Friday, July 21, 2017

Hanakori by Rouge

"Hanakori" to opowiadanie napisane przez naszą czytelniczkę Rouge. Serdecznie dziękujemy i polecamy! Czytałyśmy i jest super. Jednocześnie zachęcamy do pisania własnych opek do naszej chamikowej biblioteki! ^^




elegia
uprzedzenie
duma
zaufanie

Spośród wszystkich,
mogę wybrać tylko jedno.
W niepamięci, uciekając przed prześladującą miłością.


Czarnowłosa kobieta precyzyjnie szorowała podłogę, nie roniąc łez nad pękającymi paznokciami. Nie było po co. Przyzwyczaiła się, że nikt się o nią nie troszczył. Nie oczekiwała tego. A może nawet nie chciała. Stroniła od pretensji. Ciężko było wyczytać emocje z jej twarzy, bo ich zwyczajnie brakowało.
Nad nią stała inna kobieta o paskudnym charakterze. Nie znała się na okazywaniu miłosierdzia, ani na prawdziwej opiece. Włosy miała siwe jak popiół. Stała i patrzyła się z góry na mniejszą od siebie dziewczynę. W oczach miała wzgardę i złość. Język przeładowany przykrymi słowami.
Do niczego się nie nadajesz. Nawet podłóg nie potrafisz dobrze wyszorować!
W gniewie kopnęła wiadro pełne wody. Wymieszane w pianie płyny wylały się na podłogę, a kubeł potoczył wzdłuż schodów. Spadł na niższe piętro z stukotem. Pogrążona dziewczyna skuliła się. Starsza ściągnęła w dół swe brwi. Nie zamierzała odpuszczać.
Masz wymyć tę podłogę jeszcze raz! – krzyknęła siwa kobieta.
Czarna nie powiedziała nic.
Wiele rzeczy musiała przetrwać i wiele już przetrwała. Czarnowłosa kobieta była młoda i ładna, w przeciwieństwie do swej pani. Była Japonką zrodzoną na tej ziemi, choć wygląd mógł sugerować co innego. Miała zjawiskowe niebieskie oczy, za które siwa kobieta, którą ją przygarnęła i karmiła, nienawidziła, jednocześnie szczerze zazdrościła.
Na te oczy zwracali uwagę wszyscy, począwszy od kobiet, skończywszy na mężczyznach. A mężczyźni byli pożądanym gatunkiem w okolicach tej wsi. Tylko dzięki nim, biednym kobietom udawało się przeżyć. Mężczyzna zawsze wiązał się z wyobrażeniem utrzymania.
Niebieskooka Japonka nie posiadała wiele. W zasadzie nic poza urodą. Nawet imienia. Pozbawioną pamięci, brudną i wygłodzoną, siwa kobieta o imieniu Herine znalazła na ulicy pod latarnią. Herine nie była prawdziwą Japonką, ale zamieszkiwała Japonię od kilku lat. Jeszcze zanim zaczęła się wielka wojna, doszukała się w tym kraju szansy na życie. Nigdy nie sądziła jednak, że przyjdzie jej prowadzić ośrodek dla bezdomnych. Niebieskooką znalazła wtedy, kiedy najbardziej nie chciała nowych przybłęd. Młoda modliła się do zawieszonego nad nią światła w zbyt rozczulający jednak sposób.
Prosiła o litość.
Litość mającą zbawić. Uchronić przed śmiercią w niepamięci.
Wzięła ją do swojego domu, ale nie bezinteresownie. Wymagała od niej pracy jako służąca i dojrzewania do interesu, jaki Herine prowadziła pod swoim dachem.
Zarządzała skromnym burdelem.
W świecie ogarniętym wojną i głodem człowiek chwytał się każdej drogi, która obiecywała przeżycie tych trudnych czasów. Wielka, kolejna światowa wojna zabierała ze sobą życie ludzi i świata. Mało komu powodziło się dobrze, nawet ci najbogatsi ubolewali nad okolicznościami, w których przyszło im dożywać starości. Zwykli, biedni ludzie tracili swe skromne aczkolwiek ważne dla nich rzeczy, a co ważniejsze dachy nad głową. Nie mając gdzie się podziać, błądzili od wioski do wioski w poszukiwaniu schronienia. Jednak nie wszędzie znalazło się dla nich miejsce. W chłodne, zimowe wieczory były przypadki gdy niektórzy z wycieńczenia zasypiali przy przydrożnych drogach, zamarzając na śmierć.
Podczas tych, dla większości trudnych czasów, znalazło się parę klanów – rodów – które niestety również nie przetrwały. Nie będąc przygotowanym na wrogich najeźdźców, polegli. Oddając tym samym im swój cały drogocenny majątek, wraz ze swym życiem. Wiele osób uniknęło śmierci, stając się sługami owych najeźdźców.
Poniżani, bici, wykorzystywani w przeróżne sposoby.
W ogóle nie byli traktowani jak ludzie, raczej jak zwierzęta na pastwisku.
Lecz to kobiety miały najgorzej.
Wszystkie prawa zostały im odebrane, łącznie z prawem głosu. Miały chodzić jak niemowy, wykonując polecenia swych nowych panów. A prawie każdej nocy były bezwstydnie wykorzystywane.
Krzyki, płacze, próby ucieczek, nic nie powstrzymało mężczyzn przed zabawianiem się z „niewolnicami” – jak mieli w zwyczaju nazywać owe kobiety. Lecz niektóre dopiero niedawno weszły w dorosły wiek a ich pierwszy raz odbył się jako brutalny gwałt, zero przyjemności, same łzy.
Nie mieli litości dla żadnej, jedno słowo sprzeciwu równało się z wielogodzinną chłostą. Mężczyźni, natomiast byli przymuszani do ciężkich robót w obozach pracy. Znikali na całe dnie a gdy wracali na noc, dawano im dwie góra trzy godziny snu. Jednak nie dane było im spać w spokoju, każdy z nich mocno zaciskał pięści, chcąc wybiec i rozprawić się z tymi którzy gwałcili kobiety w baraku obok. Paru tak zrobiło, lecz skończyło się na ich śmierci. Woleliby już umrzeć wraz ze swymi rodzinami, niż żyć jak im przyszło żyć. Jak zwierzęta.
Za co los ich tak skarał nie wiedzieli, lecz nic nie dzieje się bez powodu. A więc jeśli Bóg dla nich tak chciał, to możliwe, iż ma plan w stosunku do nich. Jednak to czas pokaże, jak na razie ich wiara przemijała. Pozostały słone łzy na polikach i wspomnienia które rozdzierały serce na miliony małych kawałków.
Gdyby Herine nie przygarnęła niebieskookiej, pewnie skończyłaby podobnie. Znalazłby ją któryś z żołnierzy i uczynił swoją niewolnicą. Herine nie zniosłaby myśli, że taki potencał piękności zmarnował się z powodu chciwości jednego mężczyzny.

