Sunday, July 30, 2017

Sponsor by Rouge

I kolejna historia od Rouge! Dziękujemy serdecznie, a przy tym liczymy na kolejne opowiadania, które ubogacą Chamiko Bibliotekę! <3

Nie przeciągając, czytajcie! :D

Nie wiesz czemu
Stajesz przed lustrem
patrzysz za daleko w przód


Nie wiesz czemu
Dzwonisz i wołasz
czujesz zbyt wiele,
zamiast zapomnieć,
odpuścić,
dać umrzeć


Zostałam wyrzucona ze świątyni Xiaolin.
Co za nonsens, powie ktoś.
Co za paranoja, uznam zgodnie.
Niedorzeczność i niesprawiedliwość, a jednak rzecz się stała. Na dodatek nie dało się tego odwrócić.
Jeszcze tego samego dnia, kiedy Mistrz Fung oznajmił mi, iż nie mogę dłużej pełnić rolę mniszki, posłano mnie do pokoju, bym spakowała swoje rzeczy. Przykrość w jego oku był aż za bardzo udawana na pierwszy rzut oka. Powód był prosty. Wydarzyła się pomyłka. Skandaliczna, nikt w życiu nie pomyślałby nawet, że coś takiego może się naprawdę stać. Objawił się inny smok ognia. Chłopak z Australii, lat niespełna osiemnaście. Posiadł większy talent we władaniu płomieni, lecz nie to sprawiło, że odebrano mi tytuł. Stare, zakurzone, durne prawo xiaolińskie mówiło, że jeśli pojawią się dwa smoki, to decyduje prawo zwycięstwa w pojedynku. Ponieważ drugi smok ognia nie był szkolony, nie było mowy, aby stanął ze mną do pojedynku. Fung przeszedł więc do drugiego punktu, który głosił, że awaryjnie decyduje płeć. Mężczyzna posiada w spojrzeniu Buddy większe prawo do jego darów. To wystarczyło, aby upadła cała moja kariera, abym straciła w jednej chwili dom, przyjaciół i całe dotychczasowe życie.
Niech będzie pieprzony najświętszy Budda i ten kto pisał jego prawa.


***


Powróciłam do mojego domu w Japonii. Niestety zastało mnie chłodne powitanie. Ojciec nie mógł zrozumieć, jak jego jedyna córka, oczko w głowie, skarb i jeszcze księżniczka, mogła polec z jakimś Australijczykiem. Wyśmiał prawo, obrawszy stosunek do Buddy podobny do mojego. Przeklął Chiny i nazwał zacofanym krajem. Potem mnie rozczarowaniem.
Czułam się z tym bardzo źle. Nigdy nie chciałam go zawieść, choć nigdy też nie czułam, żeby kiedykolwiek był zainteresowany moją xiaolińską karierą. Najbardziej jednak dokuczało mi to, że zostałam wyrzucona tuż przed egzaminem dojrzałości. Nie wiedziałam, co począć dalej mam ze swoim życiem. Od nadmiaru smutnych uczuć nabierałam weny na pisanie wierszy. Ale gdzie mi tam do wyrażania swoich myśli. Śmiech na sali.
W domu nie odnajdywałam spokoju. Ojciec nie dawał mi spokoju, gdzieś przepadła jego potulność. A może to moja obecność była dla niego nieznośna? W końcu nie było mnie tyle lat. Musiałam zakłócić równowagę jego życia, bo nie przestawał napominać mi, że nie wolno mi tak po prostu siedzieć w domu, żalić się nad sobą, i nic nie robić. Wyganiał mnie do pracy.
Pracy.
Nigdy nie sadziłam, że będę zmuszona kiedyś szukać pracy.
Może jedynie jako dziecko wyobrażałam sobie, że zostanę projektantką mody wytaczającą nowe trendy, albo przynajmniej producentką domu mody z moim analitycznym, mimo że nigdy nie zbadanym na rynku umysłem. Realia teraźniejszości były jednak surowe. Nie pozostawiały złudzeń, że nie mam szans zostać nikim z powyższych.
Jakie ja miałam wykształcenie?
Podstawówka. Sześć lat nauki Kung Fu, które ma się nijak do zawodów świata cywilizowanego i nowoczesnego. Włączałam się w rynek z pustym bagażem doświadczeń. Genialnie niepraktyczne.
Dzięki Mistrzu Fung za bezcenne przygotowanie mnie do życia.
Życie to piekło, o którym często nie zdajemy sobie sprawy. Jest brutalne i dość łatwo idzie się o tym przekonać. Dotąd chowano mnie w swego rodzaju kloszu, który chronił mnie przed jego ciężkością. No bo jak mogę nazwać małe sparingi z  czarnymi charakterami, parodiującymi tak naprawdę zło swoimi ekscesami? Może poza jednym kolesiem. Chociaż nie. On nosił długie włosy w XXI wieku, nie będąc gejem. Średniowieczny typ czarnego charakterka, który nieumiejętnie próbował odnaleźć się w nowoczesnym świecie. Nadal nie wiem, czy mu to w końcu wyszło.
Nie wiedząc co ze sobą począć większość dni postanowiłam spędzać poza domem w galeriach handlowych z przyjaciółką o imieniu Hikari. Przynajmniej tyle mogłam dla siebie zrobić – odnowić kontakt ze starymi znajomymi. Nie ze wszystkimi mi się co prawda udało, ale dzielnie próbowałam, żeby tylko nie musieć słuchać ojca.
