Sunday, March 19, 2017

Trofeum księcia Heylin cz. 4





Dla Layali! Wszystkiego Chamikowego!


Lektyka kołysała się w takt kroków niosących ją mężczyzn, aż podróżująca w nim Kimiko odniosła wrażenie, że specjalnie „urozmaicają” oni podróż ladacznicy, którą pan parę dni temu wywyższył do pozycji potencjalnej księżniczki.
Leżała nieruchomo na poduszkach, chroniąc skórę przed palącymi promieniami. Chase dał do zrozumienia, że Kimiko musi dbać o bladą cerę, ponieważ od dawien dawna uważa się ją za oznakę błękitnej krwi. Robiła więc wszystko, byle mu się przypodobać. I może na tym polegał jej błąd. Bo błędem było coś, co sprawiało, że serce puchło, kładąc się ciężarem w klatce żeber upadłej wojowniczki. Coś, czego przyczyny nie znała.
Po kilku godzinach bezproduktywnego leżenia i wpatrywania się w czerwone płachty aksamitu spływające z bambusowego szkieletu, zaczęła przewalać się bezwiednie z boku na bok, łkając i zgrzytając zębami. Nie odstępowały od niej ani rozsadzająca złość, ani żal, a z całą pewnością strach.
– Tylko jeden dzień, tylko jeden dzień – powtarzała, tą mantrą dodając sobie dość wątpliwej otuchy. – To mnie nie ominie. Nie uniknę próby, o n mi nie daruje...
Zwinęła się w kłębek, a wówczas plama jasności ozdobiła jej twarz. Chase odsunął kotarę lektyki gnany pragnieniem ujrzenia trofeum.
Kimiko rozchyliła powieki, uśmiechając się słodko – tak, jak lubił. Muskał wzrokiem rozkoszną istotkę odzianą w jedwabie, a kiedy uznał, że nasycił się widokiem, zasunął kotarę z powrotem i pogalopował. Nasłuchiwała oddalającego się tętenu kopyt, aż powróciło uczucie zagubienia.
– Jeszcze tylko jeden dzień. Jeden dzień i utwierdzę mą pozycję księżniczki.
Zasnęła, starając się nie zwracać uwagi na uciążliwe podrygiwania lektyki.
Do wszystkiego wszak można się przyzwyczaić.

***

Obudziło ją dopiero głaskanie na czole. Zerwała się do pozycji siedzącej, gotowa bronić cnoty przed napaścią kotów. Usłyszała beztroski, urzekająco niski głos należący do pana:
– Czy już nauczyłaś się mnie kochać?
Odetchnęła. Nie patrząc na niego, wróciła na miejsce, bez zbędnej ekscytacji dostrzegając, że Chase zdążył we śnie obnażyć ją od pasa w górę, na wzór swej rozchełstanej podróżnej koszuli odsłaniającej mroczną siłę drzemiącą w sprężystej, wojowniczej sylwetce.
– Mamy uprawiać sprawy łóżkowe tutaj? – zapytała, poddając się sile jego rąk łakomych wrażeń. Skóra pod ich dotykiem naprężała się, a równocześnie jakby miękła.
– Czemu nie? Seks publiczny koszmarnie mnie podnieca.
Dreszcz przebiegł plecy Kimiko wzdłuż kręgosłupa. Księciu spodobała się ta reakcja. Zamruczał jak kot, długo i czule całując swą małą księżniczkę. Nie oponowała. Przewróciła tylko oczami, tknięta chwilową ciekawością. Postać kociego wojownika odbijała się ciemniejszym zarysem na tle kilkuwarstwowych, prześwitujących aksamitów.
Bambusowa konstrukcja drżała, lecz wojownicy ani na moment nie stracili czujności, idąc dalej w kierunku dwóch gór rozpościerających się na horyzoncie. Między ich płaskimi wzniesieniami ulokowano kryjówkę Guana – cel na drodze do zwycięstwa.
Jebak starał się myśleć właśnie o owej twierdzy, podczas gdy ich pan celował między dwa inne, zgrabnie zarysowane obiekty. Jęki rozkoszy nie żenowały żyjących od wieków wojowników, a nawet jeśli, żaden nie dał tego po sobie poznać.
Nagle prowadzącego konia Jebaka zaczepił biegnący gdzieś z tyłu kompan. Trzymał bucik należący do ladacznicy, który jakimś cudem zdołał zsunąć się ze stopy i wypaść z lektyki.
Mężczyzna zabrał go szybko i wsunął pod jedwabne zasłonki.
Kimiko szczytowała, nie dostrzegając, że czyjeś obce palce podrzuciły jej do ręki zgubę. Oplotła Chase’a nogami, ściśle do niego przywierając; Jego Wysokość z westchnieniem zachwytu wyrzucił gwałtowny strumień, a ona z kolei nie dopuściła, aby choć kropla esencji wydostała się z niej.
Leżeli jeszcze chwilę spleceni nogami, dopóki książę bez słowa nie wyszedł z Japonki, po czym wciągnął spodnie z kolan na biodra. Zakrył odpoczywającą kochankę, a następnie przywołała Jebaka.
– Przynieś pani wody do umycia się i ugaszenia pragnienia.
Bez dalszych ceregieli wyślizgnął się z lektyki, szczelnie zasunął płachty aksamitu i dosiadł konia.
Kimiko nie czekała długo na wodę: wpierw napiła się, potem – po zniknięciu sługi – obmyła twarz, szyję, ramiona, dekolt, a na końcu krocze. Z naiwnym strachem trąciła płatki, wypłukując kropelki spermy zaplatające się we włoski łonowe. Od pewnego bowiem czasu prześladował Japonkę pomysł, że jeśli zajdzie w ciąże, lepiej ugruntuje swą pozycję.
Chase karmił ją nasieniem, zupełnie nie dbając o skutki uboczne, ale upadła mniszka nie przywiązywała wagi do jego ignorancji w tej kwestii. Skutecznie uśpił jeńcowi zmysł podejrzliwości.
„Dam mu małego wojownika. Pokocha go, więc pokocha też jego matkę.”
Zawołała Jebaka i, poczynając sobie po pańsku – wyniośle, kazała mu zabrać pustą czarkę oraz naczynie z mętną wodą.
Koci wojownik niemo spełnił polecenie, a Kimiko uśmiechnęła się, triumfując. Mimo nienawiści do niej żywionej Jebak i jego podobni nie zrobią nic, co mogłoby się nie spodobać władcy.