***

W tym świecie pełnym zła i najeźdźców z Heylin, które postanowiło opanować świat, Herine chwytała się życia. Rozkręcała interes związany z seksem, który kwitł w okolicznościach, w jakich przyszło im żyć. Oprócz niebieskookiej Japonki, posiadała jeszcze dwie inne dziewczyny. Również Japonki, Amayę i Sue, ale nie tak ładne jak niebieskooka. Jedna miała krzywy zgryz i kulfoniasty nos, druga wystające uszy. Mężczyznom z armii to jednak nie przeszkadzało. Nieważne z której strony, czy z Heylińskiej, czy z Amerykańskiej. Wszystkie kobiety brano od tyłu, bo nie liczyła się twarz i duch, który na nich się malował, ale wyłącznie to, co miały między nogami.
Niewiele pieniędzy gromadziła dotąd na cierpieniu dwóch brzydkich Japonek. Wystarczająco, aby wykarmić je wszystkie i opłacić rachunki, ale za mało, by cokolwiek nowego zbudować. Nowe nadzieje pojawiły się jej w głowie dopiero wraz z pojawieniem się trzeciej Japonki.
Wojsko Heylin opanowało całą Japonię i stacjonowało jedynie w tych szczególnie ważnych na mapach punktach. A jednak pewnego dnia zawitał w wiosce duży wóz z kobietami, a na przodzie siedziało kilka ich panów. Okazało się, że któryś z gubernatorów zarządził, aby to właśnie w tym miejscu otworzyć kolejny obóz pracy. A żeby mógł powstać obóz pracy, potrzebni byli nie tylko mężczyźni, lecz i żołnierze. A jeśli mieli stacjonować tu żołnierze, to potrzebne też były kobiety, które mogły uszczęśliwiać ich w smutnych chwilach.
Zawitał okres letni, kiedy Herine została świadkiem tego nowego zjawiska. Nie ucieszyła jej wieść o tym, że w wiosce, w której żyła, ma powstać obóz pracy. To oznaczało więcej brudu i jazgotów w społeczeństwie. Nawet jeśli wojownicy trzymali rygor i dyscyplinę, pracownicy z obozów zawsze zbyt głośno płakali z bólu, który powolutku każdego dnia ich uśmiercał. Chase Young, który dwa lata wcześniej okrzyknął się Cesarzem Azji, prowadził surową i aktywną politykę, która w dużej mierze czerpała swe wzorce z komunizmu. Wojna trwała już sześć lat, ale to w ciągu ostatnich dwóch śmierć zebrała największe żniwo dzięki właśnie obozom pracy.
Z początku Herine nie była zainteresowana niczym, co miało związek z wojskiem, aż nie pojawiło się zbyt wiele wojaków przed jej domem. Każde wyjście do studni po wodę kończyło się zaczepkami. Musiała nie tylko sama uważać, ale też i uzbroić w rady, jak się zachować, swoje podopieczne. Na nic się to jednak zdało, bo jeszcze w ciągu tego samego tygodnia, Amaya i Sue wróciły zbrukane po późnej godzinie.
Później sprawy się jakoś unormowały i heylin wojownicy zaakceptowali jej warunki, że jeśli chcą skorzystać z usług jej dziewczyn to muszą zapłacić. Niedługo po tym, jak pojawiło się heylin wojsko, podczas późnego spaceru, Herine znalazła nową przybłędę.
Japonkę bez imienia i przeszłości.
Niebieskooka nie pamiętała kim jest. Bała się wszystkiego, nawet swego cienia. Każdy mężczyzna był dla niej nosicielem zagrożenia, dlatego też tak chętnie uciekała w ramiona Herine.
Która sama nie była zresztą lepsza. Była wiedźmą pod przykryciem.
Niebieskooka sprawiała wrażenie, jakby zbyt długo błąkała się po ulicach. Marny los wyżarł z niej emocje i teraz nie potrafiła na nic reagować jak zdrowy człowiek. Nie posiadała w sobie uczuć. Była niczym zamrożony kwiat. Tak ją też nazwano - Zamrożony Kwiat.
Hanakori.
Herine mogła na nią krzyczeć, podnosić rękę szarpać – niebieskooka nie roniła łez. Brzydkie Japonki żartowały przy niej, tuliły ją, pielęgnowały jej włosy – niebieskooka nie dziękowała uśmiechem. Cokolwiek by się nie działo, umiała tylko patrzeć bez słów, nie wydając z siebie żadnych dźwięków i nie zdradzając myśli. Jedynie jej płochliwe ruchy informowały, kiedy się boi. A bała się zbyt często.
Herine domyśliła się, że dziewczyna musiała przeżyć coś strasznego.
Z powodu tego emocjonalnego problemu, Herine cierpliwie czekała, aż będzie mogła wykorzystać niebieskooką Japonkę do swoich celów. Żadne traumy jej bowiem nie chroniły. Takie warunki panowały pod jej dachem. Nie chciała rzucać jej w ramiona żołnierzy przedwcześnie, bowiem dobrze wiedziała, że pusta w środku kukła nie będzie w stanie ich zaspokoić. Choć zachowywali się jak zwierzę, mężczyźni mimo wszystko pragnęli kobiety żywej. Mogła płakać, lub jęczeć z rozkoszy – wszystko jedno, byle była żywa.
A niebieskooka była martwym kwiatem.
Kwiatem, który czekał na ożywienie.
Na swój czas roztopów, na podarunek ciepła, które mogłoby je uszczęśliwić.

***

Z czasem brzydkie Japonki nie były w stanie dłużej zapewnić niezbędnych środków na utrzymanie całej czwórki. Podatki i rachunki pukały listami do drzwi. Komornik już dawno odciął im prąd, teraz zaczął grozić eksmisją. W obawie przed wylądowaniem na ulicy, Herine zaczęła wychodzić na zewnątrz i zachęcać stacjonujących wokoło wojowników do zajrzenia do jej domku.
Może któryś z nich znalazłby coś dla siebie. Sytuacja była ciężka, kobiety sięgały dna.
Lecz nikt nie wiedział o istnieniu trzeciej Japonki w jej domu, która prawdopodobnie również mogłaby rozdawać rozkosz. Herine zwracała swoje myśli coraz częściej ku wypuszczeniu młodej z domu. Siedząc w swoim gabinecie z głową opartą o splecione dłonie, rozmyślała sprawą Hanakori.
Pewnego dnia podjęła decyzję.
Słońce grzało kamienny bruk, który układał się w plac przed wysokimi domami o zakrzywionych dachach. Riksze pędzili w oddali, a bliżej spacerowali żołnierze, gwiżdżąc do nieba. Spokojny krajobraz, który tak mocno umywał się do tego, co działo się bliżej granic. Wojna wrzała, choć w tej japońskiej wiosce zdawać by się mogło, że wcale tu nie dotarła.
Błędne myślenie, bowiem chociażby swoimi obozami pracy odciskała skutecznie swe piętno w umysłach wieśniaków.
Z rana Herine wyjątkowo postanowiła nie wysyłać żadnej z brzydkich Japonek po wodę.
Dziś to ty pójdziesz pod studnie. Powiedziała do niebieskookiej Japonki.
Ta spojrzała się na nią bez emocji.
Coś nowego. Dotąd trzymana była pod kloszem. Nie tylko przywykła, ale i polubiła ten stan rzeczy. Nie chciała wychodzić na zewnątrz, do mężczyzn. Bezlitosna osoba Herine w zupełności jej wystarczała.
Przyniesiesz nam wody, żebyśmy mogły się wszystkie umyć i zaparzyć herbaty. Do studni i z powrotem. Znasz drogę, prawda?
Znała ją, znała. Wielokrotnie wypatrywała z okna dokąd idą jej przybrane siostry. A studnia nie znikała z widoku i położona była dość blisko.
Siwa kobieta postawiła dwa wiadra na stole tuż przed niebieskooką. Nieść dwa wiadra pełne wody przez kilometr. Przed takim wyzwaniem jeszcze nie stawała.
Ale przeczucia podpowiadały jej, że gorsze rzeczy ma za sobą, o których na szczęście nie musiała pamiętać.
Poczuła na sobie współczujący wzrok przybranych sióstr. Nie wiedziała, jakie obawy kryją się w tych smutnych spojrzeniach. Wyjrzała zza okno. Wyjrzała na tych mężczyzn. Cała jej delikatna postura zatrzęsła się jak waza na krawędzi.
Czemuż to tak bardzo bała się mężczyzn? Co też jej ciało próbowało jej powiedzieć? Przeczuwała, że ma za sobą przykre doświadczenia z nimi związane. Jakby najwięcej przykrości sprawił jej kiedyś Heylin. Bardzo chciałaby sobie przypomnieć, co też się jej przytrafiło, co jest powodem jej zmartwień, jaka jest jej przeszłość.
Oraz jak ma na imię.
Brak imienia równał się brakiem tożsamości. Bez niej, Herine mogła robić z nią co chciała. Rozporządzać jej życiem wedle własnego uznania, kreować w niej inną osobę i charakter. A ona bez przeszłości czuła się zbyt słaba do tego, by się buntować. Bo kto wie, czy właśnie nie niewolnicą była niegdyś przed utratą pamięci?