Hikari była mi rówieśniczką. Ładną z twarzy, ale przydałoby jej się zgubić parę kilogramów. Nie miała jednak kompleksów i uważała, że nadmiar tłuszczyku to wabik na mężczyzn. Nie wiem czy to by się sprawdziło w moim przypadku i wolałam tego nie sprawdzać. Czy Hikari była inteligentna? Inaczej bym z nią nie rozmawiała. Choć nie, to zły argument. Potrafiłam rozmawiać z takimi niedorozwojami jak Rai. Ale tak, Hikari umiała myśleć logicznie. Zwierzając się jej liczyłam na dobrą radę. Nie raz udowodniła, że potrafi pocieszać, przynajmniej taką ją zapamiętałam. Liczyłam, że się to nie zmieniło.
Usiadłyśmy w lodziarni i zamówiłyśmy po zimnych napojach. Było nam razem miło. Nasze smartfony spoczywały w naszych torebkach. Przynajmniej mój, bo ona do swojego co rusz zerkała.
– To straszna kicha, że cię wyrzucili. Co za popaprane zasady – mówiła Hikari.
– Ta. Ale mówią, że to ja jestem dziwna. Najgorszy jest jednak mój ojciec. Nie wiem jak go wytrzymać.
– Nie chce ci dać spokoju z tą pracą? – Spytała.
– Nie. Mam znaleźć prace i utrzymać na siebie. A czuje się jeszcze taka młoda… Powinnam  cieszyć się młodością, chodzić na dyskoteki, robić sobie masę selfie w ciągu dnia i martwić się wyłącznie tym, ile zjadam kalorii. To nie fair.
– Nie fair. I to bardzo. O, momencik. – Hikari niespodziewanie przerwała, bo  dostała kolejną wiadomość, na którą musiała koniecznie odpisać już w tej chwili. Zaintrygowała mnie.
– Z kim ty tak ciągle rozmawiasz?
– Z mężczyznami, a z kim niby? – Odpowiedziała w sposób, jakbym powinna była się tego od razu domyślić.
– Z kilkoma naraz? – Dopytywałam.
– A nie wolno? Och moja kochana Kimiko. Naprawdę widać, że wyrwałaś się z jakiegoś zacofanego zakątka. Dzisiaj pisanie tylko z jednym facetem to jednym słowem żal.
Zabrakło mi słów, by to skomentować.
– Kimiko jesteś dziewicą, prawda? – Spytała mnie z zaskoczenia.
Popatrzyłam na nią zszokowana jak na kogoś do granic bezczelnego.
– A co to ma do rzeczy, przepraszam bardzo?
– Nie unoś się. – Hikari zaczęła mnie uspokajać. – Widzisz, może mogłabym ci zaoferować pewną robotę… Popatrz, chcę ci coś pokazać.
Przysunęła się do mnie bliżej z telefonem w ręku. Coś tam wpisywała, a ja cierpliwie czekałam niczego się nie domyślając. Zastanawiałam się jak dziewictwo ma się do propozycji pracy.
Podstawiła mi telefon pod nos. Na wyświetlaczu zobaczyłam stronę internetową z mnóstwem zdjęć różnych dziewczyn, zatytułowaną „Sprzedam cnotę”. Hikari weszła w dział „Azjatki” i tam pokazała mi siebie. Widniał jej opis charakteru, wyglądu, oraz również wisiało parę zdjęć jej ubranej w seksowną bieliznę. Nie potrzebowałam więcej informacji, by wiedzieć,co to jest, i że moja koleżanka upadła na głowę.
– Wystawiłaś swoją cnotę na sprzedaż? Czy ty zwariowałaś?!
– Uspokój się to nic złego. Mamy XXI wiek, dziewczyny teraz tak robią. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jakie pieniądze można na tym zarobić. Słuchaj, to ogłoszenie wisi zaledwie dzień i już miałam kilkanaście ofert z czego jedna była aż za piętnaście tysięcy dolarów!
– To straszne! – zawołałam, zapominając, że nadal jesteśmy w miejscu publicznym. – Chcesz się sprzedać jakiemuś facetowi, którego nawet nie znasz? A jak to jakiś stary, obleśny zboczeniec? Wiesz czym ryzykujesz?
– Ale mówiłam ci nie panikuj. – Hikari wiedziała swoje. – To ty ustalasz warunki odnośnie wszystkiego. Jaka pozycja, w jakim miejscu. Mówisz, że mają być gumki, albo żądasz badań na HIV, oraz czy zgadzasz się na jakieś zabawki, czy też nie. Jest bardzo dużo kolesi, którzy noszą wibratory w kieszeni i tylko szukają laski, której mogą go wsadzić. Jest to bardzo łatwy hajs i ja nie uważam, żeby było to coś złego. No bo pomyśl. Masz możliwość dobrego startu, naprawdę dobrego startu, który pozwala ci być niezależną na dość długi czas. Wolisz oddać cnotę tak za darmo, tak po prostu? Czy nie lepiej już mieć z tego jakąś korzyść materialną? Zastanów się.
– Nie. Nie chcę o tym myśleć, to głupi pomysł. – Zawyrokowałam. Słowa Hikari były dla mnie oburzające. Chciałam się oburzać.
Hikari wywróciła oczami.
– Ale założę ci profil.
Wariatka.
– Co? Po co?
– Tak dla eksperymentu. Luz, stara, luz. Popatrz, rejestrujemy się tutaj…
Hikari poprosiła mnie o dane. Nie wiedząc czemu, przystałam na to. Chyba z czystej ciekawości, albo żeby mnie z tym nie dręczyła. Nie miałam najmniejszego zamiaru się tam później logować. Tak czy inaczej pozwoliłam, aby dała mi nick „NiebieskieOczko”. Podałam też wiek, wagę, wzrost. Tylko zdjęć nie wrzuciła, bo zwyczajnie nie było jakich. Już po chwili jednak pojawiła się nowa oferta cnoty w internecie od Azjatki z krótkim opisem, że jestem młodziutką Japonką bez doświadczeń, szukającą mężczyzny na jedną noc, który zechce wziąć sobie moją cnotę. Hikari ustaliła mi cenę wyjściową pięć tysięcy. Pewnie specjalnie po to, by pobudzić mój apetyt.