***

Ostatni wieczór przed wielką bitwą.
Chase wyraził zgodę na plądrowanie, a wcześniej dyskretne wyrżnięcie wioski ulokowanej w niecce, tuż przy Górze Zachodniej. Kotki, mimo iż lojalne i niezwyciężone, powinny zawsze czuć, że ich pan o nie dba. W postaci dzikich bestii przyczaiły się na kładących się do snu wieśniaków, a potem zaatakowały, gnając do jaskiń na zboczu, gdzie rozbito ich obóz, co ładniejsze panny, a także wołu, świń i kurczaków.
Kimiko siedziała przy ognisku obok księcia, nie odrywając się ani na moment, a i on nie wyrażał sprzeciwu, smakując obecności tego młodego, namiętnego ciała.
– Jak nastroje przed wielkim dniem? – zagadnął, gestem dłoni każąc Jebakowi i innym wymieniać się piszczącymi dziewczynami we względnym opanowaniu. Oczywiście z szacunku do wylęknionej księżniczki. Jednakże księżniczka naoglądała się dość, by dygotać pomimo zakneblowania ofiar. – Nie bój się, tobie nic nie zrobią.
Wielkie, mokre oczy Japonki nie potwierdzały, że jej duch przekonał się do zapewnień Jego Wysokości. Stykając się z rozpasanym okrucieństwem wojowników, przypomniała sobie doświadczenie, jakie spotkało ją bezpośrednio – tamtej księżycowej nocy.
– Dlaczego ktoś tak honorowy jak ty przymyka oczy na coś równie haniebnego? – wyszeptała płaczliwie oskarżycielsko.
Ich spojrzenia skrzyżowały się w pomarańczowej poświacie płomieni.
– Siła w liczebności moich wojowników jest mi narzędziem – siekierą, którą wyrąbię sobie drogę do chwały. Jest czas wojny, a na wojnie dzieją się rzeczy, do jakich nie dopuściłbym w czasach pokoju.
Pociągnęła nosem. Taka odpowiedź nijak wystarczała.
– Wojna się skończy – wycedziła nienawistnie, oddając głos ostatnim oparom mnisiej moralności. – A wtedy wy, którzy wystąpiliście przeciw prawu Niebios, słono zapłacicie. Poczekajcie do dnia, aż wróci prawo, religia i moralność!
Chase zaśmiał się protekcjonalnie, obejmując ramieniem wyszczekaną lalkę.
– Właściw to w tobie lubię – zapiał. – Twoje idealistyczne podrygi. – Spoważniał, wykręcając twarz Japonki do siebie. – Czy ty nie widzisz, że bogowie cię opuścili? Oddali swoją wyznawczynie, aby ona oddawała odtąd cześć i hołubiła nowemu panu. Nie słyszałem gromów spadających z nieba, kiedy się nastawiałem się, by cię zbrukać. Wiesz, co to naczy? Bogowie, o ile istnieją, zaaprobowali tę sytuację, dali mi przyzwolenie. Nikogo zatem nie obchodzisz. Jakiejś twojej cnotliwej części się to nie podoba, ale taka jest prawda i musisz ją przyjąć. Zresztą skąd niby wiesz, co nie jest zgodne z wolą Niebios? Tego nie wie nikt. Powiesz, że prawo spisano w Sutrach? Ale kto te Sutry spisał? Zepsuci ludzie. Toteż dopóki szczęście się ode mnie nie odwróci, uznam je za zrządzenie losu przypisane mi z góry. Do tego czasu mam zamiar brać to, czego chcę.
Wielka gula wypełniła gardło Kimiko. Zamilkła i, analizując gorzką prawdę, utkwiła wzrok w ognisku. Po chwili przyszedł Crove’a, tego wieczora czerwony i wulgarny na zalanej twarzy, niosąc posiłek parze.
Kimiko dziubała jak wróbelek. Ilekroć wkładała do ust kawałki mięsa, grzęzły one w przełyku. Po kilku udanych próbach przełknięcia warzyw zwróciła wszystko w krzaki. Chase w swej litości oczyścił jej wargi, służąc pomocą przy popijaniu ciepłej, zielonej herbaty.
