwiek starano się o to, by Kimiko czuła się jak najlepiej. Na niektóre rzeczy nie miało się jednak żadnego wpływu, chociażby na niesamowicie parcie na robienie siku. Dostatecznie wiele razy latała do łazienki w ciągu dnia albo przez mdłości, albo przez pęcherz. To było męczące i nie pozwalało normalnie funkcjonować. Medyk ostrzegał, że mdłości w pierwszym trymestrze będą najsilniejsze, ale nie wspomniał nic o tym parciu rozciągającej się z każdym tygodniem macicy na pęcherz. A i tak były to dopiero początki ciąży, co zatem będzie dalej?
Kimiko nie raz nie mogła normalnie spać. Kiedy tylko kłucie w podbrzuszu odzywało się, z długimi ziewnięciami wyswabadzała się z objęć księcia i szła za potrzebą. Lecz za każdym razem, gdy opuszczała łoże, budziła ukochanego, który nocą zachowywał niezwykłą czujność, jakby twardy sen był mu obcy.
– To już trzeci raz w ciągu tej jednej nocy.
– To przez nasze dziecko – usprawiedliwiała się.
Wracając, wtulał się w nią z powrotem, ale za czwartym razem, warknął cicho pod nosem, jak zwykł robić przy narzekaniu. Odwrócił się w drugą stronę i zasnął, nie przytulając się już do Japonki potem.
Za dnia bywała niewyspana, nawet jeśli spała przez całą noc. Chodziła zmęczona i robiła sobie drzemki, które przynajmniej zabijały jej nudności. Spała dużo, zgodnie z zaleceniem medyka, a tymczasem jej pan mąż zastawał nudę, bo wracając do sypialni po całym dniu pracy nie mógł ani z nią porozmawiać, ani nic porobić. Kimiko była przeświadczona o tym, że przez takie sytuacje mogą się od siebie oddalić, lecz nieważne jakby się starała, ochota na sen zwyczajnie z nią wygrywała.
Na szczęście Chase potrafił znaleźć okazje na utrzymanie zażyłości w ich związku, za co była mu ogromnie wdzięczna. Od prywatnej krawcowej, która szyła Kimiko najpiękniejsze stroje, otrzymała specjalne wiązadełko szyte z importowanej bawełny na piersi o elastycznych właściwościach. Musiała je nosić, by w miarę usztywnić biust i by noszenie go było komfortowe, zwłaszcza, że nabierał na ciężarze. Trzeba było przepasać go kilkukrotnie wzdłuż obwodu pod pachami, następnie ciasno zawiązać i przyozdobić ładną kokardą. Materiał miał sprawić, by wiązadełko rosło wraz z jej piersiami, jednocześnie pilnując by nie obwisły. Chase zgłaszał się na chętnego, by to on mógł wiązać swoją księżniczkę, nieświadomą tego, jak planował to wykorzystać.
– Czy mogę ja? – spytał grzecznie, a rozpromieniona Kimiko natychmiast się zgadzała.
Wówczas książę rozkazywał służbie wyjść, by zostali zupełnie sami. Następnie brał do rąk to śmieszne i potencjalnie skomplikowane uszycie. Powoli nakładał pierwszą warstwę na piersi Japonki, która okazywała się tak cienka iż lekki ruch jego dłoni po jej okrągłościach sprawiał, że zaczynały nabrzmiewać, a sutki prześwitywać. Wnet na smukłej szyi dziewczyny rozpalony oddech mężczyzny, w którym tliło się pożądanie. Celowo przy obwiązywaniu delikatnie muskał palcami jej biust, by za moment mocniej otrzeć się o niego całą dłonią.
– Och… – z rozwartych ust Kimiko wydobywały się skromne pomruki zadowolenia, które przeistoczyły się w głośniejszy jęk, kiedy Chase poły wiązadełka zaciągnął mocno do tyłu, jakby obchodził się z zachodnim gorsetem. Materiał był tak napięty na piersiach, że zachowywał się jak druga skóra, solidnie przylegając i odrysowując ich kształty wraz z sutkami.
– Nie za ciasno? –spytał półszeptem, a Kimiko pokręciła energicznie głową.
– Nie. Jest w porządku.
Było trochę za ciasno, ale nie myślała o tym w ogóle, bo rozluźniała się pod jego gorącymi ustami, rozkosznie całującymi ją po szyi. Objął dziewczynę ramionami, szurając dłońmi po upiętych jak pod bandażem piersiach. Po chwili przewracał się z nią na plecy, nie przestając pieścić, a po kolejnej chwili układał na niej i zaglądał stwardniałą męskością do jej rozemocjonowanego i mokrego wnętrza. Nawet nie pytał o zgodę, bo była całkiem zbędna.
Lekarz powiedział młodej parze bardzo wyraźnie:
– Niech wasza miłość fizyczna kwitnie i nie maleje, gdyż stosunki płciowe wpływają korzystnie na ciążę.
Zalecał zbliżenia, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, bo jak wyjaśniał seks dobrze robi pochwę i może ułatwić później rodzenie. Do tego szczęśliwa i spełniona od doznań matka, to i szczęśliwe dziecko. Wytwarzane hormony szczęścia w organizmie feniksa dzięki podjętej z nim walki ze smokiem, miały uczynić ich ziarno silne, a nawet nieśmiertelne. Przestrzegł też Kimiko, że w drugim trymestrze jej libido niezwykle wzrośnie i może „zdziczeć”, a ona sama poczuje się mimo brzuszka atrakcyjniejsza.
Książe i Księżniczka Heylinu sami pragnęli dbać o łączące ich uczucie, dlatego kiedy udawało im się pokochać, wyczerpywali tę okazję do granic, by skończyć w pełni ukontentowani. Kimiko czerpała podarowaną mu przez niego przyjemność zawsze, jakby miała otrzymywać ją po raz ostatni. Mimo wszystko gdzieś tam podświadomie bała się, iż kiedy zrobi się gruba, Chase niechętnie będzie na nią spoglądać. Chcąc by zapamiętał ją jako wspaniałą kochankę, czasem nawet wyolbrzymiała swoje doznania, bardziej się pod nim wijąc, lub głośniej jęcząc. Pragnęła by postrzegał  ją jako niezwykle wrażliwe na ruchy penisa stworzonko, źródło wzrostu jego męskiego ego. 