Na swoje szare łachy ubrała podarty sweterek. Włosy rozpuściła, aby mogły ją zasłaniać. Musiała się spieszyć. Herine zamierzała otworzyć dom dla klientów, a nie mogła tego zrobić nim jej kurtyzany się nie umyją i nie zjedzą wszystkie herbaty z suchych liści na śniadanie z ryżem. Kiedy była gotowa, podeszła do ciemnobrązowych, zbutwiałych drzwi. Wszystkie ściany w domu powoli butwiały, a ich warstwy od siebie odpadały. W dziurach w drewnie, w szparach w podłodze, gnieździły się robaki, białe larwy i czarne karaluchy, które bez względu na porę dnia lubiły wyłazić na żer. Wzięła puste wiadra w obie dłonie i nogą pchnęła drzwi. W rogach wisiały pajęczyny i pleśń. Warunki były straszne, chociaż Herine ganiała swoje podopieczne do sprzątania. Nawet jednak największe sprzątanie nie było w stanie pokonać tego, co nieuniknione. Dom był meliną, która nieuchronnie się rozpadała.
– Powodzenia – życzyła Herine niebieskookiej.
Blask dnia oślepił ją jak ostrze. Zapach świeżego powietrza napełnił z kolei płuca nową siłą. Wyszła poza ściany domu. Znów była na ulicy, ale po jak długim czasie.
Nagle wystraszyła się. Stado jeźdźców przecięło gwałtownie ulicę przed nią, jadąc na front. Rozległy się krzyki kobiet, których nigdzie nie znalazła. Choć jednak były niewidzialne ich krzyki słyszane były wszędzie.
Odkąd Herine ją przygarnęła, świat zewnętrzny mogła oglądać jedynie zza okna. Ciarki na plecach podpowiadały jej, że coś złego musi wiązać się z tym przełomem i lepiej niech się przygotuje.
Ruszyła przed siebie. Do samej studni nikt nie zwracał na nią uwagi. Zwykła, kolejna szara istotka zawitała wraz z pierwszym świtaniem na ulicy. Wiele kobiet krążyło o tej porze wraz z nią po wiosce, załatwiając sprawy przyziemne, takie jak przyniesienie wody czy kupienie od handlarzy ryżu na śniadanie. Najbliższy obóz pracy znajdował się parę przecznic dalej, toteż Hanakori nie musiała martwić się, czy nie przyjdzie jej oglądać przykrych widoków. Mimo to mogła być pewna, że spotka heylin wojowników na swej drodze.
Zwłaszcza w okolicach studni.
Było lato, a więc dni od rana były upalne. Woda przez to stawała się cenna jak złoto, a kto inny, jak nie właśnie panowie z Heylinu rościli sobie największe prawa do bogactw studni. Cały plac wokół niej był przez nich oblegany i to oni ustawiali, jaka panuje kolejność w długiej kolejce.
Niebieskooka ustawiła się na samym końcu. Wzrok trzymała spuszczony, starając się aby jej włosy przysłaniały dobrze jej twarz. Nie szukała żadnych kłopotów i zaczepek. Chciała tylko wykonać zadanie.
A Herine właśnie o to chodziło. O sprawdzenie, jak zareagują na jej urodę mężczyźni, jak i ona sama. Nigdy nie przestawała wierzyć, że kontakt z mężczyzną może obudzić Japonkę i nauczyć znów czuć.
Przy studni rozgorzała jakaś kłótnia. Wojownicy z heylinu rozbili obóz wokół studni. Chodzili bez koszulek, śmiali się i żartowali, nie przejmując się losem wieśniaków. Kamienny plan na jakim stała studnia był cały mokry i połyskiwał w promieniach słońca. Niebieskooka nie wychylała się, ale przekrzykiwania docierały aż na sam koniec kolejki, która rozciągała się na parę metrów.
Nie możecie się tak rządzić! My też mamy prawo do wody!
Spieprzaj dziadu!
Japończyk, który przez brak prawej nogi nie został wciągnięty do wycieńczającej pracy w dołach, wylądował niespodziewanie na ziemi. Jego kule potoczyły się, a on są zbił sobie brodę. Stojący nad nim heylin wojownicy nie robili sobie z nic z tego, że wyrządzili mu krzywdę. Śmiali się i dokuczali mu. A gdy ktoś spróbował podejść do starca i pomóc mu wstać, natychmiast reagowali, odpędzając odważnego. Odważna okazała się młoda kobieta.
– Kłopotów szukasz? – Jeden z wojowników złapał ją i zmierzył niebezpiecznym wzrokiem.
Dziewczyna skuliła się. Zaprzeczyła ruchem głowy.
– To zmykaj!
Pchnął ją do tyłu, przedtem jeszcze szczypiąc w tyłek. Spłoszona dziewczyna uciekła, przepraszając po cichu dziadka, że nie może mu pomóc.
Nie szanujesz nas, to nie dostaniesz wody! – zagrzmiał wojownik do starca.
Heylin wojownicy opóźniali mieszkańcom wioski dojście do wody, przez to, że robili sobie na placu długie kąpiele. Podłączyli do studni wąż i pryskali się nim, rozebrani do spodni, moczyli dla samego ochłodzenia organizmu, jak i dla samej zabawy. Wiele wody marnowało się, lądując od razu na ziemi, zamiast na ludzkim ciele. A gorsi od nich mieszkańcy mogli tylko stać i patrzeć, jak gołe, umięśnione i dobrze wykarmione klaty spędzają wolny czas. Marnując cenne minuty innych.
Niebieskooka patrzyła na to obojętnie. Nikt nie mógł zgadnąć, o czym myśli. Obdarta z uczuć była jak cień w towarzystwie innych ludzi.
W końcu udało jej się dojść do studni. Spojrzała na końcówkę zielonego węża w ręku wojownika, z którego kapały łzy.