– Nie zawstydzaj mnie – warknął mimo to, marszcząc surowo brwi, spod których paraliżował spojrzeniem gadzich ślepi. – Zachowujesz się jak Jack.
Słuchała skarg z rozgoryczeniem w sercu. Nigdy nie chciała go zawieść. No, przynajmniej od paru dni. Albo pół od godziny.
„Ma rację. Nic nie znaczę dla bogów, bo gdybym znaczyła, nie dopuściliby, żebym jako mniszka skalała się nieczystością. Nie zrobili nic...”
Jej przyszłość zależała więc wyłącznie od kaprysów pana życia i śmierci. Zadowolenie w łóżku nie gwarantowało jeszcze niczego. O wiele ważniej przedstawiało się pytanie, czy podoła próbie i zapewni sobie nawet nie miłość, a po prostu szacunek?
Głowa Guana przedstawiała się jako środek do osiągnięcia tych ambicji.
– Wybacz swej dzikusce, panie – odparła miękko. – Naucz mnie stać się godną ciebie.
Mogła się jedynie modlić o ukontentowanie ze strony Chase’a, któremu nie odważyła się spojrzeć w twarz. On sam nie skomentował prośby trofeum, zwyczajnie wrócił do ucztowania, przepijając do Crove’a. Okazywał jej czułość, gdy chciał, okazywał też obojętność – nigdy nie była pewna, co też chodzi mu po głowie. Ale wiedziała, że jeszcze jej nie skreślił.
Przysięgła sobie przeżyć i spełnić się w roli księżniczki Heylinu.

***

– Wasza Wysokość, jeśli zaatakujemy o zmierzchu, pokonamy Guana szybciej niż Funga – tłumaczył Maximus, wskazując na naprędce narysowany plan siedziby mistrza. – O, tutaj, szpiedzy dopatrzyli się słabego punktu w obronie.
Chase siedział na krześle obłożonym skórami tygrysa, pocierając palec środkowy i kciuk, co świadczyło o nieco leniwym kombinowaniu. Odchylił się wreszcie, upijając parujący, smoczy eliksir.
– Nie wiemy, iloma żołnierzami dysponuje Guan. Podejrzewam, że zdołał zwerbować pod swój sztandar liczne oddziały, kiedy jechaliśmy go odwiedzić.
– W istocie, ale…
Uciszył go gestem dłoni.
– Tak, wiem, on też nie jest w stanie określić, ilu ja mam ludzi. Osobiście wystrzeliłem każdego ptaka-szpiega, którego on posłał. – Wygiął wargi w złośliwym uśmieszku. – Dlatego też nie bawiłem się w szpiegowanie go, bo uszczupliłbym liczebność mej armii. Zresztą jeden kotek wart jest dziesięciu mnichów Guana.
Wstał, splatając ręce na plecach.
– Ostatnią bitwę wygrywa się podstępem – powiedział bardziej do siebie.
Wyjrzał zza namiotu – w przeciwległym Kimiko szykowała się do przyjęcia księcia. Wyobrażał sobie, z całą ostrością kątów i soczystością barw, jak spłukuje pianę z nieskazitelnej skóry. Zachłysnął się na tę myśl. Planowanie zwycięstwa nie było bardziej ekscytujące niż noc przed owym zwycięstwem spędzona w ramionach tak idealnej kobiety.
Nagle uświadomił sobie, ile potencjału kryje się w upadłej mniszce. Gadzie źrenice rozszerzyły się, a serce wzmogło pracę.
– Maximusie, sporządź list do Guana – zakomenderował.
Mężczyzna wyprostował się jak struna, oblizując się na wizję wystosowania przeciwnikowi wulgarnie skonstruowanego listu i zmniejszenia jego morale.
– Albo nie – Chase zmienił zdanie, odwracając się do wojownika z twarzą wykrzywioną przebiegłością. – Ja sam napiszę tę dyplomatyczną notkę… 