Nie wchodziłam później w ogóle na tę zboczoną stronę. Wyrzuciłam z siebie myślenie o niej. W przeciwieństwie do Hikari nie straciłam głowy. Pomysł, żeby sprzedać cnotę jakiemuś fagasowi zwyczajnie mnie obrzydzał.
Żeby nie musieć o tym myśleć zaczęłam szukać pracy, chodząc po różnych sklepach. Wypytywałam czy nie szukają kogoś do pomocy. Miałam szczęście, bo wszędzie były jakieś oferty. Problem w tym, że kiedy pytałam, ile płacą za godzinę, załamywałam ręce. Wszędzie proponowali mi najniższą krajową. Wszystkich pogrzało.
Wracałam do domu zmęczona. Nie sądziłam, że szukanie pracy może być takie trudne. Na razie nigdzie nie zostawiłam nigdzie swojego CV. Musiałam to wszystko przemyśleć. Liczyłam, że są jeszcze jakieś inne formy zarobku, niż stanie na kasie, albo układanie towaru. Kompletnie się w tym nie widziałam. Ja. Kimiko Tohomiko, smok ognia z klasztoru Xiaolin. Nie raz broniłam świata przed złem i co mi z tego przyszło?
Co mogę robić po takim klasztorze? Chyba tylko występy z ognistymi sztuczkami.
Niestety w domu nie mogłam usiedzieć długo. Ojciec z każdym kolejnym tygodniem stawał się coraz bardziej nieznośny.
– Masz znaleźć sobie pracę. Jesteś dorosła, nie będę cię utrzymywać. – Dukał.
Za dnia uciekałam do Hikari. Przyjaźniłam się z nią, choć z trudem patrzyłam na to, co wyprawia.
– Dziś się umówiłam. – Powiedziała w trakcie naszej wizyty w kafejce. Na wieść o tym, aż zaprzestałam jedzenia lodów. Obijanie się i pożeranie kielich lodów za kielichem stanowiły moją najczęstszą formę spędzania dnia.
– Z kolesiem, który chce twoją cnotę? – Zapytałam. Szokowała mnie ta wiadomość oraz niepokoiła.
Hikari zakiwała głową. Była bardzo zdenerwowana. Widać było po niej, że strasznie obawia się tego, co może się stać. A ja razem z nią, bowiem w końcu chodziło o moją przyjaciółkę. Chciałam być solidarna z nią w tym czasie, w którym mnie potrzebowała, choć nie wiedziałam do końca w jaki sposób to robić. Najchętniej wzięłabym ją gdzieś na plac treningowy i tam nastukała do łba, że źle postępuje. Mistrz Fung tak z nami postępował – ze mną i z moimi starymi kolegami. Tylko że nie byłam z Hikari na terenie klasztoru, a w świecie cywilizowanym, gdzie zwyczajnie mi tego nie wypadało robić.
– Wzięłam tę ofertę za piętnaście tysięcy. – Odpowiedziała Hikari. – Była najwyższa. Koleś dodał, że jeśli ubiorę czerwone majtki dołoży jeszcze tysiaka.
Oczy zrobiły mi się większe.
– No proszę…
Nie pochwalałam tego. Naprawdę nie pochwalałam. Nie mogłam jednak nic zrobić, musiałam spróbować jakoś wesprzeć w tym wszystkim przyjaciółkę. Nagle Hikari wyciągnęła pod spodem kopertę.
– Już mi zapłacił. – Pokazała pod stolikiem część skrzętnie ukrywanych pieniędzy. Ja bym bała się z taką gotówką poruszać się po mieście.
– Gdzie się umówiliście?
– W hotelu. Daj spokój, bałabym się pójść do jego mieszkania.
– Hikari tylko uważaj… – Poprosiłam ją, czując się na bez siłach. – Nie wiesz co to za typ. A jeśli cię skrzywdzi?
– Mam gaz pieprzowy w torebce. Do tego chciałam cię poprosić żebyś ze mną poszła. Będzie mi raźniej, jeśli będę wiedzieć, że gdzieś czekasz przed hotelem na mnie.
– Jasne, nie ma problemu. – Zgodziłam się. Gdyby mi tego nie zaproponowała, sama bym to za nią zrobiła. Byłam z jednej strony ciekawa, jak ta sprawa może się potoczyć, jeśli Hikari dobrnie do końca.
– Czytałam trochę o tym rozdziewiczaniu. – Zagadnęła z innej beczki. – Tak wiesz, żeby się lepiej przygotować i dowiedzieć się więcej. Podobno pierwszy raz boli. Boje się tego bólu.
– Nie wiesz tego, czy będzie boleć. W Internecie piszą różne rzeczy.
– Ale  o tym laski piszą prawie cały czas! Jeszcze dużo zależy od tego, czy jest się spiętym, czy rozluźnionym. Wiadomo, jak się nie spinasz, łatwiej wchodzi. A ja już teraz jestem cała spięta. Mam nerwy…
– Nadal możesz zrezygnować.
– I oddać taką kasę? W życiu! – Prychnęła Hikari. – Mam tylko nadzieję, że ten mój partner będzie jakiś w porządku. Chciałabym uniknąć bólu. Czytałam też, że cały stosunek może boleć i to bez względu na to, czy laska jest dziewicą, czy nie. Dużo zależy od długości penisa.
Popatrzyłam na Hikari prawie jak totalny nieuk. Będąc w klasztorze nie interesowałam się za bardzo seksem, męskimi narządami, ani w ogóle żadnymi podrywami. Skupiałam się za bardzo na treningach, stąd mój brak zainteresowania i brak aktywności w Internecie. Nie szperałam w google w poszukiwaniu odpowiedzi, ani tym podobnych do spraw damsko-męskich. Poniekąd dlatego, że chciałam uniknąć popędu. Byłam otoczona samymi facetami. Tego by tylko brakowało, aby nagle obudziła się we mnie jakaś chęć współżycia. Kto wie, gdzie by mnie nogi powiodły.
– A jaśniej? – Zapytałam. Nie byłam dłużej w klasztorze, mogłam więc przy Hikari nadrobić braki w normalności.
– No wiesz jak zbudowana jest pochwa? Mamy taki tunel, który się kończy takim punktem zwężającym. Szyjką. Jest za ciasna, żeby coś przez nią przeszło, ale jeśli penis jest w stanie tam dotrzeć, to boli niesamowicie… W sensie, kiedy o nią uderza to boli. Ciekawi mnie teraz jakiego będzie miał ten fagas. Pewnie śmiesznie to zabrzmi, ale oby małego. Im mniej poczuje, tym lepiej to zniosę.
Przytaknęłam tylko, by dać znać, że jestem obecna i że słucham. Kątem oka rozejrzałam się po restauracji. Na szczęście nikt nas nie podsłuchiwał. Nasze rozmowy były dość prywatne a ludzie mają dziś za długie uszy.
– Penisy są brzydkie – uznałam szczerze.
Tak. Penisy są brzydkie i nigdy mi się nie spodobają. Uważałam, że co jak co, ale to, co kobieta ma między nogami jest o wiele ładniejsze.
– Nie powiedziałabym, że brzydkie… Ale śmieszne. – Zachichotała Hikari.
Nie. One po prostu są dziwaczne i brzydkie. Nigdy żadnego nie chciałabym dotknąć. Nawet w stosunku z własnym mężem. Powiedziałabym, że ma wkładać i nawet mi go na oczy nie pokazywać.