Co tam słychać, słoneczko? – powitał ją wyższy wojownik
Wody chcesz? – zapytał drugi.
Właśnie przed nią stanęli. Zagadnęli ją uprzejmie, ale ona nie miała języka w gardle, by im odpowiedzieć. Stała nieruchomo, pokazując im dwa puste wiadra.
Mężczyźni popatrzyli po sobie.
Może niemowa – wzruszył ramionami ten, co trzymał wąż.
Daj jej wody. Ładna buźka to zasługuje.
Mężczyźni w swej uprzejmości napełnili dwa jej wiadra po brzegi. Tacy mili potrafili być wyłącznie w stosunku do młodych kobiet.
Jak się umyjesz, to może do nas wpadniesz potem, co? – nie ustępował wyższy, które wcześniej strącił dziadka z jego kul.
Dasz radę je w ogóle sama zanieść do domu? Może ci pomóc?
Zamrożony kwiat milczała. Ukłoniła się panom grzecznie, po czym spróbowała podnieść dwa wiadra.
Ani drgnęły.
Spróbowała drugi raz, lecz znów to samo. W tym momencie się zdziwiła. Dlaczego Herine wysyłała ją po tyle wody, kiedy to jasne było jak słońce, że sama nie da rady ich przynieść? Jej ramiona były chude, wiotkie. Kiedyś na pewno były w nich mięśnie, ale przez ciężkie warunki u Herine, w których jadła z przymusu jak wróbelek przy bardzo niskokalorycznej diecie, doprowadziły do ich ubytku. Pozostały po nich resztki.
Heylin wojownicy zaśmiali się nad jej słabością.
Pomożemy ci z tym, nie wstydź się.
Nic nie szkodziło, że byli półnadzy i mokrzy. Zawołali swoich kolegów i przekazali im wąż. Następnie wzięli dwa wiadra za Japonkę i wraz z nią zaczęli kroczyć z powrotem do domu, z którego wylazła. Dobrze znali ten dom, wiedzieli, co za kobieta go prowadzi, oraz co można w nim kupić. Zdziwili się, gdy do niego dotarli, bowiem nigdy nie sądzili, że wychodzą z niego takie klejnoty. A niebieskooka choć próbowała się kryć, to mimo wszystko było widać, że rysy twarzy posiada o niebo ładniejsze od swych koleżanek. Tylko zdawały się być dla mężczyzn niepokojąco wypaczone. Nie wiedzieli czemu. Czegoś im brakowało.
Emocji.
Śladów życia.
Śladów duszy.
Tłumaczyli to jednak tym, że ją pewnie onieśmielają.
Więc to tutaj mieszkasz, tak? – spytali, patrząc na zniszczony latami dom. – A zdradzisz nam, jak masz na imię?
Niebieskooka milczała niczym grób.
No wiesz. Chyba umiesz mówić?
Podniosła niepewnie wzrok na swego rozmówce. Serce ściskał jej przy nim strach. Ją również niepokoiła niezgłębiona tajemnica. Gdyby czuła, może by się tym przejęła. Gdyby czuła, może by pożałowała, że brakuje jej pamięci.
Ale nic nie czuła. Stała w bezruchu i milczała, czekając aż spotkanie potoczy się samo dalej. Zauważyła zdziwienie u wojownika, oraz lekkie odbicie własnego strachu. Uznała, że czas iść. Przejęła wiadra. Ale gdy to zrobiła, natychmiast opadły spodem na ziemię. Nie była w stanie ich podnieść, były zbyt ciężkie.
Czekaj, czekaj. Pokaż no te buźkę bliżej!
Drugi z wojowników zaciekawił się, dostrzegając w niej coś wyjątkowego. Złapał dziewczynę nim zdążyła uciec. Odgarnął jej ręką włosy z twarzy, drugą silnie przytrzymał w talii. Japonka nie próbowała się wyrywać. Zastygła jak opos. Wojownk zbliżył do siebie jej twarz. Chociaż miała przymknięte oczy, już wówczas zrobił minę wystraszonego.
Widzisz to? – spytał swego kolegę, a ten tylko kiwnął do niego głową w tajemniczym porozumieniu.
Wówczas Japonka otworzyła oczy, pokazała swe niebieskie ślepka, tym samym rozwiała wszelkie wątpliwości, które mogły ich jeszcze dręczyć.
Wojownik natychmiast wypuścił ją ze swych objęć.
W tym samym momencie w drzwiach pojawiła się Herine.
Bardzo proszę nie dotykać mojej podopiecznej! – zawołała, a wojownicy popatrzyli na nią zdziwieni.
Jeśli panowie chcą spędzić trochę czasu z moim specjalnym kwiatkiem, to bardzo proszę się umówić. Ostrzegam jednak, że za nią koszt jest większy niż za inne moje kwiatki.
Jesteś jej panią, kobieto? – spytał wyższy wojownik.
Oczywiście. Mam ją od niedawna. Ten kwiatek właśnie dojrzał do tego, by spędzić noc z mężczyzną. Któryś z was jest zainteresowany?
Ty głupia kobieto, ty chyba nie…!
Drugi wojownik uciszył pierwszego ręką, nim ten powiedział zbyt wiele. Sam dał krok do przodu i grzecznie zwrócił się do Herine.
Co to znaczy, że posiadasz ją od niedawna?
Znalazłam ją wygłodzoną w pewnym miejscu. Błąkała się, była bliska śmierci. Uratowałam jej życie, przygarnęłam i wykarmiłam. Stąd moje prawo do niej. Zostałam jej panią.
Rozumiem. Pod pani skrzydłem została seksualną niewolnicą?
Na razie tylko wstępnie. Jak dotąd nie była jeszcze z mężczyzną.
Obaj wojownicy popatrzyli po sobie.
Proszę jednego z nas zapisać na najbliższy wolny wieczór. I proszę żadnemu innemu jej w tym czasie nie oddawać.
Ostrzegam, że to będzie słono kosztować. Mówimy o rozdziewiczeniu – poinformowała Heine, której oczy na myśl o wielkim zysku zaczęły błyszczeć, a po brodze kapać ślinka. Wreszcie się czegoś dorobi.
Nie martw się, kobieto. Dostaniesz swoją zapłatę.