Chase niesamowicie o nią dbał. Stał się opiekuńczy i nawet słodszy, że sama służba dziwiła się, jak gdyby miała do czynienia z obcym im władcą. Choć czasu nie mógł poświęcać jej zbyt wiele, kiedy tylko się pojawiał, od razu pytał jak się czuje ona i dziecko, a następnie wyręczał we wszystkim, gdzie się tylko dało, czy to było przeniesienie głupiego wazonika na inny stolik, czy uklepanie poduszki, czy zdmuchnięcie świeczek. Na ten czas wspólnego przebywania, stał się mężem bliższym jej sercu i poniekąd trochę służącym. Wystarczyło kiwnąć palcem, a spełniał każde jej życzenie. Nosiła jego dziecko, ot co. Musiała stać się ważniejsza. Lecz czy i po porodzie nadal będzie tak o nią dbać? Czy nadal będzie dla niego tylko znaczyć? Obawy sugerowały, że nie. I nie tylko one, ale i czynniki zewsząd, które po pojawieniu się zarodka były dla Kimiko symptomami prawdziwego horroru, jakby z bajkowego życia, ktoś wrzucił ją nagle w bagno niepewności. Do tego podejrzenia, że żyje w sieci kłamstwa, nieprzerwanie wzrastało.
Ewidentnie coś przed nią ukrywał. Jakieś musiało być wytłumaczenie dla tych jego niezwykłych oczu, czy licznych braków i niewyjaśnieniach w historycznych źródłach, oblegających przeznaczone jej regały w pałacowej bibliotece. Nawet wszystkich książek i zwoi nie pozwalano Kimiko czytać, co było dla niej absurdalne i z daleka cuchnęło tajemnicą. Z jakiego powodu zataja się coś przed księżniczką, żoną władcy świata? Coś musiało być na rzeczy i ona musiała wiedzieć co. Tym bardziej, że wściekała się, kiedy czytając zwoje poświęcone historii zauważała mnogie rozbieżności u kronikarzy; żaden nie potrafił sprecyzować w jakim dokładnie wieku jest cesarz, kiedy powstało dokładnie jego cesarstwo, kto rządził przed nim, z jakiej rodziny się wywodził… Kompletny brak wiedzy nękał te tematy, a więc nękał i Kimiko, która po prostu chciała wiedzieć coś więcej na ten swego pana męża.
„W końcu noszę jego dziecko, chyba mam jakieś prawo?”
Decydujący czynnik, który zmusił ją do podjęcia działań w tym kierunku podarowało jej popołudnie pewnej soboty w drugim miesiącu ciąży. Wówczas to Kimiko odnalazła uciechę w haftowaniu od prostych, po skomplikowane wzory, najlepiej tych przedstawiających tańczące smoki. Podczas ostatniej fazy ozdabiania prawie że gotowego dzieła, w podbrzuszu nagle zaatakował ją tępy ból, podobny trochę do skurczu. Stęknęła, zginając się do przodu, a że zdarzyło się to całkiem niespodziewanie, przy okazji wbiła sobie igłę w palec u prawej ręki. Na szczęście nie przebywała sama, ale z Chase’em, który dokumenty o stanie wojska postanowił czytać w jej towarzystwie.
– Co się dzieje? – spytał przejęty. Lecz kiedy podszedł i dosiadł się na sofie, na której spoczywała Japonka, ból nękający jej podbrzusze nagle minął.
– Bolało mnie coś… Jeszcze się zakułam. Kurczę, chyba mocno.
Jak spojrzała na swoją dłoń, czubek palca wskazującego ociekał krwią. Wyciągnęła z niego igłę i possała koniuszek. Ale krew nie zechciała przestać uciekać.
– To małe ukłucie – stwierdził książę biorąc jej drobniutką jak u kotka rękę w swoją dłoń.
– Małe?
Kimiko miała coś więcej powiedzieć na ten temat, ale zamilkła, patrząc jak ukochany ociera kciukiem zranione miejsce. Kiedy skończył, po dziurce i po krwi nie było najmniejszego śladu.
– Ale… ale jak to? – zdziwiła się Japonka, wytrzeszczając oczy. Przecież czuła i widziała dokładnie, że rana nie była byle jaka. Dlaczego więc skóra tak szybko się zasklepiła? Spojrzała pytająco na księcia, a ten się tylko łaskawie się uśmiechnął.
– Mówiłem. Niewielkie ukłucie.
Po tym powiedziała sobie „dość!” i postanowiła na wyłączność zbadać sekrety pałacu, tudzież miejsca, w których dotąd nie zawitała. Omijała zbrojownie czy kaźnie, tak jak życzył sobie Chase, bo tam zwyczajnie nie wypadało, by szanowne stópki najjaśniejszej księżniczki zawędrowały, ale do prywatnych komnat księcia, do jakich nie miała prawa wstępu przez jego oczywiste widzi mi się, odważyła się wejść, łamiąc tym samym jego zakaz. Nie zawracała sobie głowy pytaniem, dlaczego nie ma tu żadnej straży, prawdopodobnie dlatego, że zakaz panował pewnie od zawsze i każdy był go już nauczony. Każdy za wyjątkiem Kimiko.
Do tajemniczej komnaty, którą Chase wyraźnie zabronił się chociażby interesować, znajdującej się pod salą tronową, trzeba było dotrzeć pokonując zawiłe schody. Schodziło się po nich jak do jakiś podziemi, zewsząd ściany sponiewierał mrok i chłód, aczkolwiek od podłogi biło ciepło. Zażartowała sobie, że zbliża się do jamy smoka, położonej w kraterze, a tak się akurat składało, że pałac osadzony był wokół wulkanu. Brakowało tu poręczy, więc chcąc nie chcąc Kimiko przylegała blisko do ścian, aby przypadkiem się nie poślizgnąć i nie przewrócić. Zatrzymała się przed mosiężnymi, bordowymi drzwiami o czarnej ramie, które okazały się zamknięte.
„Co to dla mnie.”
Wyciągnęła długą spinkę z włosów i włożyła ją w zamek. Po wytrwałych próbach włamania, w końcu zawór uległ i Kimiko przekroczyła próg wejściowy bez wahania. Nagle pisnęła, bo jakieś zwierzę wybiegło z pomieszczenia i przeleciało jej między nogami. Jak zdążyła spostrzec, miało długi ogon i było pasiaste. Szybko zniknęło, wspinając się po schodach, a ponieważ Kimiko nie oglądała się za nim, stwierdziła, że może było zwykłym urojeniem przewrażliwionej ciężarnej kobiety.
