Sunday, December 25, 2016

Rozmowa kwalifikacyjna





Taka tam świąteczna bzdurka pisana dziś na szybko. Dla siostrzyczki.

Widoki za oknem pokoju, gdzie kazano czekać – wulkany górujące złowieszczo nad rdzawym horyzontem – nie nastrajały specjalnie pozytywnie, aczkolwiek niezrażona niczym kandydatka rozsiadła się za stolikiem z półmiskiem owoców, raz po raz kartkując swoje portfolio.
– Życzy sobie pani czegoś do picia? – zagadał po raz drugi koci wojownik, który przedstawił się jako Harold. – Kawy? Herbaty? Herbatę mamy dobrą – lotosowa.
Dla podkreślenia znakomitości napojów oferowanych w przylegającym do korytarza pokoju socjalnym uniósł po sam nos kubek z nieco wyszczerbionymi brzegami, przymykając oczy i wdychając zapach gestem przywodzącym skojarzenie kawiarnianych reklam.
Kimiko wyprostowała się jak struna, położyła dłonie na odkrytych kolanach i uśmiechnęła szeroko.
– Proszę się nie kłopotać.
– Ależ to żaden kłopot.
– Nie, naprawdę, panie Haroldzie…
– To nie wiem, może ciastko?!
Japonka skuliła się mimowolnie, chwyciła za teczkę i spojrzała spod niej na obsesyjnie gościnnego odźwiernego.
– Poproszę ciastko – uległa, zapominając podziękować.
Rysy jego twarzy natychmiast złagodniały.
– Przyniosę też herbaty – oznajmił z przesadnym entuzjazmem. – Smaczna, lotosowa!
– Dziękuję… – wyjąkała, wracając szybko do swoich dokumentów.
Kiedy wojownik zniknął za drzwiami pokoju socjalnego, wzniosła oczy ku niebu, modląc się do swych przodków, aby dali jej siłę, żeby nie ośmieszyła się na rozmowie kwalifikacyjnej.
„Cóż, przynajmniej wiem, przed kim przyjdzie mi się produkować…”
Ta myśl również nie nastrajała pozytywnie, lecz zdecydowanie na plus wychodził fakt, czego mniej więcej mogła się spodziewać.
„Mniej więcej”, zastanowiła się chwilę, a wówczas uderzyła w czoło plikiem swych dyplomów, świadectw ukończonych kursów i opinii od mistrzów. „Zbłaźnię się przed nim, no nie ma innej opcji!”
– Po co mi to było? – wyjęczała półszeptem. – Mogłam siedzieć w tej zapadłej świątyni i grać w zombiaki, ale nieee… zachciało mi się awansować.
Chcąc opanować skurcze w brzuchu i niewidzialne palce zaciskające się na szyi, zaczęła wymieniać swoje mocne strony, które z pewnością pomogły jej przejść przez internetowy proces rekrutacyjny, a teraz przydadzą się podczas rozmowy.
– Ukończyłam z wyróżnieniem szkolenie na smoka Xiaolin. Byłam stypendystką nagrody imienia Dashiego. Zdałam za trzecim razem prawko do jeżdżenia na smoku – wyliczała, z nadzieją w oczach. – Posługuję się czterema językami, w tym mandaryńskim standaryzowanym i chińskim klasycznym. Interesuję się podróżowaniem, modą i hakowaniem. Hakowanie jest bardzo, bardzo złe. I… napisałam, że lubię koty!
Schowała twarz w dłoniach, uświadomiwszy sobie ogrom nadchodzącej porażki.
„Przecież nienawidzę kotów! A co tata mówił? Nie kłamie się w CV! To koniec, okryłam się hańbą!”
– Gadamy do siebie, co? – Zza drzwi wychylił się okuty w zbroję Harold, w jednej ręce trzymając porcelanową filiżankę, w drugiej ogromny placek ze złotą kruszonką.
Kimiko patrzyła na niego zaróżowiona, w stu procentach pewna, że powinna stąd wyjść, co też oznajmiła Haroldowi.
– Muszę wyjść.
– Przewietrzyć się? – spytał, uwalniając ręce. – Tak, nie ma to jak zapach siarki o poranku. – Spojrzał z romantycznym uniesieniem przez okno.
Dziewczyna potrząsnęła przecząco głową.
– Panie Haroldzie, nic pan nie rozumie. Ja muszę wyjść…
„I już tu nie wrócić!”
– Łazienka jest na prawo.
Westchnęła ciężko, tracąc opanowanie nad sobą.
– Proszę powiedzieć panu Youngowi, że…
– Poszła pani do łazienki, by się odświeżyć – „dokończył” Harold, szczerząc się niewinnie. – Och, niech się pani nie martwi. To zrozumiałe, że chce pani zwiększyć szansę niż tamten rudy czubek z wczoraj.
Kimiko zalała się rumieńcem.
– Przepraszam?! Co mi pan tu insynuuje? Nie potrzebuję się odświeżać, by zdobyć pracę w waszej firmie! – Tupnęła nogą.
– Ja tam nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Proszę jeść, cukier dobrze pani....