Zamrożony Kwiat oddychał spokojnie, nie domyślając się tego, co nadchodzi.
Herine od samego rana chodziła jak w skowronkach. Nuciła radosne piosenki, przeczesywała dom radosnym krokiem, radosnym spojrzeniem wyglądała za okno. Ten piękny nowy dzień miał wreszcie przynieść upragnione zyski. Opłaci rachunki, pozbędzie się natrętnego komornika.
Tym razem nie wysyłała swojego skarbu po wode; wysłała inną, by przygotować piękną podopieczną do kąpieli. Choć do wieczora było daleko, rozpoczęła wielkie przygotowania, aby podczas późniejszego podliczania za usługę nie musiała sobie niczego żałować. Jeszcze przed kąpielą wydepilowała Kwiat do cna, używając samej pęsety. Wyrwała każdy włosek, a że wyrywała po kilka naraz nie trwało to długo. Później Niebieskooka patrzyła tylko, jak maciupeńkie ranki znaczą kropelki krwi. Gdy woda przybyła, została wyszorowana przez Herine do cna. Każdy skrawek jej ciała błyszczał jak nigdy, a obie dziurki między nogami pachniały perfumami.
Dziś odpłacisz mi się za uratowanie ci życia – powiedziała Herine do Niebieskookiej, po czym zamknęła ją szczelnie w pokoju.
Nikt nie miał jej tykać aż do wieczora. Aż do przyjścia klienta.
Herine nie wiedziała, który z heylin wojowników z dnia wcześniejszego przyjdzie ulżyć sobie pod jej dachem. Jeśli oboje zechcą naraz przelecieć jej Zamrożony Kwiat, powinni nastawić się na płacenie ekstra. Każdy fetysz i każdy dodatek wiązał się z dopłatami. Już ona to sobie wszystko dokładnie zaplanowała i poukładała w głowie, jak wyjść na cierpieniu młodej jak najlepiej.
Herine nie znajdowała śladów na cierpienie. To Zamrożony Kwiat. Ona nic nie czuje, jej nic nie obchodzi. Podczas kąpieli słowem się nie odezwała, a każde zapowiedzi, które zdradzały, co się stanie tego wieczoru, puszczała mimo uszu. Zupełnie jakby jej to nie dotyczyło. Tak pozbawiona uczuć powłoka, która umiała chodzić, ale życie jej nie obchodziło. Nie ucierpi zatem podczas współżycia. Pewnie niczego nie odczuje, choć w niewielkim stopniu życzyła młodej, by doznała odrobiny rozkoszy.
Nim zgaśnie jej młodość i uroda
Nim zgaśnie do reszty ona cała.
Kiedy nadszedł ciepły wieczór, Herine wyszła po Niebieskooką. Zastała ją siedzącą na łóżku, które przylegało do okna. Wpatrywała się w nie. Obserwowała świat, inny, bo żywy. Dłonie trzymała splecione na kolanach. Gdyby nie była przybłędą, Herine uznałaby, że ma w sobie coś z damy. Czasem miała wrażenie, że niebieskooka zachowuje się jak księżniczka. Poruszała z gracją, wyprostowana, wolno. Jadła skromnie, nieopieszale, wręcz jej sposób trzymania pałeczek wskazywał, jakby miała kiedyś do czynienia z etykietą. Jedynie braki w mowie i braki w odpowiadaniu na pytania dyskwalifikowały te podejrzenia.
– Chodź, Hanakori. Nadeszła twoja pora. Dziś wszystko się dla ciebie zmieni.
Niebieskooka nawet nie odwróciła głowy, jakby nie dosłyszała. Była nieobecna, a kiedy Herine złapała ją za rękę, odkryła, że jest też chłodna jak lód.
Przyprowadziła ją do przedpokoju, w którym witani byli goście. Nakazała usiąść na kanapie, tuż naprzeciwko lady z papierami, w których Herine prowadziła księgowość. Zapisała w notesie dzisiejszą datę. Dobijała godzina wieczorna. Herine nie mogła doczekać się gości.
Podeszła do małej i znów wzięła ją za rękę. Ufająca dziewczyna dawała się prowadzić jak dziecko. Bez przerwy milczała. Nie wiadomo, czy myślała o czymś konkretnym. Herine obstawiała, że nie posiada myśli tak samo jak uczuć.
Zaprowadziła ją do pokoju, w którym klienci jej lokalu zaspokajali swoją potrzebę. Była to niewielka, ale przytulna sypialnia o ciemnych kolorach z łóżkiem po środku. To wszystko.
– Zaczekaj tu na swego pana – powiedziała Herine do niebieskookiej. –Kiedy się zjawi, bądź dla niego miła. Pozwól mu zrobić z tobą co będzie chciał. Nie przynieś mi wstydu. Pamiętaj, że masz dług wobec mnie do spłacenia.
Następnie opuściła ją i udała się do przedpokoju. Zaparzyła sobie herbaty i przy niej również zaczęła czekać.
Po paru minutach rozległo się wołanie.
Pani! Pani!
Niespodziewanie wpadły do domu dwie spanikowane Amaya i Sue. Biegnąc, wywróciły się o próg drzwi. Upadając zaprowadziły hałas, którego Herine nigdy nie lubiła. Hałas podrażnił wszystkie zmysły.
Co się dzieje, czemu panikujecie? – zapytała surowo kobieta, podnosząc dwie podopieczne z podłogi. – Tłumaczcie się!
Idzie… idzie!
Kobiety nie były w stanie wykrztusić z siebie konkretnego słowa. Dyszały i wymachiwały rękoma jak niedoszłe ofiary gwałtu. Herine mogła tylko patrzeć na ich niedołęstwo, próbując domyślić się, co też zdarzyło się na wiosce, do której wysłała ich w poszukiwaniu dodatkowych klientów. Wierzyła w pomyślne łowy w ten szczęśliwy dzień. Nic nie mogło go zakłócić. Na pewno nie niedołęstwo tych brzydot, na których się nie raz rozczarowała.
– Wy nie dorajdy. Jeszcze tego by brakowało, żebyście rozbiły sobie nosy.
Odpędziła dziewczyny, po czym spojrzała na drzwi.
– A zatem nadchodzi klient.
Pierwszy raz obdarzyła drzwi tak szerokim uśmiechem. Zasiadła z powrotem przy swoim biurku. Zaczekała na niego przy ciepłej herbcie. Zestresowane Japonki próbowały cały czas o czymś zaalarmować, ale gnały do domu tak prędko, że nie były w stanie złapać oddechu. A miały do przekazania coś naprawdę ważnego. Herine kazała im zejść jej z oczu, nim wyprowadzą ją z równowagi.
Nagle do domu weszło paru wojowników z armii potężnego Heylinu. W drzwiach zawrzało, jak i w całym przedpokoju. Herine zmarszczyła swe czoło. Wszystkie cztery kobiety z przerażeniem w oku patrzyły jak uzbrojeni mężczyźni w lśniących zbrojach wchodzą pojedynczo do ich domostwa. Straszne były ich zbroje. Ale jeszcze straszniejsze spojrzenia. Byli to prawdziwi panowie, którzy jednym słowem mogli decydować o ich życiu lub śmierci. Zaczęli kolejno się rozstawiać, a także badać teren, jakby w poszukiwaniu zagrożenia. Weszli od razu do kuchni, oraz na wyższe piętro. Jeden z nich zajrzał do sypialni, w której był Zamrożony Kwiat  Herine rozłożyła ręce, kręcąc na nich głową.
Co się dzieje? Co to za najście?
Zlekceważono ją. Potraktowano jak kobietę niewolnicę. Herine nie lubiła czuć się mało ważna. Przyzwyczaiła się do życia, w którym to ona rządziła ludźmi. Całe najście wyglądało tak, jakby zamierzano kogoś aresztować. Ogarnął ją strach. Z wyrzutem spojrzała na swoje podopieczne. Chciała zapytać, czy coś przeskrobały. Jeśli tak, prędzej sama je udusi.
Po chwili jednak schowała wszystkie swe urazy głęboko pod dywan. Do domu bowiem wszedł jeszcze jeden wojownik. Kruczoczarny o długich włosach. Tęczówki paliły się rozpalonym złotem, z kolei pionowe źrenice były w stanie przewiercić niejednego człowieka na wylot. Jego bez przeszkód wszystkie kobiety  rozpoznały.
O mój Boże... Wielki Książę! – Krzyknęła Herine, następnie upadła na kolana. W jej ślad poszły Amaya i Sue.
Uderzyły czołami o podłogę i nie śmiały odrywać od niego czoła. Obecność bowiem pana Azji, Chin i Japonii, wielkiego wojownika wszech czasów, lorda imieniem Chase Young, porażała niejednego odważnego, a tchórzów potrafiła przyprawić o zawał. Kobiety zatrzęsły się. Zaczęły bać się o swoje życie, bowiem taka wizyta lorda w towarzystwie tylu wojowników nie mogła zapowiadać niczego doba.
– Gdzie ona jest? – rzucił pytaniem, ale żadna z kobiet nie wiedziała o kogo mu może chodzić.
Wtedy z sypialni jeden z wojowników władcy zaczął wyprowadzać niebieskooką. Robił to delikatnie. Nawet jej nie dotykał, a tylko otaczał ramionami, jakby zaganiał zbłądzoną gąskę.