Skupiła się na tym, co zobaczyła w komnacie, mianowicie stos wysokich jak w bibliotece regałów, z tą różnicą, że na pułkach po jej lewej stały jakieś obskurne puszki, a po prawej ciemnofioletowe flakoniki, szczelnie zakręcone, by nie uciekał z nich żaden zapach. Ale jakiś zapach i tak docierał do nozdrzy Japonki i był strasznie ostry, jak i smaczny. Wcześniej raczej nigdy nie odważyłaby się na taki akt nieposłuszeństwa, ale teraz, będąc w ciąży, uważała, że wolno jej więcej i wręcz powinna zgłębić sekrety swego księcia.
Spostrzegła, że na środku komnaty jest wydrążona w podłodze dziura, w której pływa lawa, a na niej postawiony na czarnych kratach stoi kocioł wielkości niemalże wanny.
– O rany, co to takiego?
Z ciekawości podeszła bliżej, przedtem zerkając na momencik na niezamknięte drzwi od komnaty. Upewniła się, czy wciąż jest sama, po czym sprawdziła, co tak bulgocze w tym dużym kotle. Im bliżej podchodziła, tym smaczny zapach stawał się silniejszy i jeszcze bardziej wyrazistszy. Trzęsąc się nie wiedząc czemu, zajrzała do środka.
– To ten jego wywar…!
Zobaczyła zupę o zielonym kolorze, tak błyszczącą, że Kimiko odbijała się w jej tafli. Gotowała się cały czas od lawy i w momencie całą twarz Japonki obmył pot od pary i duchoty panującej na środku jak w jakiejś saunie. Nic jej jednak nie zraziło, a jedynie zwiększyło ciekawość, zwłaszcza te dziwne ochłapy bodajże mięsa, pływających w kotle i próbujących się rozpuścić, by konsystencja wywaru była jak najdokładniej ciekła i gładka.
Zapach zaczął nękać Kimiko. Tak straszliwe pobudzał apetyt i wywoływał głód w żołądku, iż o niczym nie mogła myśleć, jak tylko o tym, by go skosztować. Choćby odrobinkę. Coś w nim było takiego, że strużka śliny pociekła jej po brodzie. Rozejrzała się za czymś, czym mogłaby nabrać sobie trochę zupki i jej skosztować. Czuła, że właśnie tego teraz pragnie jej maleństwo. Sięgnęła wzrokiem stoliczka, na którym leżały półmiski, jakieś przyprawy i wielka chochla. Wzięła jedną z czarek. Przy okazji zorientowała się, że podeszwy budzików, przód hanfu oraz dłonie całe ma ubrudzone od sadzy. Nie uważała i będzie musiała coś z tym zrobić, albo wywoła u wszystkich podejrzenia, kiedy stąd wyjdzie. Najpierw jednak koniecznie musiała zaspokoić głód, więc dzierżąc małą miseczkę, powróciła do kotła.

Przechyliła się do przodu, narażając tym samym na większe ubrudzenie. Nabrała w naczynię trochę zupy, po czym wyłowiła je na zewnątrz. Pachniało naprawdę wybornie wyśmienicie. Cóż to mogły być za składniki? Pomyślała, że ta zupa to pewnie nie tylko ulubione danie Jego Wysokości, ale i swego rodzaju rarytas, skoro trzyma go nawet w specjalnie uszykowanej komnacie pod kluczem. W dodatku z nikim nie chciał się dzielić. „Chytrus!”. Popatrzyła jeszcze przez moment na to, co zamierzała wypić. Zawahała się. Jakieś obawy sugerujące, że nie powinna tego robić się w niej odezwały, ale zignorowała je na rzecz spotęgowanego u niej głodu i zachcianki, by wypić właśnie tę szczególną zupę. Powoli przybliżyła sobie czarkę do ust, a kiedy rozchyliła wargi, coś ją niespodziewanie uderzyło w dłonie i wytrąciło z nich miseczkę, której zawartość rozlała się na kraty i wpadła do lawy.
– Jak śmiałaś…
Usłyszała za sobą i odwróciła się, by raptem zmierzyć się ze wściekłym spojrzeniem pana męża. Wnet złapał ją boleśnie za nadgarstek u prawej dłoni i odciągnął od kotła. Wyprowadził za drzwi, które zamknął następnie szczelnie. Nie zważył na to, że Kimiko przy wyprowadzeniu przewróciła się i upadła. Stękając zaczęła rozmasowywać obolały nadgarstek, po czym spojrzała z wyrzutem na swego księcia, jakie zaraz przeobraziło się w pełne strachu.
– Wyraźnie zabroniłem ci tu przychodzić! Jak mogłaś mnie tak zdradzić?!
– Ja… Ja przepraszam! – pisnęła pod jego krzykami. Ostrożnie dźwignęła się na nogi, skulona jak zbity pies.
– Złamałaś mój zakaz!
– Nie chciałam…!
– Ktoś cię namówił, żebyś tu przyszła, czy to z własnej głupoty?! – nie przestawał grzmieć, a wściekłość kipiała od niego tak widocznie, że Kimiko nie była w stanie pozbierać się na skonstruowanie jakiegoś usprawiedliwienia. – Odpowiadaj mi! – Zaczął ją szarpać, a na koniec przyparł do ściany. Kimiko zobaczyła, jak płoną mu nienaturalnie oczy. Uległa przerażeniu jeszcze bardziej i się rozpłakała.
Puścił ją po minucie, widząc, że nic mu nie powie. Powoli i dygocząc jak spłoszona kotem mysz, osunęła się z powrotem na podłogę. Ze spuszczoną głową ponowiła swoje przeprosiny, łykając słone łzy. Chase biorąc głębszy wdech, w końcu złagodniał. Opamiętał się ze względu na dziecko.
– Ostrzegam cię, kochanie. Spotka cię surowa kara, jeśli znowu złamiesz mój zakaz.
– K-kara… To znaczy… jaka?
– Na przykład taka, że jeśli dotkniesz któregoś z flakonu, utnę ci obie ręce. A jeśli i to nie wystarczy i znowu tu zawędrujesz, pozbawię cię nóg. Czy to jasne?
– Ale… Ale dlaczego aż tak surowo chcesz mnie karać…?
– Nienawidzę nieposłuszeństwa, moja droga. Poza tym, zaufaj mi, ten zakaz jest nie bez powodu. Próbuję cię chronić.