***


Hikari miała zjawić się w hotelu o godzinie dwudziestej. Jej sponsor czekał już na nią w środku. Odprowadziłam ją do samych drzwi. Przez całą drogę aż do końca nie przestawała się trząść. Była rozdygotana i przestraszona. Też bym pewnie była na jej miejscu. Ubrała się ładnie wymalowała i wyperfumowała. Założyła na siebie granatową, błyszczącą sukienkę, a zapuszczane latami do pasa włosy rozpuściła, by kołysały się delikatnie jak czarna zasłona. Stwierdziłam, że makijaż zrobiła sobie zbyt mocny, ale mimo wszystko wyglądała ponętnie. Prawie jak diva. Na to wszystko ubrała kompletnie nie pasującą kurtkę z cienkiego, dżinsowego materiału. Prawdopodobnie po to by wkupić sie w tłum. Zabezpieczyła się w gumki, w razie gdyby sponsor sam ich zapomniał.
– No to idę. Trzymaj za mnie kciuki. – Poprosiła przed przekroczeniem drzwi. Kilkoro osób kręciło się na dziedzińcu przed hotelem, ale nie zwracałyśmy na nich uwagi. Mimo że na ich oczach jedna dziewczyna wypuszczała drugą, ubraną wyzywającą do hotelu.
– Powodzenia.
Nie powstrzymywałam jej. Życzyć powodzenia to wszystko, co mogłam zrobić. Nie licząc jeszcze trzymania kciuków i czuwania na zewnątrz.
Weszła do budynku. Drzwi się za nią zamknęły i nie mogłam dłużej śledzić jej kroków. Znalazłam sobie ławkę przed hotelem i na niej usiadłam, by zaczekać na nią. Dopiero wówczas do mnie dotarło, jaka jest odważna, oraz jak bardzo ceni sobie swoją niezależność. Nie widziałam jej przez następne dwie godziny. Bardzo długie godziny.
Czas, jaki tam spędziłam, strasznie mi się dłużył. Ale czekałam na Hikari i wypatrywałam jej bez ustanku. Na przemian odchodziłam od zmysłów – tak strasznie się martwiłam, czy nic jej nie jest i jak sobie radzi. Był taki moment, że zwątpiłam w jej powrót. Prosiłam tylko o to, aby tam nie zginęła. Nie miałam jak się z nią skontaktować, nie wiedziałam kompletnie, co się dzieje w środku. Miałam tylko nadzieję, że nie stało się nic niedobrego… W razie czego gotowa byłam dzwonić po gliny.
Szkoda, że nie mogłam jej pożyczyć żadnego Wu do obrony.
W końcu parę minut po dwudziestej drugiej, Hikari wyszła z hotelu. Akurat, gdy zaczęło się robić strasznie zimno. Odetchnęłam na jej widok, ale zaraz po chwili wystraszyłam.
Była cała zapłakana.
Strugi makijażu spływały grubymi rzekami po jej policzkach. Włosy miała w nieładzie, jakby ktoś ją szarpał. Ubranie było pogniecione i ewidentnie założone w pospiechu.
Od razu pomyślałam o najgorszym.
Skurczysyn.
– O mój Boże, Hikari!
Podbiegłam do niej, zrywając się jak poparzona. Wzięłam ją w objęcia. Nadal się trzęsła, była wystraszona. Sprawiała wrażenie słabej i jakby przeszła przez nieszczęście. Sama przy niej słabłam.
Wiedziałam. Wiedziałam, że to się tak skończy.
– Co się tam stało? – Dopytywałam.
– Nic…
– Jak to nic? To czemu płaczesz? Mam dzwonić na policję?
Mój telefon był w pogotowiu. Sama jeszcze chciałam pójść i nakopać zboczeńcowi do dupy.
– Niee, co ty… – Hikari zaczęła mnie uspokajać. – Po prostu… Po prostu nie wiedziałam, że to aż tak boli…
Zgłupiałam.
Więc to o to chodziło? To tyle? Spodziewałam się najgorszego, naprawdę gotowa byłam pójść i piec czyjeś jaja na ogniu.
Ale dobrze, że stało się inaczej. Hikari nie stało się nic złego wbrew temu, co mógł sugerować jej tragiczny wygląd. Kamień spadł mi z serca. Co prawda nie cieszyłam się, że koleżanka doświadczyła cierpienia, ale przynajmniej wiedziałam, że nie wydarzyła się żadna tragedia.
Zastanawiałam, czy nie byłam zbyt przewrażliwiona.
Oraz czy z góry nie miałam już wybudowanej pewnej zbyt złej opinii na temat tych sprzedaży, która mnie gubiła.
Może świat i życie, w którym wprawdzie nie uczestniczyłam przez ostatnie lata, wcale nie był taki zły i podstępny? Może, wbrew wszelkim pozorom, oraz temu, co wpajał mi do głowy zdradziecki Fung, było mniej zła na świecie. W końcu, gdyby znów wspomnieć przeciwników z jakimi się zmagałam, zło wydawało się być stękającym inwalidą.
– Wiedziałam, że on lubi ostry seks – opowiadał Hikari – ale nie sądziłam, że ostry seks jest aż tak ostry. Ale nic. Nie było tak źle…
Pierwszy raz Hikari tak właśnie wyglądał. Był ostry i krótki, ale pobyli ze sobą trochę, wzięli kąpiel i coś zjedli. Zdradziła mi, że nie doszła, oraz że jej partner miał naprawdę wybujałą wyobraźnię. Proponował jej bardzo wiele, aż zbyt wiele. Uznawał jednak jej wolę i szanował odmowę. Odprowadziłam ją do domu, niczego nie komentując. Miałam mętlik w głowie. Słowa Hikari zdawały się nie kończyć. Były jak klasztorne kazania a nawet gorzej. Nie wiedziałam, co do końca o tym myśleć. Hikari przez całą drogę szeleściła zarobionymi pieniędzmi. Szczerze powiedziawszy, zazdrościłam jej trochę tego szybkiego zarobku.