Dziewczyna stanęła w przedpokoju. Spojrzała na klęczącą Herine, Japonki, wreszcie na wojowników. Wzrok miała nieziemsko pusty. Stanęła oko w oko z Wielkim Księciem. Mężczyzna w przeciwieństwie do niej miał całą masę emocji wymalowanych na twarzy. Wydawał się być zszokowany, jakby zobaczył ducha, ale również szczęśliwy
Kurtyna milczenia opadła na całe pomieszczenie. Długo trwała, a podczas niej książę i Zamrożony Kwiat rzucali sobie wzajemne spojrzenia, których Herine nie potrafiła zrozumieć.
W końcu władca Heylinu zwrócił głowę w kierunku dwójki wojowników, jacy dzień wcześniej pomagali niebieskookiej nieść wiadra. To oni dali znać swemu panu, kogo znaleźli.
Spisaliście się – rzekł do nich. A gdy rozległ się jego potężny głos, kurz ze ścian opadł, twarz Herine z kolei podniosła się i zadrżała.
Chase Young dał krok do przodu, tym samym zbliżając się ostrożnie do  niebieskookiej. Dziewczyna w tym momencie zdradziła po sobie niepokój. Dała krok w tył. Więcej nie mogła, bo stał za nią wojownik, który ją blokował.
Kimiko… – czarnowłosy zwrócił się do niej po jej prawdziwym imieniu. Zrobił to tak pieszczotliwie, że Herine od razu domyśliła się, że gościła pod dachem kogoś znanego Heylinowi. Pytanie, czy ważnego. Martwiłem się o ciebie!
Nie bacząc na żadną ostrożność czy pohamowanie, dopadł niebieskooką, zimną jak lód. Chwycił ją w ramiona i utulił z całych sił. Puścił, kiedy doznał wrażenia, że kruszy się w jego ramionach. Objął dłońmi jej twarz. Spojrzał odnalezionej Kimiko głęboko w oczy, ale nie odnalazł w nich tego, czego chciał.
Wasza Wysokość ją zna? – spytała zza jego pleców Herine, która odważyła się spytać, choć nadal była na kolanach.
Jeden z heylin wojowników uciszył ją gestem dłoni, grożącym, że za brak milczenia oberwie w twarz. Zbyt ważna chwila rozgrywała się właśnie między jego panem, a kobietą, która zawirowała mu w głowie. Kobietą, która nie miała pojęcia, kim jest ten tak zwany „Wielki Książę” i traktowała go jak obcego człowieka.
Chase, zmartwiony niepomiernie, nadal trzymał dziewczynę silnie za twarz. Chciał ją całować, ale szybko zauważył, że sam jego dotyk coś jej przeszkadza. Odwróciła spojrzenie, które nie chciało odnajdywać jego, oraz szukała sposobności na ucieczkę. Bała się. Nadal też nie odezwała się ani słowem. Mimo, że mało reagowała na bodźce i już na wstępie sprawiła wrażenie ducha, dała po sobie odczuć lekki strach. Nie rozumiał tego.
– Co ci jest?
Szeptał do niej. Wołał po imieniu, uśmiechał się i pytał, co jej dolega, ale ona była głucha. Głucha i ślepa na niego. Oraz martwa. Nic nie czuła. Już na pewno nie to, co czuł on, a czuł radość, że ją odnalazł. Nie dowierzał temu wszystkiemu.
Co jej się stało? – spytał z pretensją Herine.
Wywołana kobieta podskoczyła na równe nogi. Zrozumiała, że jej Zamrożony Kwiat jest kimś istotnym. Wcale nie cieszyła się z tego powodu. Kto wie jak bardzo istotnym. Kto wie, czy nie zginie za to, że o tym nie wiedziała i nie dała znać władcy Japonii o tym, że odnalazła się jego zguba. Na dodatek pragnęła ją wykorzystać…
Ja… Sama nie wiem… – Bąknęła. – Znalazłam ją głodną i na wpół żywą. Nigdy nie zdradziła kim jest, skąd pochodzi, jak się nazywa. Ona raczej nie pamięta swojej przyszłości. Gdy ją znalazłam, była w szoku i w rozpaczy.
Tym razem Chase odwrócił się z powrotem do Kimiko oburzony oraz jeszcze bardziej zaniepokojony.
Kimiko… – wyszeptał czule jej imię. – Poznajesz mnie prawda?
Puścił ją, kiedy nie dała znaku, że odbiera jakikolwiek kontakt. Wlepiła wzrok w ziemię, trwając w swej ciszy. Jej spojrzenie odbijało cień jej pustej duszy.
Chase patrzył na nią rozbrojony. Nie wiedział co robić. Ukochana kobieta go nie rozpoznawała.
Ukochana kobieta.
Mówimy na nią tutaj Zamrożony Kwiat – dodała któraś z bliźniaczek, lecz po chwili Herine uderzyła ją dyskretnie w dłoń.
Dlaczego tak? – wyczaił książę.
Pytanie to zwrócone było do szefowej domu, na którą teraz patrzył z cieniem groźby. Był zły. W każdym był gotów doszukiwać się winy za to, co przytrafiło się Kimiko.
Nóż otwierał mu się w kieszeni.
Bo… Ona nic nie czuje – odpowiedziała Herine. Bardzo się bała. Nawet samej inwazji Heylinu tak się nie bała, jak tego spotkania z władcą Azji.
Nic nie czuje? – powtórzył, jakby było to najgorszą diagnozą, jaką kiedykolwiek usłyszał.
Nigdy nie zauważyłam… żeby była żywa – wyjaśniała niespokojna Herine. – Ani się nie śmieje, ani nie płacze. Jedynie czasem boi się obecności mężczyzn. Czy też raczej… osobników z Heylin.
Chase Young zakpił. Herine wystraszyła się bardziej, że powiedziała o słowo za dużo.
Heylin to jej dom. Na pewno nie boi się jego ludzi.
Ponownie zwrócił się do Kimiko. Chciał wziąć ją w objęcia i pocałować. Sądził, że pocałunkiem wyciągnie ją z tej dziwnej choroby. Tak bardzo ucieszył się, kiedy ją odnalazł. Natychmiast wziął ją w ramiona, by poczuć, że z powrotem jest jego.
A tu taka przykra niespodzianka.
Kobieta może była jego ciałem.
Ale nie duszą i umysłem. A już na pewno nie sercem.
Ponieważ nie odważył się jej znów objąć, Kimiko zdołała go ominąć szerokim łukiem. Zachowała się, jakby kompletnie nie słuchała rozmów, bo uciekła od tego człowieka, który podawał się za jej bliskiego, stając tuż przy Herine.
A Herine jej już nie chciała. Kimiko patrzyła na nią wyjątkowo jak na prawdziwą matkę. Zbłąkanymi oczami zadawała masę pytań, oraz łapała za dłonie, które Herine w panice wyrywała. Siwa kobieta czuła na sobie nieprzychylny wzrok mężczyzn. Nieprzychylny, bo pełen podejrzeń, że to ona coś na majstrowała w głowie niebieskookiej Japonki, że ta uciekała od Księcia, a gnała do niej. Kobiety, która chciała na niej zarobić.
Idź… Idź do niego...zostaw mnie – cedziła przez zęby, lecz Kimiko zdawała się nie wyłapywać tych słów.
Chciała się za nią schować. Ale Herine nie pozwoliła. Wystawiła przed siebie i pogroziła palcem.
Chase podszedł Kimiko od tyłu. Złapał za ramiona, delikatnie do siebie obrócił. Kimiko zamarła, lecz nie ze strachu. Po prostu zamarła, jak to miała w zwyczaju. Wyłączyła się.
Umarła.
Kimiko. Naprawdę nie wiesz kim jestem?
Pogłaskał ją po twarzy. Jego dłoń w kontakcie z jej chłodną skórą była gorąca. Wykazywał się względem niej taką czułością i troskliwością, jakich mało kto widział. Herine zaczynała mieć większe złe obawy.
Chase schylił się do Kimiko tak, aby być na równi z jej wyjątkowymi oczami, które wpatrywało się w niewiadomy punkt.
Jestem twoim mężem.
Herine zasłabła na tą wiadomość. Amaya i Sue złapały ją nim upadła. Heylin wojownicy popatrzyli z kolei po sobie, jakby zdziwieni. Nie odezwali się jednak słowem.
– Musisz mnie pamiętać – naciskał. – Chociaż trochę.
Kimiko nie reagowała. Na wieść o małżeństwie nawet nie drgnęła.
– Dlaczego nic nie mówisz? – Chase zaczynał się denerwować coraz bardziej.
– Ona się w ogóle nie odzywa – zakomunikowała Herine. – Szczerze powiedziawszy to miałam ją za niemowę… Ale uratowałam jej życie! – dodała, sądząc, że uratuje tym swoją pozycję.
Chcę zostać z nią sam na sam – powiedział Chase. – Jest jakiś wolny pokój?
Herine nie przypadła ta prośba do gustu. A co jeśli ta cała Kimiko nagle w zamkniętym pokoju z lordem nagle ożyje i zacznie się na nią skarżyć? Nie mogła jednak odmówić. Była otoczona przez zbyt wiele uzbrojonych mężczyzn.
Oczywiście… Proszę tędy.
Herine poprowadziła pana wraz z obłąkaną, jałową duszą do sypialni dla klientów. Niebieskooka poruszała się machinalnie, szła tam, gdzie kazano jej iść. Chase szedł tuż za nią, bardzo niespokojny. Gdy dotarł do drzwi, wystawił do starej kobiety rękę po klucz. Otrzymał go bez krzty sprzeciwu.