– Sam pan sobie jedz! – Zmierzyła go wzrokiem, wchodząc w słowo. – Ty seksistowski buraku…!
Harold gotował się do zaoponowania, a wtem w poczekalni pojawił się kolejny koci wojownik w pełnym uzbrojeniu i z poważną miną.
– Jego Wysokość może panią przyjąć, panno Tohomiko – zakomunikował równie dostojnym głosem.
Nogi ugięły się pod Kimiko. Nim się spostrzegła, Harold wcisnął jej w jedną rękę kawałek placka, a w drugą teczkę. Popchnął ją w plecy, odprowadzając w stronę kolegi z życzliwym „powodzenia!”. Obcasy stukały o wypastowaną, błękitną podłogę, mimo że Japonka w ogóle nie czuła, by jej nogi się poruszały. Drzwi zatrzasnęły się za nią, tuż przed tym nim obmacujące ją dłonie kociego wojownika odkleiły się od bioder. Gabinet księcia Heylin rozświetlały tkwiące w mosiądzowych rzeźbieniach świece, podłogę zaś opatulały perskie dywaniki. Na leżance wyłożonej futrami zasiadał Chase Young we własnej osobie. Na widok kurczącego się w sobie małego gościa uniósł zapraszająco kielich z Lao Mang Long.
– Kruszysz mi na dywan.
– Co? – spytała się cicho, dopiero potem dotarło do niej, że Harold wyprawił ją do pokoju…
przesłuchań
...z owocowym plackiem.
– O, przepraszam pana bardzo – bąknęła. – To-to pan Harold! Ciastko mi dał, ale ja nie chciałam. To znaczy nie to, że ja nie lubię ciastek, ja bardzo chętnie, ale chciałam właśnie wyjść, a ten drugi kotek… no i obmacał mnie, a ja nie chciałam się odświeżyć, bo ja nie z tych, bo ciastka lubię. Lubię…
„Wtopa! Dzięki, przodkowie!”
– Tak… – przeciągnął środkową głoskę Chase, lustrując dziewczynę od dołu do góry. – Proszę sobie usiąść.
Kimiko z trudem wprawiła w ruch mięśnie, by podejść do leżanki naprzeciwko i usiąść na jej brzegu. Srebrne kolczyki w uszach kołysały przy każdym kroku, a kiedy zajęła swoje miejsce, stwierdziła, że i tak może pożegnać się z tą pracą. Bezceremonialnie więc odgryzła ciasto, przeżuwając je powoli. Chase zajęty czytaniem kopii CV dziewczyny, nie zwrócił uwagi na jedzenie w jego obecności, choć i tak wiedziała, że usłyszał każdy przełknięty kęs. Na ołówkową spódnicę musiały spaść dwa okruszki, nim książę zechciał się odezwać:
– Ukończyła pani z wyróżnieniem szkolenie na smoka Xiaolin…
„Pff, jakbyś nie wiedział…”
– To dość niesamowite, że postanowiła pani aplikować na kocią wojowniczkę – zauważył, mrużąc podejrzliwie oczy. – Rozumiem, że często zdarza się pani zmieniać strony?
Uniosła dumnie podbródek.
– Proszę pana, jestem profesjonalistką. Muszę się rozwijać, a czasem zmiana środowiska potrafi ubogacić w doświadczenie. Pan powinien wiedzieć o tym najlepiej, czyż nie? – Poruszyła znacząco brwiami.
Z ulgą odnotowała u księcia zadowolenie co do celności śmiałej odpowiedzi. Przemknęło aplikantce przez myśl, iż Harold doprawił placek czymś bardziej energetyzującym aniżeli zwykłym cukrem. Albo faktycznie osiągnięcie punktu kulminacyjnego budzi w ludziach ukryte pokłady odwagi.
– Dlaczego akurat my? Przecież na rynku istnieją konkurencyjne firmy, a nasza jest typową korporacją.
Także na to pytanie Kimiko miała przygotowaną odpowiedź. Przekrzywiła delikatnie głowę i wlepiła wzrok w uśmiech błąkający się na ustach mężczyzny. Odczuła na karku ciepło. Chase prześlizgiwał się oczyma raz po twarzy kandydatki, raz po tekście wypisanym na CV. Wybujała wyobraźnia podjudzona zaczepkami Harolda podsunęła pomysł, że wojownik bada, czy miniaturowe zdjęcie odzwierciedla rzeczywistość. Odrzuciła tą niedorzeczność, odchrząknęła i powiedziała:
– Z całym szacunkiem, panie Young, ale pan wie najlepiej, że propozycje oferowane przez Wuya Group lub China Hannibal, Inc. nie spełniają nawet w połowie tych standardów wyznaczanych przez pana. Dla pana liczą się honorowe zagrania i oczywiście perfekcjonizm.
Chase zachichotał lisio.
– Cieszę się, że poruszamy się po płaszczyźnie tych samych wartości.
Odstawił opróżnioną czarkę ze smoczym eliksirem.
– Nalać pani czegoś do picia?
– Nie, dziękuję. Pan Harold już się mną zajął.