Teraz próbował jej wmówić, że to niby dla jej dobra, ale on przecież na nią nakrzyczał… Dlaczego nie mógł otwarcie wcześniej powiedzieć, że jeśli wypiję tę zupę, to coś jej się przytrafi i skoro tak, to dlaczego on może ją pić bez żadnych obaw? Dlaczego nawet po ujawnienia rąbka tajemnicy, dalej przykrywał prawdę o nim sekretem i jedynie zasiewał więcej pytań, zamiast podarować proste odpowiedzi? W dodatku zachował się jak nigdy dotąd, ukazał skrywane dotąd starannie oblicze, o którym nie miała pojęcia, wychodząc za niego. Przeczucie ją nie myliło – nie znała go i nie wiadomo jakich jeszcze sekretów o nim nie wie. Czuła się tak okropnie, że równie dobrze mógłby ją uderzyć. Próbowała się uspokoić, myśląc o dziecku, które było dla niej mimo wszystko najważniejsze, nawet jeśli jego ojcem mógł być tyran. Niestety słabo jej to wychodziło i Chase to zauważył, więc włączył w to własny wysiłek i klękając przy niej, zaczął ją tulić. Jego dotyk nie okazał się lekarstwem. Kimiko wpadła w swoistą histerię, iż nie mogła przestać płakać, pociągać nosem, i wdychać panicznie powietrza, jakby cierpiała na astmę. Ostatecznie, kiedy jednak zaczął ją głaskać po włosach, uspokojenie na szczęście nadeszło.
Nie pytała już o nic więcej. Bez słowa pożegnała go, po czym wróciła do siebie przerażona do szpiku kości, że w pałacu, w jej niby własnym domu, coś jej naprawdę grozi i jak się okazuje, również ze strony męża. To było nienormalne, to było chore! Odbierano Japonce wszelką możliwość na czucie się swobodnie w Imperium i przekonywano, iż jest tylko klaczą potrzebną do urodzenia władcy upragnionego dziecka. Nigdy się tu nie zaaklimatyzuje, zwyczajnie jej na to nie pozwalano. W tamtym momencie zapragnęła wrócić do Japonii.


MIESIĄC TRZECI


Aczkolwiek czas upływał dalej swym miarowym tempem, Kimiko potrzebowała go znacznie więcej, by zapomnieć o tym, co zaszło pod drzwiami do komnaty z tajemniczym wywarem. Mimo starań ze strony księcia, by wszystko między nimi wróciło do normy, siłą rzeczy Japonka nocami odsuwała się od niego, a kiedy niechcący wybudzał ją z drzemki delikatnym pogłaskaniem, reagowała panicznym wstrząsem. Nie chciał dawać jej spokoju, uważając, że jeśli usunie się od niej na parę dni jedynie spotęguje ich kryzys, toteż postąpił nawet odwrotnie i wziął trochę wolnego od pracy, by spędzić czas z Kimiko nie tylko podczas jadania posiłków.
Kiedy już całkiem jednak rozpoczął się trzeci miesiąc, przyszła mama zdołała zapomnieć o tym, co ją podzieliło z mężem, by pamiętać jedynie o tym, co ją z nim łączyło. Serce Kimiko w dziewiątym tygodniu ciąży każdego dnia biło znacznie szybciej, a to dlatego, że jej organizm zaczął wysyłać większą ilość energii i krwi rozwijającemu się płodowi. Czasem aż dostawała zadyszki, kiedy miała wspinać się po schodach, których w pałacu było od groma. Dlatego kiedy poskarżyła się o tym delikatnie mężowi, ten zarządził, by od teraz wszędzie wnosili ją służący i w tym celu podarował jej pięknie zdobioną w złote feniksy lektykę.
Nadal męczyły ją zmęczenie i mdłości, na które nie było lekarstwa. Starała się jeść więcej posiłków w mniejszych porcjach, choć przy każdym kęsie doznawała wrażenia, jakoby kolejny atak żołądkowy się zbliżał. Wszystko popijała herbatą małymi łyczkami lub naparem z korzenia imbiru i oczywiście starała się odpoczywać. Coraz częściej myślała o dziecku, o jego potrzebach, bezpieczeństwie, jak i zastanawiała się, jakie ono przede wszystkim będzie.
Męża miała nieziemsko przystojnego, tego nikt jej nie mógł odmówić, zatem jeśli odziedziczy po nim geny, na pewno będzie urodziwe. Po niej mówiła sobie, że może wziąć inteligencje, chociaż nie we wszystkim dorównywała Chase’owi. Nie uważała się za byle głupią dziewkę, ani tym bardziej nie podzielała tezy uczonych, jakoby kobieta była gorszym gatunkiem.
Najgorsza to nie przestawała być Wuya. Nie ukrywała tego, że nie życzy Kimiko najlepiej i Japonka była pewna, że wysyłaniem do niej prezentów wcale nie pragnie polepszyć ich relacji. Obawiając się trucizny, nie tykała niczego z podarunków, a kiedy pewnego dnia ktoś podrzucił jej lalkę dziecka z odciętą głową, Kimiko nie wytrzymała i z krzykiem pobiegła do księcia, przerywając mu audycję u ministrów.
– Błagam, oddziel ją ode mnie Wielkim Murem!
I choć Chase nie rozumiał postaw Kimiko do takiego strachu, ani nie znajdywał powodów, dla których odwiecznie lojalna mu wiedźma miała grozić matce jego dziecka, potrzebne były stanowcze słowa, by jednak usłuchał.
– Zwariuję jeśli tego nie zrobisz… Chcesz tego?
Nie chciał, więc usłuchał i odtąd Wuya nie mogła znajdywać się nawet na tym samym piętrze, co jej pani. Japonka od razu się uspokoiła i nabierając wdzięczności względem męża, pozwoliła mu się w nocy dotknąć i zbliżyć po długiej przerwie.
Niestety powrót do aktywności fizycznej nie potrwał długo, gdyż łożysko dla dziecka rozciągało się coraz mocniej i w efekcie emanowało na całe podbrzusze Kimiko ostrym bólem, co nieraz uniemożliwiało im spokojne współżycie.


Zauważyła, że jej zmysły się niezwykle wyczuliły. Bardziej docierały do niej zapachy, zwłaszcza te związane z jedzeniem, ale… nawet te własne, jak pot czy zapach z muszelki stały się dla niej bardzo wyraźne. Co aż peszyło i przy Chasie nie potrafiła o niczym innym myśleć, jak gdybać, czy i on to wszystko czuje. Z całą pewnością nabrała też na wrażliwości. Ale to takiej, że pewne dźwięki czy dotyki potrafiły ją denerwować. Raz nawrzeszczała na strażnika, bo miał katar i słyszała jak smarkał zza drzwiami, i że ją obrzydza, dlatego ma się usunąć, albo pożałuje. Wcześniej nigdy by pewnie nie znalazła w sobie tyle odwagi, ale teraz przecież żyła przekonaniem, że wszystko jej wolno i jest pępkiem świata. Bądź co bądź nosiła dziecko Imperatora.