 ***

Skóra Kimiko zdawała się parzyć, poświadczając, że faktycznie wciska się do wnętrza smoka ognia.
– Wiem, co chcesz uczynić – szepnął jej na ucho. – Sądzisz, że dziecko, które, może nawet już, zagnieździło ci się w łonie, zbliży nas do siebie.
Mimo gorąca przebiegła ją gęsia skórka, co ostatecznie przekonało Younga w słuszności podejrzeń.
– Tylko syn sprawi, że spojrzę na ciebie z uczuciem – oznajmił, pogłębiając pchnięcia. – Ale pierworodni, prawdziwi synowie poczynają się w prawym łożu, a rodzą je prawdziwe żony. Ty więc powijesz córkę.
Zmarnował nasienie, kończąc na pościeli. Pociągnął Kimiko do góry. Spuściła potulnie głowę, choć oczy ciskały błyskawice. Pogłaskał ją, aby wyrzec coś jeszcze:
– Za drugim razem urodzisz chłopca.
Starała się opanować, ale z miernym skutkiem, gdyż po dwóch sekundach ściskania rąbka pościeli rzuciła mu się na szyję, całując po całym ciele.
Do jego umysłu zawitała klarowna myśl:
„Jutro rano dam jej kroplę Lao Mang Long.”
Położyli się biodro przy biodrze, a kiedy Kimiko zdawała się uspokojona, przeszedł do rzeczy:
– Jesteś gotowa dla mnie umrzeć, smoku?
– A jaka odpowiedź by cię zadowoliła?
Przystawił jej rękę do policzka, zachwycając oczami zachowującymi jasność także w najczarniejszą noc.
– Szczera.
Przyjrzała mu się z powagą.
– Poszłam w niewolę, aby nie zginąć, czemu teraz miałabym umierać? – odparła w sposób, który zwykły, prostacki koci wojownik uznałaby za obrazę majestatu, niemniej Chase odczytywał w niej wyrachowany rozsądek i silną wolę przemianowaną wprawdzie, ale niezłomną.
– A co, jeśli spod mojej niewoli wpadniesz w łapy kogoś innego?
– Wtedy – pośpieszyła z odpowiedzią ani trochę się nie ociągając – połknę kamienie, skoczę w przepaść, powieszę się na własnym ubraniu. Złożyłam ślub: służyć ci jako księżniczka albo nikomu.
Podziw zmiękczył rysy wojownika. Żadna ladacznica dotąd nie wywarła na nim takiego wrażenia. Dokładnie tak tradycja nakazywała zachowywać się wdowom. Honor nakazywał im dołączyć do wybranka w zaświatach aniżeli wychodzić za mąż za innego. Śmiała deklaracja zamknęła mu usta na dokładnie dwie minuty. Niesamowite, jak siedem nocy odmieniło upadłą mniszkę. A może zawsze kryła w sobie coś szczególnego, co dopiero teraz dało o sobie znać?
Wzmocnił uścisk, czulej głaszcząc ciało ukochanej.
„Ukochanej! Czy tak teraz zacznę o niej myśleć?”
Wydawała się wypełnić każdego zadanie. Jeśli faktycznie nie bała się spojrzeć śmierci w oczy w razie przegranej księcia Heylinu, zaiste jest godna, by przyczynić się do wygranej w ostatniej bitwie oraz wydać na świat jego potomstwo.
– Mam dla ciebie ważne zadanie – wyszeptał.
– Mów więc to, co konieczne. 