***


Przez następne dni Hikari chwaliła mi się swoimi nowymi, drogimi ciuchami. Nie ukrywałam tego, że jej zazdrościłam. Miała wszystko, czego chciała. Zarobiła i mogła robić z tymi pieniędzmi,co jej się żywnie podobało. Nikt nie mógł się czepiać. I nikt nie mógł jej zarzucić, że jest na czyimś garnuszku, bo nie była.
Mój ojciec z kolei dręczył mnie i dręczył. W końcu, kiedy przyszedł rachunek za mój telefon, powiedział, że sama mam go opłacić, albo nie będę mieć telefonu. Zdenerwowałam się na niego tak bardzo, że wyszłam z domu. Spotkałam się z Hikari w parku.
– Umówiłam się jeszcze raz z Diegiem – poinformowała mnie.
– Mówicie sobie po imieniu?
– Ta. Diego jest dość sympatyczny. I hojny. Za każdy następny raz płaci mi po dwa tysiące.
Ale sponsor, pomyślałam.
– A ty? – spytała mnie Hikari. – Znalazłaś już sobie pracę?
– Złożyłam CV do jednego spożywczaka… Dwanaście godzin dziennie. Sto dolarów na tydzień.
– To śmieciowe pieniądze… – uznała Hikari, a ja nie miałam się jak z nią nie zgodzić.
– Wszędzie są takie same stawki.
– Naprawdę cię nie rozumiem, Kimiko. Jesteś piękniejsza ode mnie, masz zgrabne ciało, wyjątkowe oczy, kolesie pobiją się, żeby mój kupić twoją cnotę, a ty marnujesz taką okazje. Naprawdę chcesz stracić ją z jakimś kolesiem, który powie ci, że może cię kocha, ale tak naprawdę to za wiele nie zaoferuje? Naprawdę chcesz zmarnować taką szansę?
Nie umiałam się już dłużej kłócić z Hikari. Nie mogłam też przestać oderwać wzroku od jej ubrań i sposobu życia. Była wolna jak ptak. Niby niegodziwy zawód, ale jednak… kusił mnie swoimi możliwościami coraz bardziej. A może to jednak nie był aż taki zły pomysł? W końcu skoro wszystkie dziewczyny XXI tak właśnie teraz postępują, czemu i ja miałabym nie spróbować? W czym byłam gorsza? Xiaolin  nie podarował mi nic.
Tłumacząc sobie, że robię to ze zwykłych nudów, weszłam na stronę, którą pokazała mi Hikari.
Zalogowałam się.
Miałam kilka nieodebranych wiadomości od różnych facetów z różnych krajów. Niektórzy gotowi byli przyjechać do mnie aż z Europy. Każdy jednak wpierw żądał ode mnie zdjęcia. Mój profil był goły, wisiał tam tylko tekst i nikt nie wiedział, jak wyglądam. Szczerze bałam się wrzucić tam swoje zdjęcie. A co jeśli ktoś mnie rozpozna? Niby nie było takiej szansy, lecz co jeśli? Obawiałam się wstydu, czy tego, że prawda, co myślę zrobić, wyjdzie na jaw i dowiedzą się o tym moi znajomi. Co prawda straciłam kontakt z chłopakami z Xiaolin, ale nigdy nie wiadomo, czy ten kontakt nie odzyskam przez jakąś właśnie wstydliwą sytuację.
Stwierdziłam, że raz kozie śmierć.
Umalowałam się i ubrałam w jakąś krótką sukienkę. Była czarna, bez ramiączek, kupiona w drogim sklepie, kiedy było mnie jeszcze na to stać. Pachniała świeżością i brakiem używania. Ustawiłam oświetlenie w pokoju, po czym zrobiłam sobie parę zdjęć. Następnie wrzuciłam je na stronę i postanowiłam czekać.
Nie musiałam długo.
Jak tylko obudziłam się z rana następnego dnia, w mojej skrzynce odbiorczej widniało przeszło sto nowych wiadomości. Byłam zszokowana. Naprawdę miałam w czym przebierać. Nie sądziłam, że aż tyle mężczyzn będzie mną zainteresowanych. Podjęli nawet walkę o moją cnotę w komentarzach i zaczęli się licytować.
Czułam się dziwnie, czytając to wszystko. Prosili mnie o numer telefonu, o kontakt, o spotkanie, o pogadanie, czy o więcej zdjęć, najlepiej nagich. Każdy pisał mi, że jestem piękna, urocza, seksowna, zjawiskowa. Każdy słodził mi, komplementował i błagał, abym to jego wybrała. Byli jak banda spragnionych psów, śliniących się na kość.
Mężczyźni to smutny gatunek.
Tego dnia nie spotykłam się z Hikari i postanowiłam, że spędzę ten dzień w internecie. Musiałam dokładnie przejrzeć oferty, choć nie zamierzałam podejmować nadal żadnej decyzji. Wszystko robiłam z czystej ciekawości. Nie wiedziałam wciąż, czy chce to zrobić i sprzedać swoją cnotę. W końcu mowa była o moim pierwszym razie. Zawsze wyobrażałam sobie, że zrobię to z kimś, kogo kocham. Że będzie to magia chwili, coś spontanicznego… I że stanie się to nieco później, jak będę starsza. Nie wiedziałam, czy jestem gotowa na seks. Miałam osiemnaście lat, byłam dorosła, ale czy w pełni dojrzałam?
Jak zobaczyłam w dodatku, mężczyźni, którzy mi się oferowali, nie byli w moim wieku. Rekordzista miał sześćdziesiąt osiem lat. Byłam tym zdruzgotana. Nie chciałam iść z nikim starym do łóżka. Ta wizja powodowała u mnie odruchy wymiotne. Poszukałam kogoś młodego. Niestety nie wszyscy chcieli podawać swój wiek w infromacje na profilu, najmłodsi byli około trzydziestki. Tyle jeszcze ujdzie.
Postanowiłam dać sobie tydzień na podjęcie decyzji.
Po czym się zaśmiałam.
Wyśmiałam samą siebie, bo jednak pokusy wygrywały ze mną.
Dla pieniędzy postanowiłam rozważyć sprzedanie cnoty. Zarobek jako prostytutka nie obrzydzał mnie tak jak kiedyś za czasów Xiaolin.
W międzyczasie doszło kilka nowych ofert. Z niektórymi facetami, których uważałam za kandydatów porozmawiałam na czacie, by wybadać sytuację, spróbować ich trochę lepiej poznać. Wszystkich łączyło jedno.
Chuć.
Oni naprawdę cierpieli na jakąś chuć. Nie wiem, czy to za duża ilość pornosów tak na nich podziałała, ale pragnęli się za wszelką cenę ze mną ruchać.
Wahałam się pomiędzy trzema kandydatami. Tygrys_00, Barboniooo, Batman_291. Wszyscy trzej złożyli mi najwyższe oferty, bo po dwadzieścia tysięcy dolarów. Nawet wysłali mi zdjęcia swoich kutasów w stanie gotowości. Nie wiem po co, może liczyli, że się poślinię, czy coś, ale mnie brzydziło patrzenie na te zdjęcia.
Nie rozumiałam psychiki mężczyzn. Lubili chwalić się swoimi członkami i sądzili, że dziewczyny lecą na nie, jak na wyprzedaże.
Cały czas nie wiedziałam, czy chce iść z którymś  z nich do łóżka. Myślałam, czy by nie porozmawiać o tym z Hikari, ale uznałam, że to bezsensu. Wiedziałam, co powie. A ja chciałam usłyszeć jakieś argumenty przeciw. Chciałam naprawdę wiedzieć, czy mogę to zrobić bez żadnych konsekwencji. Czy nie stanie się nic złego, oraz czy będę w stanie z tym żyć. Owszem, zarobię niezłą kasę na start, ale co jeśli kiedyś zatęsknię za tą cnotą? Co jeśli kiedyś poznam takiego mężczyznę, że zakocham się w nim na zabój i zacznę żałować, że to nie jemu mogę się podarować? Nie wiem, może naczytałam się za dużo romansów, ale marzyła mi się jakaś taka magiczna chwila z drugą połówkę, w której się oddaje z miłości. I to ta druga połówka jest moim pierwszym. A zamiast tego, wchodziłam w brud.
Może życie nie zawsze jest dla każdego bajką.


***


Pewnego wieczoru napisał do mnie zupełnie nowy kandydat.
Uroczy//24.
Siadałam do laptopa z kubkiem gorącej herbaty z sokiem, kiedy zobaczyłam właśnie nową wiadomość, oraz zaproszenie do kontaktu.


Dam 100 tysięcy dolarów, żeby być twoim pierwszym.


Napisał mi tak w komentarzach pod moim profilem, gdzie trwała niekontrolowana przeze mnie licytacja. Skutecznie przepłoszył tym wielu innych klientów, ale jednego też wkurzył. Batmana_291, który do stu tysięcy dodał jeszcze pięć.  Uroczy//24 też się wówczas zdenerwował.
Przebił wszystkim i rozgromił, składając ofertę na dwieście tysięcy.
Pomyślałam, że to jakieś jaja. Kto normalny oferował by aż tyle pieniędzy? Mój profil w momencie stał się przez to niesamowicie popularny, pojawił się na stronie głównej, ale nikt już więcej nie składał ofert. Nikt nie był w stanie przebić takiej kwoty. Kilku załamanych mężczyzn, którzy zdążyli się na mnie napalić, w prywatnych wiadomościach błagali mnie, abym nie wybierała tej kasy i zdecydowana się pójść z nimi do łóżka za mniej. Próbowali przekupić mnie swoimi deklaracjami miłości. Naprawdę dzielnie walczyli.
Ale ja nadal nie wierzyłam w to, co się działo. Nie wierzyłam, żeby Uroczy//24 był prawdziwy. Postanowiłam pierwsza do niego napisać.