Czasem nadal nie docierało do niej, że staje się mamą. Może to dlatego, że wciąż nie czuła ruchów dziecka ani nie słyszała bicia jego serca. Miewała wrażenie, jakoby to wszystko przytrafiło się jednak komuś innemu i po prostu przypadkiem uczestniczyła w tym wielkim wydarzeniu. Wszyscy wokół niej szaleli, stawali na palcach by niczego jej nie brakowało, lecz ona nie odstępowała myślami od męża, po tym, kiedy ponownie doprowadził ją do płaczu.
Zaczęło się od zwykłego spaceru Kimiko po ogrodach i delektowaniem się świeżym górskim powietrzem, oraz zapachem wodospadów w towarzystwie uśmiechniętej Chichiang, trzymającej jej parasolkę, by przypadkiem nie naraziła się na nadmierne promienie słońca.
– A cóż to takiego? – Japonka zatrzymała się nagle, widząc jakąś grupę kobiet, zbyt pięknie jak na służące ubranych i przyozdobionych, w dodatku eskortowanych przez żołnierzy. Pytającym wzrokiem zerknęła na Chichiang, ale ta nie ukrywała zakłopotania wywartego przez niewiedzę jej pani na ten temat.
– Wybacz mi pani, ale o tym na pewno Jego Wysokość będzie chciał porozmawiać.
Wówczas Kimiko wiedziała już, że jest to poważniejsza sprawa, na jaką wygląda.
– Nie chcę czekać, aż znajdzie dla mnie czas mi o tym powiedzieć. Ty masz to zrobić tu i teraz. Rozkazuję ci.
Słysząc to Chichiang nie miała czym się zakryć, więc kuląc się służalczo, odparła:
– Te kobiety to takie jakby… konkubiny.
– Konkubiny…?!
Kimiko niespodziewanie straciła czucie w nogach i gdyby w porę nie złapała się ramienia strażnika, i gdyby on też sprawnie nie interweniował, upadłaby z łoskotem na bruk. Wojownicy podnieśli ją, a służki otrzepały, wachlarze zaraz poszły w ruch, bo krew odeszła z twarzy ich pani. Na domiar złego, pojawił się ból brzucha. Skierowano więc Kimiko na ławkę, by tam usiadła. Żadne jednak dalsze słowa do niej nie docierały, bo wpadła jakby w amok i do wieczora przeżywała wiadomość o innych kobietach mających pojawić się w życiu jej męża.
Kiedy Chase wrócił po pracy do sypialni, Kimiko siedziała na łóżku i zdecydowanie czegoś od niego oczekiwała. Wyznań.
Ponieważ wywarł wrażenie, jakoby nie kwapił się do uprzedzenia księżniczki o nowych mieszkankach pałacu, z którymi miał zamiar współżyć, sama podjęła inicjatywę i nim położył się obok niej do łóżka, wykrzyczała mu prosto w twarz:
– Nawet o tym nic nie chcesz mi powiedzieć?
– O czym?
– O tych babach…! – wychrypiała ze łzami w oczach.
Chase zesztywniał cały.
– To już wiesz. Cóż, miałem zamiar ci powiedzieć w odpowiedniej chwili.
Kimiko podniosła rękę. Nagle uznała, że nie chce nic słyszeć na ten temat i oznajmiła, że tej nocy chce spać oddzielnie, w osobnej sypialni. Nikt jej nie powstrzymywał, co było tylko dodatkiem do cierpienia.
Chichiang w ogrodzie mimo wszystko zdołała utwierdzić ją o zasadach zakorzenionych w tradycjach, które wręcz nakazywały cesarzowi od czasu do czasu brać sobie inne kobiety.
– Chodzi o reputację. Zdrowy, młody i pełny sił władca, który zasiada na Tronie Smoka, musi udowodnić poddanym, że nie odbiega pod żadnym względem od bycia mężczyzną. A także, i to przede wszystkim, musi udowodnić, że nie stał się niczyim niewolnikiem, tudzież właśnie kobiety, i że jest to nadal gatunek drugiej kategorii. Chociaż jesteś jego żoną, księżniczką Heylinu, nie możesz być jego panią. Dlatego musi pójść do łóżka z inną. Teraz, kiedy jesteś w ciąży jest to najlepszy moment. Nawet gdyby tego nie chciał, tak czyniono od wieków, jeszcze za czasów innego cesarstwa i nie może się to zmienić, albo ludzie odbiorą to za zły znak i jeszcze zechcą się buntować. Każdy lubi porządek, najlepiej sprawdzony system.
– Ale… Ale przecież… Sam medyk zalecił byśmy nie przestawali się kochać, gdyż wpływa to korzystnie na dziecko… – zaczęła panikować, jednocześnie przyspieszył się u niej oddech i poczuła, że zaraz się rozpłacze. Całe stado brzytw wżynało się okrutnie w serce księżniczki.
– To prawda, pani, lecz pomyśl. Czy będziesz w stanie przez okres ciąży w pełni go zadowolić? Już niebawem doznasz kolejnych objaw, jakimi są bóle. Twoje piersi staną się niezwykle delikatne, będą cię boleć przy najmniejszym dotyku. Bóle podobne do tych przy krwawieniach również się pojawią i będą miały prawo dokuczać ci całymi dniami. Nie będziesz miała na to żadnego wpływu, a on… mimo wszystko jest mężczyzną, w dodatku władcą świata, nie zaś niewolnikiem i musi to pokazać, że wszystko należy do niego, a nie on do kogoś.
Rozsadzało ją w piersi tak olbrzymie skupisko bólu, iż w momencie wszystko we wiązadełku zaczęło jej przeszkadzać. Dusiła się, ulegając płaczu, czy też bardziej histerii. Najgorsze ze wszystkich obaw, o których przyświadczały ją stare nianie, ziściły się. Nie będzie miała męża na własność, bo musi się z nim dzielić chociażby na wzgląd głupich tradycji. Dzielić… dzielić! Ten wyraz tak obrzydliwe dla niej brzmiał. Aż chcąc nie chcąc wyobraziła sobie, jak książę wprowadza swoją włócznię, którą ją zaspokajał to jamy innej kobiety, zupełnie obcej, która nie powinna mieć żadnego prawa doznawać takiego szczęścia. Przecież to okrutne, dlaczego więc słuszne w tym popapranym świecie?