***

Przekręcając zamek, podjął nikczemną decyzję. Decyzję związaną z jego najsekretniejszymi pragnieniami, przed którymi nie mógł się powstrzymać. Gra została rozpoczęta już dawno. Teraz przyszedł czas na zapłatę, wyrównanie rachunków.
Ale także na nagrodę, ulgę i szczęście.
Kimiko… Moja Kimiko… – zaczął wypowiadać ceremonialnie imię dziewczyny. Niebieskooka odwróciła się do niego. Podszedł do niej i złapał ją czule za twarz. – Teraz możesz się dla mnie otworzyć. Możesz mnie przyjąć – mówił zagadkami. – Możesz być znów moja…
Pocałował ją z niezwykłym uczuciem. Wpił się w jej usta jak spragniona pijawka. Trzymał ją mocno za ramiona, ale uważał, by nie sprawić jej krzywdy. Dziewczyna pozwoliła mu się wziąć. Nie umiała jednak odwzajemnić pocałunków, ale panu to nie przeszkadzało.
Najważniejsze, że już go nie odtrącała.
Bałem się, że już nigdy cię nie odnajdę – wyznał, przypomniawszy sobie jakie katusze przechodziła jego dusza bez człowieczeństwa.
Na dodatek wybuchła wojna. Przez nią, kiedy zniknęła, bał się o nią jeszcze bardziej i wychodził z nerwów. Był taki czas, że doradcy doradzali mu, aby o niej zapomniał, bo na pewno zginęła w jarzmie wojny i spadających bomb. On jednak nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Kazał jej szukać po całym świecie. Nie przestał wierzyć, że kiedyś ją odnajdzie. – Bałem się, że przepadłaś na dobre. Moja Kimiko. Moja najsłodsza…
Znów się do niej przykleił. Był jak w rozpaczy. Cieszył się i ubolewał jednocześnie. Rozdarty między radością i cierpieniem, bo ukochana była obojętna na to, co jej robił.
Ale wierzył, że zna lekarstwo na ten tragiczny przypadek. Nie przerywając pocałunków, zaczął spychać Kimiko na łóżko.
Zaraz wszystko będzie dobrze. Będzie tak, jak powinno być.
Dziewczyna pozwoliła się powalić. Legnął na niej, przygniótł swym ciężarem. Dopiero wówczas skrzywiła się, bo zrobiło się zbyt ciasno. Mężczyzna postarał się być dobry. Delikatny. Choć pocałunki zdecydowanie takie nie były.
Były zaparczywe, zachłanne. Nie robił sobie nic z tego, że nie otrzymywał ich zwrotów.
Jego dłonie krążące po ciele jej ciele też nie znały umiaru. Pochłaniały każdy centymetr, badały każdy skrawek. Dobrały się do malutkich, jakby dziewiczych piersi dziewczyny, choć nie była dziewcią. O nie, Herine nie miała racji. Okrężnymi ruchami zaczęły je ugniatać. Kimiko miała pusty wyraz twarzy. Nawet nie pokazywała, czy jej to przeszkadzało, czy też nie.
Chase robił swoje. Głową spoczął tuż pod jej szyją. Całował to miejsce, albo tylko się tulił i skupiał całą myślą na pieszczeniu dziewczyny. Zabawiał się z jej piersiami, a jedną nogę wsunął między jej własne.
Rozpiął jej kimono. Wydobył białą pierś i ugniótł ją porządniej. Następnie podciągnął do góry resztę materiału. Rozpiął sobie spodnie.
Kimiko spojrzała w górę, na sufit, który przecinały zygzaki żłobień dokonanych przez korniki. Sufit wyglądał, jakby miał się zawalić w każdej chwili.
Tymczasem Chase wsunął się w nią bez oporów.
On wydał jęk zachwytu, ona nawet nie mrugnęła. Przynajmniej jedno odczuło przyjemność, zażegnało tęsknotę i poczuło się jak wyzwolone zwierzę.
Wojownik zaczął się w niej ruszać. Nie potrafił być spokojny. Chciał brać ją gwałtownie, ale z uwagi na wyjątkowość tej chwili wolał nie dochodzić przedwcześnie. Pragnął nacieszyć się dziewczyną jak najdłużej.
– Moja Kimiko…
Niestety nie dane mu było długo być szczęśliwym. Jak tylko bowen przyjrzał się twarzy niebieskookiej, zastygł w bezruchu.
Nawet na niego nie patrzyła. Miała wzrok zwrócony na ścianę przy łóżku. Nic na niej nie było, a jednak tam wlepiała swe oczy zamiast w niego.
Chase poczuł się szczególnie dotknięty. Urażony.
Japonka ignorowała go. Nie reagowała na to, co jej robił, nie współuczestniczyła w akcie, w której on śmiale okazywał swoją miłość.  Był pewien, że się to zmieni, kiedy już się ze sobą scalą. Nikt im nie przeszkadzał, byli sami. Powinna się dla niego więc otworzyć, przecież nic jej przy nim nie groziło.
Co ci jest? Dlaczego taka jesteś? – zapytał po długiej ciszy.
Ona mu jednak nie odpowiedziała. Może sama nie znała odpowiedzi, a może jego słowa do niej nie docierały. Jej usta były zamknięte na wszelkie słowa od początku ich spotkania.
Wojownik spróbował to zwalczyć. Spróbował raz jeszcze podejść dziewczynę, nie poddawać się jeszcze.
Podniósł wyżej jej nogi, znalazł nową pozycję. Złożył smutny, ale pełen nadziei pocałunek na pomyślne zakończenie. Na zwycięstwo. Nie zdażyło się jeszcze aby on, Chase Young, nie uwiódł w łóżku kobiety i nie rozbudził jej.
Dołożył większych starań, skorzystał z tajnych broni, jednakże nic nie pomogło na przypadek Japonki.
Była zimna jak lód.
Nieczuła jak trup.
– Co ci jest, do cholery?! – Wojownik nie wytrzymał. Tego było już po prostu za wiele.
Ale nawet krzyk nie pomógł. Kimiko jedynie przekręciła głowę na drugi bok, bo szyja zaczęła jej drętwieć. Nie zdradzała czy o czymś myśli. Była smutna, ale czy ten smutek wiązał się z czymś konkretnym?
Chase pokręcił głową, doznając poczucia winy.
Przepraszam… przepraszam – wyszeptał, łagodząc swój ton. – Nie chcę na ciebie krzyczeć. Wybacz.
Spojrzał głęboko w jej niebieskie oczy, które go omijały. To nie było to, co chciał osiągnąć i od niej otrzymać. Szybko to zrozumiał, choć z bólem.
I nie chcę cię brać w ten sposób – obwieścił, następnie wysunął się z niej tak prędko, jak wcześniej w nią wszedł. Nie było najmniejszego sensu iść w zaparte i kontynuować to nieudane zbliżenie. Przeszła mu ochota, a i tak nie było szans na to, aby doszedł przy takim zaangażowaniu partnerki.
Wstał i zapiął sobie spodnie. Kimiko obudziła się do tego stopnia, aby również się podnieść. Siedząc na łóżku, poprawiła sobie kimono. Miała powolne ruchy jak u ślimaka. Nie odzywała się, nie czuła, ale wykonywała pewne działania, choć z trudem, niczym kobieta po wypadku. Chase patrzył, jak doprowadza się do ładu, jak gdyby nigdy nic.
– Jak możesz nic nie czuć? Jak możesz d o  m n i e  nic nie czuć?