– Czy to jakiś żart? Takie fejkowe oferty są niezgodne z regulaminem serwisu...
– To nie żart. Dam ile trzeba, żeby cię mieć.
– Dlaczego tak…?
Chwila ciszy.
– Zakochałem się w tobie.
Przeczytawszy to, parsknęłam śmiechem. Kolejny do listy, który leci na mój wygląd, gardząc moją osobą.
– Nie ty pierwszy… Wszyscy mi tak piszą…
– Ale nie każdy jest gotowy tyle ci dać.
– To tylko cnota… Jesteś pewien, że chcesz aż tyle zapłacić?
Znów zapadła cisza. Trochę poczekałam na jego odpowiedź.
– To  t w o j a  cnota. Tak,  jestem pewien.
Zupełnie nie wiedziałam co o tym myśleć. Wzięłam kubek i napiłam się trochę herbaty w nadziei, że pomoże mi wziąć to na sprawny osąd. A co jeśli to jakieś fejkowe konto i ktoś sobie ze mną pogrywa?
Chociaż ja się nie odzywałam, Uroczy//24 wytrwale do mnie pisał. Oboje mieliśmy możliwość sprawdzenia, czy jesteśmy online. Cały czas wpatrywałam się w zieloną kropkę informującą o jego statusie i czekałam aż zniknie. Z jakiś niewyjaśnionych powodów wolałam, żeby Uroczy przepadł. Co dziwne, bo przecież oferował mi taką ilość pieniędzy, że mogłabym naprawdę świetnie wystartować w życiu.
Wnet napisał.
– Dam ci połowę przed, połowę po stosunku.
Hm, próbuje się zabezpieczyć. Czyli faktycznie może być w posiadaniu takich pieniędzy.
– Nie ma problemu. Zapewniam, że jestem dziewicą.
– Nie wątpię.
Człowiek wzbudzał we mnie dziecięcą ciekawość. Strasznie chciałam dowiedzieć się kim jest. Przede wszystkim, jak wygląda? Od tego postanowiłam zacząć.
– Czy mogę dostać od ciebie jakieś twoje zdjęcia? Chciałabym cię zobaczyć.
Kiedy to napisałam, znów wlepiłam wzrok w zieloną kropkę. Długo czekałam na odpowiedź, bo Uroczy milczał. Pomyślałam, że pewnie poszedł cykać dla mnie jakieś fotki.
Ale kiedy minęła zbyt dużo czasu, zmartwiłam się, że go wystraszyłam i uciekł.
– Halo?
Pomyślałam już, że to tyle. Tyle z Uroczy//24. Już miałam zamknąć chat, kiedy przyszła krótka i jednoznaczna wiadomość.
– Nie.
– Dlaczego nie?
– Szanuję sobie swoją prywatność.
Co to za wymówka? Czyżby był brzydki?
– No… dobrze…
Postanowiłam nie kopać głębiej. To i tak nie mi powinno zależeć, ale jemu. Przy takim rozgłosie, jaki mi narobił, mogę spokojnie przebierać. Co prawda nikt nie oferował drugie tyle…
Niespodziewanie znów napisał.
– I mam warunek.
– Jaki?
Byłam pewna, że chce, abym ubrała coś szczególnego. Nie spodziewałam się jednak tego.
Musisz nosić przepaskę na oczy.
On zwariował? Mam nic nie widzieć?
– Mam nic nie widzieć?
– Dokładnie.
Zwariował.
Albo jest zboczeńcem, który chce mnie porwać.
– Ale… cały czas?
– Tak. Od początku do końca. Dopiero, gdy opuszczę pokój, będziesz mogła ją zdjąć.
Czyli mam uprawiać seks z widmem. W ogóle mi się to nie podobało. W tym momencie chciałam zrezygnować.
 Mogę wiedzieć… czemu tak?
– Prywatność.
Krótko odpowiedział. Denerwował mnie. Miałam dziwną chęć być dla niego niemiła.
Wtedy coś głupiego strzeliło mi do łba.
– Czy my się znamy?
Musiałam o to zapytać, bo było to kluczowe. Tylko tak umiałam wytłumaczyć sobie te jego pragnienie zachowania prywatności. Przecież byliśmy dla siebie jak obcy ludzie. Mieliśmy tylko pójść do łóżka, nie było mowy o poznawaniu się. Czemu więc taka fobia, że to zaszkodzi jego prywatności? Wyjaśnienie podsuwąło mi się jedno. To ktoś z mojego grona znajomych. Ktoś dowiedział się, że planuje coś tak haniebnego i przyszedł się nabijać z mojej rozpusty…
Aż tu odpowiedział.
– Nie, nie znamy się. Dopiero będziemy się poznawać.
Nie mogłam przestać gdybać nad jego zdaniami. Wszystko mi cuchnęło czymś podejrzanym. Obawiała się typa. Jego pieniądze mnie kusiły, ale robić to z zamkniętymi oczami? Wolałabym wiedzieć, co będzie ze mną wyczyniać. Dla zwykłego bezpieczeństwa i kontroli.
Postanowiłam tak napisać:
– To może załóż ty maskę? Nie będę cię widzieć, a ty będziesz mógł sobie na mnie w pełni popatrzeć. Do tego ja będę się czuć lepiej, mając oczy otwarte.
Poczekałam cierpliwie na odpowiedź. W międzyczasie dokończyłam picie herbaty i obejrzałam jeszcze jakieś oferty. Niestety żadna nie przekonywała mnie do siebie tak, jak oferta Uroczego.
Po chwili przyszła wiadomość.
– Nie. Albo zakładasz przepaskę, albo się rozchodzimy.
Wystraszyłam się nagle. Nie chciałam się rozchodzić. Nie chciałam, żeby zabierał mi te pieniądze sprzed nosa. Uroczy zabrzmiał bardzo poważnie. Pomyślałam, że skoro jest w stanie ze mnie zrezygnować, to na pewno mnie nie kocha, ale też nie musi koniecznie mieć złych intencji. Znajdzie inną pannę. Może przepaska była jakąś jego wybujałą fantazją? Musiałam to porządnie wszystko przemyśleć.


***


Nim podjęłam finalną decyzję, spotkałam się jeszcze z Hikari. Stwierdziłam, że jednak z nią o tym wszystkim porozmawiam. Zapytam, co sądzi...
– Słuchaj, myślałam o tej całej sprzedaży. I chyba się zgodzę… – Wyznałam podczas naszego spaceru po mieście. – Ojciec mnie znowu wkurzył. Nie mogę być ciągle na jego garnuszku, muszę się jakoś usamodzielnić i przyda mi się kasa na start.
– No pewnie i to jest myślenie!
– Jest pewien koleś, który chce mi zaoferować aż dwieście tysięcy dolarów...
– Ile?! – Hikari wydarła się. – Żartujesz! Pokaż mi tą wiadomość, bo aż nie wierzę!
Wywróciłam oczy, choć spodziewałam się takiej reakcji. Do mnie samej nadal to nie docierało. Dałam jej swój telefon i pokazał wiadomości od Uroczy//24.
– O stara… Nawet się nie zastanawiaj. Bierz tę ofertę, albo cię chyba pobije! Nikt nigdy nie oferuje aż takich pieniędzy! To musi być chyba jakiś bogacz! Ale musiałaś mu się spodobać… Musi mu bardzo zależeć na twojej cnocie, skoro daje aż tyle.
– Czytaj, co mi tu napisał. Nakazałam, bo nie wiedziała jeszcze wszystkiego, a się ekscytowała.
– „Mam jeden warunek. Musisz nosić przepaskę na oczy.” A czemu tak?
Wzruszyłam ramionami.
– Czy to nie dziwne? Może daje tyle pieniędzy, bo jest właśnie wstrętny, obleśny, może jest nawet inwalidą… Kto wie, co to za koleś. Brzydzi mnie wizja, że prawdopodobnie jakaś świnia wsadzi mi swojego… fallusa!
– A może to po prostu bogacz, który naprawdę ceni sobie swoją prywatność? – Hikari jak zwykle błyszczała optymizmem. –  Już nie przesadzaj. Masz skorzystać z tej okazji. Hm… Uroczy//24. Brzmi lepiej niż mój Shogun102. Może to 24 to właśnie jego wiek?
– Nie żartuj. Kto w tym wieku dorabia się takich pieniędzy?
– Może wygrał na loterii? Albo ma po starych? Zresztą, Kimiko, nie zastanawiaj się nad tym. Myśl tylko o korzyściach, które możesz z tego wyciągnąć.
Dziwnym trafem Hikari przekonywała mnie. Potrzebowałam jeszcze czasu, żeby to wszystko przełknąć, ale w końcu uległam jej nomowom.
Oraz bogactwu, jakie oferował mi Uroczy//24 w zamian za moją cnotę.
W zamian za moją kobiecość i godność.