Mając jednak tę wiedzę wiedziała, że nie ma sensu dyskutować o tym z księciem, w zasadzie to nawet nie powinna, jeśli nie chciała popaść w niełaskę. To on był panem, a ona do niego należała, mogła jedynie zadbać o to, by jednak znajdywał jak najmniej okazji do chodzenia po przyjemność do „głupich bab z zewnątrz”.

 

Ale nic od niej nie zależało i choćby się modliła o to do Niebios dwa razy częściej, niż to czyniła zazwyczaj, ostatecznie pojawiły się większe problemy natury fizycznej, które nie pozwalały parze miewać tej samej bliskości, co wcześniej.
– Powoli – mruknął Chase, trzymając Kimiko za rękę, kiedy siadała na łóżku, łapiąc się za atakowane skurczami podbrzusze.
– Nie rozumiem, dlaczego tak boli… Lekarz powiedział, że masaże pomogą, a jest tylko gorzej – skarżyła się. Ileż mogła znosić tych dolegliwości? Nie mogła normalnie funkcjonować, jakby same mdłości nie sprawiały wystarczających problemów.
– Wypij lekarstwo.
Podsunął do niej białą czarkę z letnim naparem z wapnia, ziół i herbaty lotosowej. Kimiko pociągnęła malutki łyk, krzywiąc się, bo w smaku lek był paskudny.
– Do dna – upomniał Chase.
Wzięła głębszy wdech i uczyniła jak kazał. Następnie ściągnęła ze stópek pantofelki i zaczęła ściągać hanfu, rzucając jego warstwy beztrosko na podłogę. „Bo mi wolno.”
– Chyba zaczynam się zaokrąglać – stwierdziła radośnie, patrząc na swój nagi, rosnący brzuszek. I całe szczęście, bo by ją jeszcze ktoś oskarżył o udawanie, jak to sugerowała pewna wiedźma…
Chase ze swoistą dumą na twarzy pomasował ją po nim, po czym w milczeniu poprzestał na samym patrzeniu. Z kształtu brzuszka nie wywnioskuje się wielkości ani płci dziecka, jedynie lekarz posiadał takie zdolności rozpoznawcze. Kimiko mogła więc dalej gdybać na temat kształtującego się w niej stworka.
Rozwiązywała wiązadełko, uwalniając wreszcie nabrzmiewające z każdym dniem piersi. Książę zobaczywszy je, pochylił się i ucałował każdą. Przez moment Japonka czerpała z tego przyjemność, ale nagle zawyła z bólu. Chase natychmiast cofnął rękę, którą położył na nich z nadzieją, że je sobie pougniata. Przez chwilę pomyśleli oboje, że to pewnie nic takiego, więc Kimiko sięgnęła po drugą czarkę z maseczką na włókna kolagenowe, aby nie popękały i nie pojawiły się rozstępy ani na jej brzuchu, ani piersiach. Podsunęła je mężowi, by to on ją nim wysmarował, lecz kiedy znów lekko tknął biustu księżniczki, ta się zwiła i syknęła.
– Bolą… strasznie bolą…! – Spojrzała na Chase’a błagalnym wzrokiem, by coś zrobił, ale był w tej kwestii całkiem bezradny. Patrzył się dziwnie nieprzejętym wzrokiem. – Ale muszę je wysmarować, muszę…
– Zrób to sama, aż boje się ciebie tykać.
Oddał jej półmisek, następnie wytarł rękę o ręcznik. Obszedł łoże, by położyć się z drugiej strony. Kimiko odniosła wrażenie, że się obraził.
– Wybacz, że mnie boli – cmoknęła, biorąc na dwa palce trochę maści. Nic nie odpowiedział i niby by się nie przejmowała, ale kiedy Chase zanurzył się pod kołdrę, uprzytomniła sobie, że to może być ten decydujący moment, od którego zależy, czy jutro nie pójdzie przypadkiem do którejś z obcych bab, o których nie wiedziała nic… Nic! – Kochanie… nie miej proszę do mnie pretensji. – Wysmarowała sobie wszystkie ważne partie ciała najszybciej, jak potrafiła, próbując się przy tym nie rozpłakać z cierpienia, po czym ubrawszy na siebie koszulę nocną, wgramoliła się również pod kołdrę do ukochanego.
– Nie mam do ciebie żadnych pretensji – oznajmił, patrząc się w baldachim. – Jestem jedynie cholernie zmartwiony tym, że borykasz się z takimi problemami.
Położyła mu głowę piersi. Włosy rozlały im się wspólnie na poduszkach.
– No cóż, taka jest siła smoczego nasienia. Dam życie drugiemu smokowi.
Kiedy to powiedziała, Chase podejrzanie poruszył się i spojrzał na nią z jakimś zaskoczeniem w oku.
– Co? – zdziwiła się Kimiko, po czym książę cały się rozluźnił. – Powiedziałam coś nie tak? – brnęła dalej, zaciekawiona o co chodzi.
– Nie, najdroższa. Dobranoc. – Przekręcił się do niej i złożywszy na jej czole pocałunek obwieścił krótko, że ma już zamknąć oczy i spać.
– Przestało mnie wszystko boleć, wiesz? – zdążyła jeszcze dodać, więc Chase mocniej ją objął. – Powiedz mi, kochanie... Czy ty jesteś jakimś Dobrym Duchem z Niebios?
Zaczął się głośno śmiać i to tak długo, że nie uzyskała odpowiedzi. Zamknął oczy i już nie dawał oznak przytomności. Kimiko wtuliła się do niego, gotując się na sen i smutniejąc zarazem. „Jeśli nie jesteś magicznym Duchem z Niebios, to kim?”


Następnego dnia Kimiko postanowiła zasięgnąć rady Chichiang w sprawie „obcych bab” sprowadzonych do pałacu.
– Mój pan mąż zapewnił mnie, że to nie są konkubiny, a zwykłe dziwki i nikt ich jak konkubiny traktować nie będzie…
– To się zgadza, moja pani.
– Czy w takim razie powinnam je poznać?
– Mimo wszystko będą zaspokajać księcia, pani, więc uważam, że tak. Miłosne rytuały są bardzo niebezpieczne i można przez nie czasem pozyskać serce mężczyzny. Sugerowałabym zatem dokładne przyjrzenie się tym potencjalnym rywalkom, by w razie czego wiedzieć, jak je zwalczyć.