 ***

Serce mistrza Guana krwawiło miarowo, tym też boleśniej, kiedy szacował rany i siniaki sponiewieranego, głuchego oraz ślepego na cokolwiek smoka ognia. Stała obok księcia Heylinu jako trofeum – milczące, blade, zdające się nie rozróżniać ani osób, ani wydarzeń. Popękane usta otwarła jak u martwej ryby, a ciężkie powieki zadawały kłam niegdyś urodzie i wigorze tętniącym w niebieskich oczach.
– Jak sam widzisz – przemówił Chase Young bez żadnej skruchy – stała się zabawką mojej armii. Co noc żołnierze wymieniają się nią.
Guan zwinął ręce w pięści. Wielka kropla potu spłynęła po szerokim czole.
– Zamilcz, zwyrodnialcu! – ryknął. – Dlaczego ich nie powstrzymałeś?!
Chase wypuścił powietrze z ust, jakby dopiero teraz tknęła go litość.
– Żołnierze są prostymi ludźmi o niskim poczuciu moralności – tłumaczył z nutką potępienia w głosie. – Są młodzi, a młodzież musi się wyszumieć. Nie przewidziałem ich żądzy. Gdybym wcześniej się przygotował, zaopatrzyłbym wojsko w burdel na kółkach. Niestety, pragnienie kobiety okazało się zbyt silne.
– Oddałeś im to dziecko! – odkrzyknął mistrz, nie wierząc w tak perfidne słowa dawnego druha. – Spójrz na nią, nic z niej już nie będzie!
Książę nie zadał sobie trudu spojrzenia na tę kruchą dziewczynkę, ale też miał za nic otaczający go półkolem szwadron mnichów czekających tylko na powód z jego strony do ataku. Wzmocnił uścisk palców na ramieniu Kimiko.
– W istocie, nic z niej już nie będzie – zgodził się chłodno. – Przeorali jej cipkę. Dosłownie. Na swój sposób żałuję. Wcieliłbym tę ślicznotkę do swojego haremu. Ale teraz oddam ci ją, mój przyjacielu. Przy tobie niewątpliwie odzyska kolor w oczach.
Odwrócił się do niej i, nim ktokolwiek zdążył zareagować, złożył na ustach soczysty pocałunek, po czym rozpłynął się w fioletowej mgle.
Guan podbiegł do drżącej, oszołomionej Japonki.
Po szczupłych udach spłynęła drobna, ciemna strużka krwi wymieszana z moczem.

 ***

Kimiko nie dała się zbadać lekarzowi – prostemu mnichowi posiadającemu podstawowe wykształcenie z zakresu mieszania ziół i opatrywania ran. Krzyczała jak opętana, żądając bali kąpielowej, w przeciwnym razie powiesi się. Wydzielono więc dla niej osobną izdebkę z łóżkiem i wielką misą wypełnioną po brzegi gorącą wodą.
Mnisi szykowali się do wojny obronnej, toteż nie mogli sprawować pieczy nad i tak bezużyteczną dziewczynką, bo za taką uważali teraz dawnego smoka ognia. Chociaż czuli się w obowiązku wzięcia odwetu za poległych towarzyszy z bliźniaczej świątyni na wschodzie krainy, nie potrafili z równym zapałem zaopiekować się zhańbioną siostrą.
„Lepiej by było, gdyby umarła”, mówili między sobą i także mnich Guan nie mógł się nie zgodzić. „Wprowadziła do klasztoru nieczystość. Musimy zasłonić oblicze Buddy, by jej widok go nie obrzydzał”.
Pozostawiono więc małą samej sobie, co zresztą nie okazało się trudne, bo po kąpieli i najedzeniu się ryżu, zwyczajnie zasnęła. Krew nie plamiła pościeli, którą ją okryto, co wzięto za dobry znak.
Kimiko miała zostać w swojej celi przez całe starcie z wojskami Heylinu, a potem odesłana do Japonii, ewentualnie pozostawiona samopas w górskiej dziczy. 