***


– Jakie ustaliłaś z nim warunki? Zapytała mnie Hikari, kiedy razem spędzałyśmy popołudnie w kawiarence na ciastkach i kawie. Dzień po tym, jak napisałam Uroczemu, że przyjmuję jego ofertę.
Bardzo się ucieszył.
– Powiedziałam, że nie życzę sobie żadnych zabawek, które się wkłada, żeby mnie nie bił i nie szczypał, ani żeby nie kropił woskiem…
– Zrobiłaś mu całą listę takich pierdół? Hikari zabmirzała, jakbym zrobiła coś nie tak.
Co jak co, ale dla mnie było istotne, czy ktoś zamierza mnie bić metalowym prętem, czy też nie.
– Nie, podałam tylko te skrajne fetysze, których na pewno nie chce. Odpowiedziałam dumnie.
Na tyle dumnie, na ile dumy jeszcze w sobie mogłam mieć.
– Czyli pierdoły. Uznała bezlitośnie Hikari. Ustaliłaś to, co najważniejsze? Jaka pozycja, zabezpieczanie?
– Tak. Powiedziałam, że chcę klasycznie na początek, a potem się zobaczy. O zabezpieczeniu rozmawialiśmy… Będę łykać piguły, bo nie zgodził się na gumki, ale przesłał skan dokumentu potwierdzający jego zdrowotność. Bardzo dokładnie zamazał swoje imię i nazwisko… Nic nie wiem o tym kolesiu. Nie chce powiedzieć, jak ma na imię, ile ma lat, ani zdradzić, jak wygląda. Hikari, martwię się.
– Cóż… Nie chcę robić ci złudnych nadziei… Ale jest duże prawdopodobieństwo, że to jakiś brzydal. A rozmawialiście o tym, czy będziecie się całować?
– Tak… Między innymi dlatego nie chce żadnej maski zakładać, bo chce mieć wolne  w pełni usta i twarz. Ale ja na pewno nie chce, żeby wkładał mi swój język do ust. Oświadczyłam. Ustaliłam z nim jeszcze jedną rzecz. Jeśli będzie mnie strasznie boleć, da mi chwilę na odsapnięcie.
Hikari mnie do tego zainspirowała. Wciąż nie potrafiłam wyrzucić z głowy widoku jej łez po nieudanym pierwszym razie. Naprawdę wolałam przeżyć swój w miarę przyjemnie. Wiadomo, nie liczyłam na orgazmy, ale żebym chociaż nie żałowała, bo wyrzutów sumienia na pewno nie uniknę.
– A na ile stosunków się zgodziłaś? – spytała koleżanka.
– Tylko na jeden, oczywiście. Nie idę się z nim prostytuować. Oddaję cnotę i koniec, idę sobie. Powiedziałam, że nie będę na pewno chciała zostać na dłużej.
– A co on na to?
– Długo milczał i odpisał tylko, że wierzy, iż zmienię zdanie. Palant.


***


Wieczorem znów zaczęłam pisać z Uroczy//24, który choć był zdystansowany, otwierał się na flirty.
Pisał do mnie niewyobrażalnie pikantne, sprośne rzeczy. Ja też z nim głupia pisałam, nie mogłam pozostać na nie obojętna. Wmawiałam sobie, że odpisuje mu na nie, żeby nie czuł się urażony czy coś, ale prawda była taka, że mnie pobudzał.


– Jak minął dzień, piękna?
– Dobrze. Dziękuję. A twój?
– Też dobrze. Spędziłem na oglądaniu twoich zdjęć.
Ta wiedza mnie zawstydzała.
– Dokonałem dziś przelewu na twoje konto. Cieszę się, że to właśnie mnie wybrałaś.
– Ciężko było nie wybrać. Zwłaszcza jeśli piszesz mi także rzeczy…
– Jakie rzeczy?
– Wiesz. Te o wsadzaniu….
Nie wiedziałam, co było w tych jego tekstach, ale rozpalał mnie. Naprawdę mnie rozpalał. Nigdy tak z nikim nie pisałam, może to też dlatego. Wiedziałam, że to, co robimy jest sprośne, ale przystawałam na to. Głównie dlatego, że podświadomie chciałam, aby utworzyła się między nami jakaś więź. Nie chciałam iść do łóżka tak z kompletnie obcym facetem. A tak mogłam oprzeć się na jakiejś zażyłości. Lepsza taka niż żadna.
Po tym, jak ustaliliśmy dzień i godzinę spotkania, wymieniliśmy się numerami telefonów. Uroczy//24 posiadał numer zza granicy, nie był więc na pewno Japończykiem, ale kierunkowy wskazywał na Chiny. Zresztą rozmawiałam z nim po angielsku. Jego tożsamość nie dawała mi spokoju. Kim on jest?
Wieczór przed powtórzyliśmy sobie nasze warunki.
– Wydepilowałaś się?
– Zrobię to rano, przed stosunkiem.
– Doskonale.
Tak. Oprócz przepaski na oczy wymyślił sobie jeszcze to. Ale to byłam w stanie zrozumieć. Chciał jeszcze, żebym wiadomo, ładnie się ubrała, wyperfumowała i pomalowała usta czerwoną szminką. Ja nie miałam zbyt wielkiego pola do popisu, jeśli chodziło o warunki. Mogłam mówić tylko o tych, które wiązały się z odczuwaniem, bo przecież nie miałam go widzieć…
Myślałam, żeby mu czymś dopiec. Korciło mnie napisanie, aby i on się wydepilował. W końcu pozwoliłam sobie na to, tłumacząc, że mam prawo do takiej odwagi. On mnie gnębił sprośnymi gadkami i żądaniami. Niech poczuje na własnej skórze, jak to jest.
Zaczęłam stukać w klawiaturę.
– Mam jeden nowy warunek.
– Nie za późno trochę?
– Lepiej, żeby nie. Chcę żebyś też się wydepilował. Włącznie z klatą.
Jak przypuszczałam, zapadła na pewien czas cisza. Miała też domysły co do tego, co odpisze. Na pewno coś w stylu, że jest już za późno. A prawda była taka, że zależało mi również na jego “czystości”. Nie uważałam, żeby było to sprawiedliwie, że tylko kobiety się golą. W tej sprawie powinno być równouprawnienie. Penisy są dla mnie brzydkie. Jądra jeszcze brzydsze. Włosy łonowe w ogóle nie powinny istnieć. Miałam ten plus w całej porąbanej sytuacji, że nie będę musiała widzieć tych brzydkich rzeczy. Jednak czuć ręką też nie chciałam. Miałam nadzieję, że Uroczy zgodzi się na tę ustępstwa.
Aż odpowiedział:
– Nie ma czego golić.
W tym momencie powinnam była się ucieszyć, ale nie umiałam. Ta odpowiedź Uroczego gnębiła mnie. Doznałam wrażenia, że zrobiłam coś nie tak. Jakbym przekroczyła linię i go obraziła. Poczułam w sobie wielką chęć zreflektowania się, choć nie wiedziałam jak.
Spróbowałam zażartować, żeby rozluźnić rozmowę.
– Ale na głowie zostawiłeś?
Po czym zaczęłam się modlić, aby nie był łysolem, albo znowu się obrazi.
– Zostawiłem.
Chyba mi się nie udało. No trudno. Ciężko było cokolwiek więcej wnioskować z krótkich odpowiedzi Uroczego. Rozpisywał się tylko wtedy, kiedy pisaliśmy sprośne rzeczy. Szkoda, że nie chciał dać się poznać przez chat. Faceci XXI wieku tak nie postępują.
– W takim razie do zobaczenia.
– Nie mogę się doczekać.