– Ale przecież jeśli któraś i tak mu się spodoba i stanie się jego faworytą, to nieważne co zrobię, będzie ją chronić… – Kimiko jeszcze bardziej zmartwiła się, ścierając się z falą realiów pałacu.
„Co z naszą przysięgą małżeńską? Czy ona nie miała dla niego żadnej wartości…?”
– Wówczas coś wymyślimy, pani, ale najpierw i tak trzeba wiedzieć, kim one są.
I tak obie ustaliły, by w wolnych chwilach, kiedy Kimiko miała dość spania i szukania zajęcia, spotykała się ze znienawidzonymi dziwkami.
„Tylko po to, by wiedzieć, jak odbić w razie czego męża.”
Pierwsze spotkanie nastąpiło jeszcze przed „zdradą” Chase’a, w samym środku trzeciego miesiąca. Z pięćdziesięciu kandydatek wybrano dwadzieścia najatrakcyjniejszych, z których część dorównywała pięknością Kimiko, a nawet przerastała. Poczuła się przy nich szara i zupełnie nie wyjątkowa, i nie wartościowa. Kobiety posiadały ładniejsze sylwetki, rysy twarzy, dłuższe włosy, większe piersi, milsze głosy… Było ich tyle nie dlatego, że Chase zamierzał często Kimiko „zdradzać”, ale dlatego, że nie zamierzał iść z tą samą kobietą po raz drugi do łóżka. Po odbytym stosunku, dziwka miała zostać stracona, jako że tylko feniks mógł żyć wiecznie dalej obdarowany szczęściem, a przyziemna istotna musiała skończyć swój „dokonany” wówczas żywot, co tylko przekonało Kimiko do tego, że będą walczyć o to, aby go uwieść za wszelką cenę, a jeśli mimo własnego przykazana książę miałby się zdecydować na kolejne noce z tą samą kobietą, to miał być to jednocześnie znak dla Japonki, że pozyskała ona jego względy.
„Błagam, Niebiosa. Błagam niech to się nigdy nie stanie!”
W razie czego będzie trzeba od razu interweniować i wówczas Kimiko zacznie oskarżać ową kobietę o próby zamachu na jej dziecko. Wszystko, byle tylko pozbyć się rywalki. Była pewna, że Chase zrobi co konieczne dla bezpieczeństwa swego dziecka, dlatego podczas pierwszego spotkania postanowiła nagadać babom, że syn w jej łonie (który miał być pewniakiem) jest jego oczkiem w głowie i dzięki niej chodzi dumny oraz przeszczęśliwy. To dało początek bardzo długiej rozmowy na temat dzieci.
– Wielkie gratulacje z powodu ciąży, droga pani! – zawołały wdzięcznie chórem, kłaniając się nisko.
Służące zaczęły nalewać im herbaty i przynosić słodkie przekąski, tymczasem Kimiko, chcąc by „głupie baby” tak jak ona żyły jej maleństwem i dokładnie zapamiętały, że nie mają z nią szans, nie przestawała o swojej ciąży nawijać.
– Bardzo chciałabym wiedzieć, jakie maleństwo dokładnie będzie…
– Ponoć to można najlepiej sprawdzić po sobie – odpowiedziała jedna z potencjalnych rywalek.
– Po sobie? Czyli jak?
– Proste. Jeśli kobieta w ciąży zaczyna tracić na atrakcyjności, przestaje być piękna, znaczy, że urodzi córeczkę. Dzieje się tak, gdyż oddaje swą urodę właśnie jej. Jeśli z kolei każdego dnia kwitnie, to będzie to chłopczyk.
– Ojej…
„To ja na pewno chce już chyba syna… Jeszcze mój mąż na mnie nie spojrzy…”
Uśmiechnęła się pobłażliwie do kobiety, przypominając sobie o tym, o czym je już zapewniła.
– Ale to na pewno jest chłopiec, także…
– Och, pani, tego nigdy nie można być do końca pewnym.
Po czym do rozmowy włączyła się kolejna.
– Nie powinnaś patrzeć pani na ludzi nieatrakcyjnych, albo dziecko będzie brzydkie.
– O czym ty mówisz? – Aż się zdziwiła.
– To prawda powtarzana od lat. Przebywanie z ludźmi o nienagannej aparycji wpływa korzystnie na wygląd dziecka. Powinnaś, pani, wyrzucić szambelanów i strażników.
„Kiedy to moja ochrona i świadkowie, że jestem grzeczna.”
– Mhm. Tak samo nie wolno w ogóle ścinać włosów, albo dziecko będzie miało „krótki rozum”. A jeśli nie to, to na pewno będzie cierpiało na wypadanie ich w nadmiarze – mówiła jeszcze inna.
– Co takiego? – Kimiko zarechotała. „Krótki rozum” zafundowany przez obcinanie końcówek brzmiał nader śmiesznie.
Później było już tylko gorzej:
– I nie wolno patrzeć na księżyc, bo przez to maleństwo urodzi się łyse do końca życia!
– Zakazane jest też nosić naszyjniki, gdyż dziecko może się udusić w łonie matki.
– Nie wolno za dużo płakać, albo urodzi się słabe i tchórzliwe.
– Kąpanie się jest zakazane, lepiej się tylko podmywać mokrymi gąbkami, bo jeszcze woda dostanie się do macicy i zatopi dziecko, albo utrudni później poród.
Kimiko pomyślała, że zaraz przez nie zwariuje, ale raptem uzmysłowiła sobie, że to, co mówią, to na pewno same bzdury wyssane z palca i musi z nimi walczyć.
– Mam pytanie do was. Czy któraś z was kiedykolwiek była w ciąży?
– Nie-e pani… – odparły jednoznacznie
– Zatem nie wiem skąd macie te informacje, ale przypuszczam, że nie z wiarygodnego źródła.
Otworzyła wachlarz i dla uspokojenia zaczęła się nim energicznie wachlować, nie patrząc na głupie kobiety, które pewnie były o nią zazdrosne. Same chciałyby mieć dziecko z cesarzem. Ach co to by było, gdyby takiego nawijania o ciąży musiałaby słuchać od nich? Chciała napić się herbaty, ale nie wytrzymała, kiedy zaczęły do siebie dyskretnie szeptać.
– Powiem wam coś otwarcie. Możecie sobie do mnie chichotać, do mojego księcia również, ale nie róbcie sobie żadnych nadziei. Wiem, o co wam chodzi i od razu pozwólcie mi rozwiać wasze nadzieje. Nigdy na was nie spojrzy inaczej, jak na kurwy! Nigdy was szczerze nie zapragnie i nigdy nie zrobi wam dziecka. Zawsze będę to tylko ja!