 ***

Czekała cierpliwie, aż wybije ostatnia straż. Noc zawitała bezgwiezdna. W rękach dziewczyna miętosiła ohydny w dotyku rybi pęcherz. Dużo wcześniej wypełniono go krwią zaszlachtowanej wczoraj świni z takiej racji, że krew tego zwierzęcia najbliższa jest ludzkiej.
Trzymała mały balonik między udami, a we właściwej chwili, kiedy Chase rozpłynął się w powietrzu, obdarzając na pożegnanie miłosnym pocałunkiem, ścisnęła go mocno, co nieźle nastraszyło mnichów i utwierdziło w przekonaniu, że skażono wnętrze Kimiko. Ze swojej strony pokusiła się nawet zesikać, aby wzmocnić efekt, gdyż wyobrażała sobie, że przeorana cipka przeszkadza w trzymaniu moczu.
„Wszystko dla księcia”
A książę obmyślił znakomity podstęp.
Wybiła godzina – w środku nocy o uszy Kimiko obiło się cudowne drżenie. Przyłożyła ręce do twarzy. Czar prysł, skóra na powrót odzyskała idealną gładkość i piękno. Pierś poruszyła się niespokojnie, a łono skurczyło w zawodzie, płacząc galaretowymi łzami; o tej porze bawiło się z nowym przyjacielem.
– Nudzę się, niech mnie ktoś przeleci – wypowiedziała w głuchą przestrzeń.
Zabawne, powinna bać się, tak jak bała się od wczorajszego poranka, a tymczasem jedyne, czego pragnęła, to znaleźć się w ramionach ukochanego księcia, który w łóżku nie szczędził jej komplementów i czułych słówek, choć już na drugi dzień obdarzał wstrzemięźliwym chłodem.
Wstała z pryczy i otworzyła okno. Wchodząc do celi za pierwszym razem, zanotowała w pamięci, że drzwi skrzypią niemiłosiernie. Minimalizując ryzyko usłyszenia i przyłapania, wybrała wspinaczkę po zmurszałych kamiennych murach. Świeże tchnienie wiosny owiało szyję przyszłej księżniczki Heylin. Wychyliła się na prawo – to tam stacjonował oddział Chase’a. A teraz banda kocich bestii skradała się cichutko lasem i gościńcami, niezauważona, gotując się na atak i wybicie żałosnych wojowników.
Kimiko bez problemu weszła na parapet i uczepiła się chropowatej ściany. Zaledwie dwa piętra dzieliły ją od ziemi. Schodziła ostrożnie – z przyzwyczajenia – ale wcale nie przejmowała się upadkiem.
„To ta gorzka herbata z rana…”, doszła do wniosku, manipulując rękami i nogami, zręcznie spuszczając się w dół. „Chase miał rację, rzeczywiście uspokaja i wyostrza zmysły. Muszę pić ją częściej!”
Stopami uderzyła o ziemię, skradając się wśród cieni i rozglądając za czuwającymi mnichami-strażnikami, co również okazało się dziecinadą.
„Szczęście mi dopisuje!”, cieszyła się, powoli zbliżając się do celu – bramy schowanej między szpalerem pochyłych ze starości, sękatych palm daktylowych. Heylin Armia czekała na zaproszenie. Tylko bele spojone żelaznymi sztabami dzieliły od zwycięstwa.
Nagle zachciało jej się śmiać.
„Ale mnisi się zdziwią!”
Nacisnęła na klawisz wprawiający w ruch metalowe zębatki. Rozległ się ostry szczęk, który zaniepokoił czuwających kilkanaście metrów dalej strażników. Kimiko z mniejszym niż przypuszczała wysiłkiem pociągnęła za metalowe antaby. W przerwie między drewnianymi wrotami ukazała się para złocistych oczu na czele garnizonu kocich bestii wspieranych maszynami Jacka. Lecz Kimiko nie dbała już o nic. Książę patrzył na nią z gorącym uczuciem i tylko to się liczyło. Postąpiła krok naprzód, chcąc go przytulić, ale to on pierwszy chwycił ją i odepchnął brutalnie na jedno z drzew. Sam zaś wygiął plecy, unikając trafienia wystrzelonej z kuszy strzały.
Strażnicy patrzyli z niedowierzaniem, jak Heylinczycy wbiegają na dziedziniec. Jebak i Crove przemienili się w ludzi. W mgnieniu oka wyciągnęli z pochew ostre miecze, wystrzelili ramionami, przebijając nimi obydwu mnichów.
– Wiecie, co robić – rzucił wódz, posyłając aluzyjne spojrzenie do kapitanów armii.
Kimiko wciąż leżała na ziemi, choć doskonale orientowała się w sytuacji.
„Tak jak planował, najpierw klasztor, potem Wuya, Pandabubbda i Jack…”
Żołnierze rozpierzchli się po placu, grupując w mniejsze jednostki. Mnisi nadal nie spodziewali się niebezpieczeństwa.
– Chodź – zwrócił się teraz do księżniczki, biorąc ją na ramiona. – Ktoś na ciebie czeka.
Kimiko ani nie mrugnęła, ani nie przełknęła śliny. Wtuliła się Chase’a, doznając wręcz erotycznego uniesienia pod jego dotykiem.
„Jak dobrze jest czuć obecność swojego pana!”
Biegli z niesamowitą prędkością przez dziedziniec, aż zostawili mordujących wojowników daleko w tyle. Pęd wiatru rozwiewał im włosy. Kimiko ledwo mogła uchwycić dzikie skupienie emanujące z twarzy Younga. Spieszył się na spotkanie ze starym przyjacielem, doskonale znając układ budynków świątyni, tak innych od Xiaolin. Nieoczekiwanie ukuło Japonkę kłopotliwe wspomnienie dawnego domu – klasztoru o glazurowanych na niebiesko dachówkach.
„Ta świątynia obróci się w pył, tak jak Xiaolin. A Xiaolin był taki piękny.”
Łza zalśniła w kąciku oczu dziewczyny. Starła ją delikatnie, nie zamierzając się oszukiwać ani mamić bezsensownymi wspomnieniami. One bolały.
„Nie przystoi płakać księżniczce, nie w decydującym dla jej księcia momencie.”
Jęknęła jeszcze parę razy, lecz żadne nie zwróciło na to uwagi. Za plecami skaczącego po gzymsach Chase’a rozszalał się pożar i rzeź budzonych brutalnie ze snu mnichów. 