Teraz zaśmiał się szczerze, odłożył CV na stolik między sobą a dziewczyną. Kimiko poczuła się swobodniej, na tyle żeby przenieść spojrzenie wprost na złote ślepia księcia.
„Chyba nie wszystko stracone. Jeżeli nie spyta się o koty, będzie dobrze!”
– Jaki styl walki pani preferuje? – przeszedł do konkretów.
– Styl smoka ognia oczywiście.
– A jak wypada radzenie sobie z bronią? Nie pytam rzecz jasna o Shen Gong Wu – dopowiedział z mocno wyczuwalną pogardą.
– Shurikeny – odparła prędko.
Ściągnął brwi.
– A co z chińskimi mieczami?
– Dobrze, ale jeśli mam być szczera, wolę walkę wręcz.
Pokiwał głową, zastanawiając się przez moment.
– CV twierdzi, że do pani zainteresowań oprócz hakowania należy też moda. W jaki sposób wykorzystałaby pani takie hobby, aby zwiększyć efektywność mojej firmy?
Twarz dziewczyny pojaśniała. Bez względu na to, czy Chase kpił, czy w istocie oczekiwał kreatywnej riposty, postanowiła sprzedać mu wiarygodność pozbawioną nawet grama wazeliny.
– Cóż, pana zmysł artystyczny, jeśli chodzi o projektowanie wnętrz, budzi podziw, ale wydaje mi się, że ubrania kocich wojowników powinny być bardziej… rozpoznawalne.
– Co to znaczy? – parsknął, niemniej nadstawił ucha w oczekiwaniu na dalsze wyjaśnienia.
Kimiko wygładziła niewidzialne marszczenia na swej spódnicy, by odpowiedzieć dokładnie, ważąc każde słowo:
– Mam na myśli, że trzeba zbudować odpowiadającą randze kotków markę, a konkretnie zbroje, które na polu walki będą krzyczeć: „wygramy!”
Książę słuchał, gryzmoląc coś ołówkiem na odwrocie zadrukowanej kartki. Japonka brała to za dobry znak.
– Wie pani, że rekrutuję kotki wedle trzech kategorii: klasa C – czyli służący, klasa B – żołnierze i klasa A – specjalna, która wykorzystuje swoje talenty w różnorakich gałęziach działalności.
– Zgadza się.
Chase ponownie zlustrował smoka ognia, jakby kalkulował, do jakiej z trzech klas go zakwalifikować.
– Jak pani uważa, gdzie mogłaby się odnaleźć?
Aplikantka westchnęła, wahając się przed udzieleniem precyzyjnej odpowiedzi.
– Wolałabym rozwijać się według swojego wykształcenia, z drugiej strony boję się, że przy codziennej wojaczce nie pokażę panu wszystkich swoich talentów.
– Spokojnie. – Uniósł dłoni. – Najpierw skieruję panią na bezpłatny roczny staż, podczas którego zostanie pani przeszkolona jako wojowniczka oraz wybadamy, gdzie jeszcze może się pani popisać swoją praktyką.
Przygryzła wargę, co nie uszło uwadze Chase’a.
– Czy takie warunki pani nie odpowiadają?
– Chodzi o to… – Splotła palce ze sobą, wstydząc się nieco tego, co pragnęła powiedzieć. – Że niestety poza środkami od ojca, wie pan, tego producenta gier elektronicznych, nie posiadam żadnych dochodów, a ponieważ zrezygnowałam z przynależności do klasztoru, moje stypendium również zostało cofnięte, a co za tym idzie… nie mogę już tam mieszkać, z kolei Heylin Pałac znajduje się bardzo daleko od najbliższego miasta…
– Proszę się nie martwić. Moje kotki rekrutują się z najróżniejszych miejsc na świecie. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, lokujemy stażystów w przygotowanych dla nich kwaterach, a ponieważ pani ukończyła tę samą szkołę co ja, pozwolę sobie udzielić kredytu zaufania i otrzyma pani ładny pokój z widokiem na wulkany.
Kimiko niemal podskoczyła, klaszcząc w dłonie.
– Czy to znaczy, że zostałam przyjęta?
– Owszem. Najpierw jednak sprawdzimy, jak poradzi sobie pani przez ten rok. Osobiście zajmę się pani szkoleniem oraz zorientuję się w innych pani zdolnościach... – oznajmił uroczyście, wstając. – Witam w Heylin Family Corporation.
Wojowniczka także wstała, ściskając dłoń pana księcia-prezesa.
– Obiecuję pana nie zawieść – wyszeptała.
Ciepło dotyku mężczyzny i jego zapach, gdy zbliżył się do dziewczyny, sprawiły, iż poczuła się śmiesznie mała, dziwnie rozdarta i niepewna.
„Czy dam radę, przecież on jest taki… doskonały i perfekcyjny we wszystkim”.
– Przejdźmy lepiej na „ty” – podsunął. – Chase.
– K-Kimiko.