I trzasnęła filiżanką o powierzchnię stołu. Naczynie pękło, a resztki herbaty rozlały się. Kimiko nie zdążyła się nią poplamić, bowiem wstała pospiesznie i skierowała się w kierunku wyjścia, pozostawiając „konkubiny” wprawione w osłupienie.
Ale chociaż postanowiła sobie nie brać słów kobiet do siebie, mimowolnie odbiły się one na psychice Japoki, iż pewnego razu, kiedy przestraszyła się myszy w pokoju, pisnęła, stając dęba i zaciskając dłonie w pięści, byle tylko się nimi nigdzie nie dotknąć.
– Co to za śmieszna poza? – spytał zaintrygowany książę.
– To nie wiesz? Nie wolno dotykać twarzy, kiedy jest się w ciąży i się czegoś przestraszy, albo dziecko urodzi się z myszkami na twarzy.
Zaśmiał się, po czym podszedł do niej i przytulił ja, całując czule.
– Nasze dziecko urodzi się piękne, cokolwiek by się nie działo.


Niedługo po spotkaniu z dziwkami, myślącymi o sobie jakby były jednak konkubinami, przyszedł przykry czas na dopełnienie obowiązków, związanych z nimi. Kimiko nie nadawała się do współżycia, bo wszystko ją bolało, więc tylko odliczała dni, aż Chase stanie przed nią i oświadczy, że:
– Muszę to dziś zrobić. Będziesz spała sama.
I tak długo się powstrzymywał, i rzeczywiście nie za bardzo chciał ze względu na samopoczucie Kimiko i tego, jak może to wszystko wpłynąć na dziecko. Sam nie odczuwał potrzeby na seks, jednakże kończył się trzeci miesiąc ciąży i poddani wręcz wypatrywali newsów z pałacu, sugerując w międzyczasie plotki, jakoby księżniczka pozyskała go sobie i oplotła wokół palca. A to rujnowało reputację młodego władcy, o czym upominali sami jego doradcy. Mając to na uwadze, Kimiko obiecała, że dostosuje się do tradycji i kultury chińskiego cesarstwa i nie będzie robić żadnych scen. Było to jej własnym obowiązkiem, jako dobrej żony, szczerze kochającej. Takowe zawsze ustępują i swoje ego odkładają na daleki plan. Są gotowe poświęcić wszystko w imię męża. Nawet dumę i honor. Tego samego oczekiwałby od niej jej ojciec, każąc przed podróżą być bezwzględnie oddaną i posłuszną nowemu panu w jej życiu. Nie przyjąłby córki z powrotem do domu, gdyby dowiedział się, że ta z zazdrości nie pozwoliła mężowi opuścić łóżka. Toż co to by był za skandal…
– Wszystko rozumiem. Idź, mój książę. Proszę nie martw się o moje uczucia.
Powiedziała to z trudem, oddając mu na pożegnanie wspaniały pokłon pełen hołdu i uwielbienia. W zamian otrzymała parę pocałunków, lecz w tej minucie były dla niej nic nieznaczące, bo przecież składane były w żalu, przez mężczyznę, który szedł do innej. Do innej… Wyraz ten wyżynał się kłującym bólem tak straszliwie, iż równie dobrze mógłby się teraz odezwać ból w podbrzuszu, czy w piersiach – spokojnie zostałyby przytłumione.
 „Przynajmniej nie będzie tego robić w naszym łóżku… Nie zasnęłabym na tych samych poduszkach, co jakieś dziwki…” – spróbowała się pocieszyć.
I tak do następnego dnia spała sama, mając za jedyne towarzystwo jasny księżyc za oknem i tę służbę pod drzwiami, czekającą, by służyć tej, która sama tylko służy.


Z jakiś niewiadomych dla niej powodów, zawsze kiedy przychodziła pora posiłku, w którym głównym składnikiem był też tajemniczy wąż, Chase jej towarzyszył. Karmił ją nawet, dzierżąc za nią pałeczki, a jeśli sama jadła, to nie przestawał się patrzeć. Jak gdyby spodziewał się jakiś nieoczekiwanych reakcji czy czegoś i badał ją, będąc w pogotowiu.
– Peszysz mnie, gdy się tak na mnie patrzysz jak jem.
– Wybacz. Lubię cię obserwować.
– Chyba tylko przy jedzeniu, albo podczas malowania, bo na pewno nie wtedy, kiedy haftuję.
Uśmiechnął się.
– Muszę znowu do łazienki – oznajmiła z wyrzutem do własnego pęcherza.
Przytaknął mrugnięciem oczu. Kimiko wstała i skierowała się do drugiego, przylegającego do sypialni pomieszczenia, kładąc dłoń na podbrzuszu, jakby spodziewając się ataku. Kiedy przekroczyła próg wejściowy, nagle przechyliła się do przodu i upadła. Chase poderwał się z łóżka, słysząc łomot. Wnet rozległ się znacznie większy hałas, bo nagła jak grom z nieba salwa wrzasków Japonki rozdarła całe piętro.
Chase przybył natychmiast z wyrazem twarzy „co się dzieje?!”. Na widok krwi zbladł tak rychło jak Kimiko, która czołgała się ku niemu, aż uklęknął i wpadła mu w ramiona.
– Ratuj… Ratuj dziecko!
Ale on nie miał pojęcia co robić, więc wydarł się za medykiem. Jego wołania przygłuszały rozpaczliwe krzyki Kimiko wprawiające nie tylko sufit, ale i Chase’a w drżenie. Ich oboje zdusił tak paniczny strach, że nie mogąc przebywać z nią w tym miejscu zalanym krwią, wziął ją pod ramionami na tyle, na ile mu pozwoliła i wyciągnął bardziej do pokoju. Ale krew ciągnęła się za nią jak jakiś welon ślubny i okupował podłogę bolesnym dla oczu szkarłatem.
– Dziecko… Ratuj nasze dziecko! – Kimiko wydzierała się, płacząc jednocześnie. Przez strach o dziecko zapomniała o bólu, jaki przez cały czas ją atakował. Liczyło się tylko ono, więc do Niebios wzniosła błagania, by wzięli sobie jej dusze, zamiast bezbronnego maleństwa.

2 comments:

  1. Ty mnie zawsze musisz do płaczu doprowadzić, co?! I to z rana! T.T

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ależ nie ma potrzeby do płakania! Myśl o miłch chwilach. Na przykład tych chamiko momentach przy wiązadełku xd

      Delete