 ***

– Znów się spotykamy – rzekł mistrz Guan, klęcząc przed złoconą rzeźbą Buddy o pękatym brzuchu i groteskowym w tej sytuacji uśmiechu. – Nie przypuszczałem jednak, że przyjdziesz z przyjaciółką.
Kimiko poruszyła się niespokojnie. Trzymana w ręku długa szabla zakołysała się niebezpiecznie, gdyż ten bezczelny, pełen tupetu mnich ignorował książęcą parę, nie racząc ich spojrzeniem.
Chase położył rękę na jej ramieniu, wymuszając cierpliwość. Mrowiło go na widok wojowniczki. Podarowany czerwony wojskowy uniform, w który kazał się przebrać, nim weszli do pokojów Guana, pasował doskonale. Od dawna marzył, aby wyruszyć z godną kobietą w bój i zabijać z nią wrogów na drodze do władzy. Kimiko, jego trofeum i mała księżniczka, była spełnieniem tych mrzonek. Gdy rozprawią się z Guanem i poślednimi sojusznikami, przeteleportują się sami do pałacu, a tam rzuci tę swoją najlepszą przyjaciółkę na łoże obsypane klejnotami i złotem, by upajać się wspólną władzą i kiełkującym uczuciem, celebrować je za pomocą najbardziej karkołomnych wyczynów spisanych na Sutrze Miłości.
A potem opracują plan podboju całej planety.
– Wstań, głupcze, i przywitaj się z przodkami.
Guan poruszył się, składając głęboki pokłon łysemu grubasowi szczebioczącemu w idiotycznym grymasie wyrażającym coś między bólem towarzyszącym zaparciom, a zadowoleniem przy ugniataniu kutasa. Takimi właśnie słowami opisywał sobie sytuację obserwujący mnicha Chase, dając Kimiko znać, aby podniosła broń.
Wtem mistrz drgnął. Jego olbrzymie ciało zwróciło się do Heylin pary. Czarne oczy kipiały lodowatą pasją, a blade usta uformowały te oto słowa, twarde i ostre:
– Zdrajczyni, straciłaś honor, wyrzekłaś się daru smoka ognia. Synowie, których powijesz, skalają się złodziejstwem, a córki się skurwią – złorzeczył, tnąc językiem serce Japonki.
Z obliczem wyciosanym z kamienia spoczął wzrokiem na Chase’a.
– Natomiast ciebie, mój stary druhu, do końca świata prześladować będzie klątwa krwi mnichów, których wyrżnąłeś podstępnie. Niebiosa wam nie odpuszczą!
Kąciki ust księcia uniosły się lekko. Postąpił krok do przodu i wyszeptał przenikliwie:
– Bogowie śmieją się z ciebie, mnichu. Bo ja działam z ramienia Niebios i to za ich przyczyną ogłoszę się cesarzem Ziemi i odnowię potęgę Heylinu. A mój pierwszy rozkaz brzmi – tu zerknął na Kimiko – wykończ go.
Moc Lao Mang Long i siła uczuć żywiona do Chase’a Younga dała księżniczce Heylin niesamowitą moc, a także brak jakichkolwiek zahamowań. Wystrzeliła naprzód, celując w naiwnie pokładającego w nią okruch nadziei Guana. Zatopiła sztylet w jego szyi z rykiem nienawiści wychodzącym z gardła. Białka oczu pokryły się siateczką pękających żyłek. Pogłębiła więc cios, oblizując się po wargach.
Ten człowiek sklął ją, księcia i ich przyszłe dzieci. Nie zasługiwał na litość.
Tak jak nie zasługiwali na litość mnisi Xiaolin, bo dopuścili do klęski. Nawet Budda swym nieróbstwem umożliwił Chase’owi zabranie dziewictwa jego wyznawczyni, zamiast interweniować. A przodkowie? W milczeniu przyzwolili na oddanie członkini rodu Heylińskiemu włdacy. Nikt nie ocalił Kimiko przed losem niewolnicy, ona sama wywalczyła sobie życie, wobec czego przestała wierzyć w moc bogów czy przodków. Zawiedli ją, kiedy ich potrzebowała. Nie mieli zatem żadnej władzy. Niech zejdą z piedestału Niebios okryci wiecznym wstydem.
Zrozumiała te sprawy dogłębnie, wszystkie razem i każdą z osobna.
Obracała mieczem, cięła i siekła, byleby skrwawić wielkie ciało o drżących w konwulsjach kończynach. Jezioro krwi pobrudziło jedwabne pantofelki księżniczki, fontanna tryskająca z rany na szyi bryzgała złoto-czerwoną szatę. Ale wojowniczka nie zważała na nic, zamknięta w okowach zemsty i pożądania.
Dopiero Chase chwycił ją za ramiona, powstrzymując przed przemieleniem trupa na zupełną miazgę. Jedno spojrzenie na niego wystarczyło, żeby wyparowała nienawiść. Wytarła głownię miecza o udo, opuszczając ze skruchą głowę jak dziecko przyłapane na gorącym uczynku.
– Wróćmy do domu – powiedział książę czule, muskając kciukiem wilgotne usta księżniczki.
Kimiko patrzyła na jego zamazany obraz. Strzepała wypływające spod powiek łzy wściekłości. Odrzuciła ze wstrętem broń i wtuliła w pierś ukochanego.
Niebo rozjaśnił pomarańczowy blask pożogi. Płomienie już tu docierały.
– Tak, wrócimy do domu – powtórzyła.
Chase wzmocnił uścisk, ciesząc się ze stanu umysłu dziewczyny, ponieważ powietrze wypełnił zapach jej żalu. Nie wprowadzi do łożnicy sadystkę, lecz prawdziwą żonę, której umysł mógł ukształtować wedle własnej woli.
Pocałował ukochaną namiętnie, po czym rozpłynął się wraz z nią, zostawiając kotki oczyszczające świat ze szczurów Xiaolinu i Heylinu.