Tymczasem za drzwiami Harold przystawiał szklankę do drzwi, filtrując najmniejszy szmer wypływający zza nich.
– Co się tak czaisz? – Naszedł go z tyłu kolega o ciemnych, długich warkoczykach. – Są tam już pięć minut, idzie im jak po maśle.
– Cichaj, Jebak – zganił go Harold. – Dałem jej moje szczęśliwe ciastko, jak zostaną tam drugie pięć, wygrywam zakład z Crovem.
Jebak wyszczerzył oczy na kompana.
– Tak coś czułem, że za bardzo się angażujesz w miłego odźwiernego – skomentował, biorąc drugą szklankę. – Sądzisz, że dojdzie do szybkiego numerku?
Harold autentycznie się oburzył.
– No wiesz, za kogo masz naszą nową siostrę? Taka sympatyczna dziewczyna, na bank zostanie sekretarką-obrończynią naszego pana. I zaprojektuje nam ładne mundurki.
– Czekaj, co? Jakie mundurki? – zaniepokoił się Jebak, znając upodobania smoka ognia do barwnych strojów rodem z jakichś animców. – Prędzej zdechnę niż zapakują mnie w fircykowate szmaty!

–...fircykowate szmaty! – Usłyszeli zza drzwi.
Chase przejechał ręką z czoła na oczy.
– Jak sama widzisz, pracownicy wykazują najwyższe kompetencje.
Dziewczyna skryła usta za ręką, ledwo kryjąc uśmiech.
– Uważam, że są uroczy – przyznała. – Bardzo lubię... koty.
Książę zdawał się nie podzielać tej opinii, ale ostatecznie westchnął, puszczając rękę Kimiko.
– Od kiedy możesz zacząć?
– Od zaraz! – wybuchła
– I to mi się podoba! – Chase rozstawił ramiona, ciesząc się z nowego nabytku. – Idealnie wpisujesz się w ramy naszego młodego, prężnie rozwijającego się zespołu. Jutro spiszemy wszelkie formalności – dodał, odprowadzając smoka ognia. – Do zobaczenia – rzekł ciszej, obejmując Japonkę wzrokiem.
– Do zobaczenia – powtórzyła po nim, dużo ciszej i spokojniej.
„Och, duchy przodków, pracujcie tak dalej…”

8 comments:

  1. Woooooooow, Raylie coś tu napisała!!!!
    Otwierać szampana!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spokojnie, skończę IW, i zmienię te statystyki. I to ja będę tu autorką roku 2017, zobaczysz. xD

      Delete
  2. Zdecydowanie za krótko. xdd Będzie druga częśc? Jest szansa na to?xd Może być 5 stroowy jeśli ma szybko iść. ;x
    Serio, wizja Kimiko jako sekretarki Chase'a, blisko z nim pracującej, pobudza wyobraźnie... :x

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myślałam o tym, ale wpierw Kimiko musiałaby przejść ten roczny bezpłatny staż. xD

      Delete
  3. Więc to jest blog, ten niesamowity blog, na którym znajdę dużo opowiadań z Kimiko i Chasem? ......... Ja chyba zostałam ich jakąś chorą fanką xDD

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cieszymy się. xD

      Na dniach daję shota, a potem bardzo ładnie poproszę swoją chamikową sis o jej shotową odpowiedź. :D

      Delete
  4. "– Przewietrzyć się? – spytał, uwalniając ręce. – Tak, nie ma to jak zapach siarki o poranku. – Spojrzał z romantycznym uniesieniem przez okno."
    Kisnę XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    Uwielbiam takie zabawne szoty! Są lepsze od wódki XDDD

    ReplyDelete