Fever of love is a pain,
Only sometimes a salvation.
My fealings are mine salvation

***

Zabieram ją do domu.
Lord Heylinu obwieścił swoją decyzję stanowczo, mimo niezadowolenia, które rozdzierało jego serce po nieudanym stosunku. Jeszcze nigdy dotąd nie został niezaspokojony. Teraz poznał  jak nieprzyjemnie jest mierzyć się z tym uczuciem i bólem pękających jąder.
Otoczona wojownikami Herine mogła tylko stać i obserwować, jak rzeczy dzieją się wokół niej bez jej udziału. Przestała liczyć na nagrodę.
Wasza Wysokość, ja bardzo przepraszam! Ja nie wiedziałam, kim ona jest!
Herine upadła przed księciem na kolana i zaczęła ronić łzy do jego butów. Jedyne, czego teraz pragnęła, to tylko wybaczenia. Widziała po władcy jego zły humor. Wiedziała też, jaką prawdziwą wartość ma niebieskooka. Obawiała się kary za swoją wcześniejszą niewiedzę, dlatego też szukała sposób na wybawienie się z opresji.
W tym samym momencie, kiedy Herine się płaszczyła, Kimiko dołączyła do nich. Bezszelestnie weszła do pokoju, ale Chase wyczuł od razu jej zimną obecność. Spojrzał na nią przejęty, ponownie z promykiem nadziei w oku.
Ale Japonka nie odwzajemniła.
Herine wstała, kiedy zobaczyła kątem oka, że dziewczyna się do niej zbliża.
– Pragniesz się ze mną pożegnać? – zapytała przy władcy. – Zawsze starałam się traktować cię jak najlepiej. Byłaś dla mnie jak córka.
Pogłaskała Kimiko po twarzy, która z racji swego stanu nie mogła zaprzeczyć kłamstwom Herine. Patrzyła na nią szerzej otworzonymi oczami. Zdawała się jakby wszystko dokładnie lustrować. Siwa kobieta gotowa była wykorzystać sytuację młodej, aby się ratować.
– Teraz pójdziesz z nim. To do niego należysz.
Herine przekazała dłonie Kimiko Chase’owi. Jednakże kiedy ten wyciągnął po nie ręce, dziewczyna natychmiast zabrała je do tyłu, by uniknąć dotyku. Dała znać, że pojęła, co się dzieje, i że niepokoją ją te plany. Znów schowała się za Herine, szukając u niej jakiejś kryjówki, ale przerażona nieprzychylnym spojrzeniem lorda kobieta odtrącała ją jak tylko mogła.
– Zostaw mnie…
Chase zbliżył się do niebieskookiej, by zadać smutne pytanie.
Nie chcesz wracać ze mną do domu?
Dziewczyna nie udzieliła odpowiedzi. Zgarbiona trzymała głowę spuszczoną. Była zwrócona do wojownika, jakby uczestniczyła w rozmowie, ale wzrok był na ziemi, zamiast łączyć się ze wzrokiem mężczyzny.
Czy byłaś z nią u lekarza? – spytał Chase siwą kobietę.
U lekarza…? – Herine wystraszyła się. Nie chciała na to odpowiadać, ale musiała. – Panie… Ja przepraszam, ale przez cały ten czas traktowałam ją jak przybłędę. Bezdomną. Jak... Nikogo… W sensie… ona była dla mnie jak córka, ale bezdomni raczej nie mają dokumentów, bez których lekarz nie przyjmie. Do tego najbliższy lekarz jest daleko stąd, w dodatku jest drogi… Ja… Nie… Nie zabrałam jej do lekarza…
Nie zapewniłaś jej stosownej opieki, ale chciałaś uczynić z niej dziwkę. – warknął Chase. – Każę cię zabić.
– Nie! Błagam!
Herine upadła na kolana i zaczęła prosić o litość. Uklękły również Amaya i Sue, także zaczęły błagać, aby książę nie uśmiercał ich pani. Wszystko dlatego, że obawiały się tego, co się stanie potem. Wylądują na ulicy, nie będą miały się gdzie podać.
Swoimi słowami wpłynął na Kimiko. Poruszyła się, oraz stanęła bliżej przy Herine, jakby w obronie. Chase skrzywił się na to. Przestawał cokolwiek rozumieć. Jeszcze chwilę temu była chodzącym trupem, a teraz okazywała słabe, ale jednak, przejęcie pod postacią protestu.
Chase musiał dać krok w tył i to uszanować.
Jak widać udało ci się pozyskać łaski mojej pani… – rzekł do Herine z dezaprobatą. – Nie spotka cię więc kara.
– Dziękuję!
Herine padła władcy do stóp i zaczęła składać mu na nich pocałunki. Zabrał nogi, oddalając się. Choć cenił sobie wdzięczność, nigdy nie lubił takiego bliskiego kontaktu ze ścierwami.
Zbliżył się za to do Kimiko. A zatem stąd wzięła się jej ksywka Zamrożony Kwiat. Strasznie ubolewał nad tym, że spotkało ją coś takiego. Choć nie miał nic przeciwko temu, aby straciła pamięć, brak uczuć zupełnie nie wchodził w gre, jeśli oboje mieli być ze sobą szczęśliwi. Trzeba było coś z tym zrobić.
– Niech pałacowy medyk ją natychmiast zbada! – rzucił rozkazem w stronę swoich żołnierzy. Para z nich wyszła na zewnątrz.
Chase popatrzył na Kimiko. Pogładził ją po policzku, jednocześnie składając niewypowiedzianą obietnicę.

Obietnicę, że wszystko wróci do n o r m y.

No comments:

Post a Comment