Koniec

2 comments:

  1. Jestem happy, bo shot dla mnie <333 ale jestem też smutna, bo to już koniec! xDD Chliiip!
    Gratuluję dobrnięcia z historią do końca. Wreszcie napisała serię lekkich shotów, które stanowią zamkniętą całość. Nie wiszą sobie, jak ta tytułowa pała bez kontynuacji. xd A tam też mogłabyś fajną historię napisać. Chase staje się zły... Ale jego miłość do Kimi nie wygasła i zachęca ją, aby przyjęła jego ofertę na księżniczkę.
    "Ty i ja możemy rządzić razem światem...". Takie oświadczyny, pamiętasz komiks?XD
    Będę próbować Cię nakłaniać do tego, bo serio chcę, żebyś uwierzyła, że pisząc takie historyjki też jesteś świetną pisarką i zostawiasz coś superowego w sieci. A trofeum jest super. :) Może nie tak sobie wyobrażałam historie, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, no ale jednak nie mogę się nie cieszyć, że Kimi została jego księżniczką i razem polecieli se do domu.
    Fajna była scena w lektyce, fajne było zabicie Guana. Ogólnie fajnie było, zwłaszcza pod kątem językowym i stylowym. Mam tylko wrażenie, że straaaasznie się spieszyłaś, żeby zamknąć te historie,bo Cię nie kręciła. ;x Wcześniej dałaś wiele sygnałów, jakoby Jebak mógłby w zawiści coś planowac, Chase nie zlikwidwał Jacka, Wuyi, Pandabuby, na dodatek wcisnęłaś wątek z dziećmi. Ja nie wiem, Ty wszedzie lubisz wciskać o robienie dzieci. xD Sis! No ale i to zostawiłaś bez odpowiedzi i w końcu nie wiem, czy Kim powije syna (OBY), czy córke. Niby można to potraktować jako zabieg celowy, że historia teraz sie będzie dziać w umysłach czytelników, ale mi narobiłaś smaka. xD Lecz z drugiej co by tu kontynuować? Trofeum przeistoczyło się w księżniczkę. Taki finał jakby nie pozwala dalej pisać, no bo mamy duży happy end. Dalej to już by nie było tak oryginalnie myślę.
    No. To jeszcze raz gratulację i dziękuję! xD Bardzo przyjemnie mi się czytało o tych pocałunkach, czy tuleniu się Kimi, czy jak Chase wziął ją w ramiona w ostatnich minutach shota. A wgl fajne było, że Chase zaglądał do lektyki, by sie napatrzyć na Kimi. xD To takie.. obsesyjne... A wiesz, że ja lubię obsesyjnego Chase'a... xD

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aaa. I te dialogi. No dialogami to podbijałaś co rusz moje i tak podbite serce. xD

      Delete