Tymi słowami pożegnał się na chacie. Później mieliśmy ze sobą rozmawiać już tylko przez smsy.


***


Kiedy nadszedł ten dzień, dostałam ogromnej tremy.
Wypiłam trzy kubki herbaty na uspokojenie, połknęłam tabletkę paracetamolu. Ale zrobiło mi się tylko bardziej niedobrze. Hikari towarzyszyła mi w drodze do hotelu, w którym umówiłam się na schadzkę z nieznajomym. Trzymała mnie mocno pod ramię, bo miałam wrażenie, jakbym mogła upaść w każdej chwili. Ciężko mi się tam szło i to nie była wina obcasów.
Ach, szpilki.
Z rzadka je zakładałam. W zasadzie nigdy. Dotąd chodziłam w sandałach, albo w prostym obuwiu mnicha. Eleganckie, damskie buty zawsze mnie podniecały. Marzyłam o ubraniu obcasów na jakieś wyjście. Wreszcie nadeszła okazja, chyba jakaś piąta dopiero w całym moim życiu. Mając je jednak na nogach wcale nie czułam się pewnie i kobieco. Jak kobieta niezależna. Oj nie. Czułam się słabo. Nic nie mogło mnie od tego uratować.
Ubrałam się w tą samą czarną sukienkę sięgającą połowy ud, jaką założyłam do zrobienia zdjęć na stronę. Jej dekolt układał się w serce, więc dobrałam srebrną celebrytkę z serduszkiem. Do tego zapięłam na nadgarstku bransoletkę na szczęście. Miałam nadzieję, że pomoże mi przejść przez to piekło. Pod stopem nosiłam czarną bieliznę w koronkę. Długo zastanawiałam się nad tym, jakie majtki i stanik na siebie wrzucić. Wiedziałam, że będą istotne w całym przedstawieniu z przepaską. Jeśli chodzi o makijaż to nie umiałam być delikatna. Oczy obrysowałam czarną kredką, rzęsy przedłużyłam i podkręciłam tuszem. Usta zmiękczyłam różowym błyszczykiem. Na koniec rozpuściłam moje długi włosy. Pachniały fiołkami i różą.
Obym przypadła sponsorowi do gustu w takiej wersji.
– Hikari, boje się… Serce mi tak strasznie bije w piersi… – Wyznawałam przyjaciółce.
– Też się bałam, ale spokojnie. Dasz radę. Masz gorsze rzeczy za sobą.
– No właśnie nie wiem! Chyba zwymiotuje…
O czym ona mi mówiła? Kopanie kupra Spicer’a jest o wiele łatwiejsze niż sprzedaż cnoty.
– Nie stresuj się tak, bo osiwiejesz! Nic się nie stanie. To tylko seks.
Tylko seks.
Chciałabym móc myśleć jak ona. To tylko seks…
Właśnie, że to nie tylko seks. Miałam wrażenie, że w tej chwili rozstrzyga się całe moje życie. Ważą się moje losy. Wszystko będzie mieć swój odbiór w przyszłości.
Żegnaj magiczna chwilo.
Żegnaj wybranku.
Żegnaj ukochany pierwszy razie.
– A co jak będzie boleć? Obawiam się tego bólu – powiedziałam, kiedy już zatrzymałyśmy się przed hotelem. Już napradę zaczynałam wyciągać wszystko, co mogłam przerobić jako powód, żeby zrezygnować.
Tylko, że ja nie mogłam uciekać. Za daleko w to webrnęłam i nie mogłam się teraz wycofać.
Bogaty Uroczy//24 zaprosił mnie do pięciogwiazdkowego hotelu. Piękny wieżowiec w Tokio, w którym jeszcze nie byłam, choć z ojcem, gdy byłam mała, zwiedzałam wiele hoteli. Ten był jak forteca z białego złota. Szkoda, że wchodziłam do niego jako kurwa.
– Niekoniecznie musi boleć. Będzie dobrze, spokojnie.
Hikari pomasowała mnie po ramionach i ścisnęła mocno. Miałam ostatnie minuty na to, żeby się przygotować. Uroczy był już w środku i czekał na mnie.
– To idę… – powiedziałam z bijącym sercem, kiedy nadszedł czas.
– Buźka.
Ucałowałyśmy się z Hikari na pożegnanie. Podarowała mi swój gaz pieprzowy tak w razie czego i dała ostatnią radę, żebym się rozluźniła.  Jak coś to miała być pod telefonem w pogotowiu i czekać na mnie przed budynkiem. Nie miałam zamiaru zostawiać rzecz jasna na noc.
Wysłałam do Uroczego smsa, że jestem w środku budynku.
„Pokój nr 211. Rozbierz się. Na stoliku przy wejściu czeka przepaska.”
Pojechałam windą na piętnaste piętro. Jechałam na najwyższy  poziom w tym wieżowcu, lecz czego innego mogłam się spodziewać? Bogatego stać na przywilej wynajęcia najdroższego pokoju na samym szczycie. W czasie podróży na górę, poczułam że za bardzo oddalam się od ziemi. W połączeniu z traumą doznałam chwilowych zawrotów głowy. Nie przeszło, kiedy winda się zatrzymała, a drzwi otworzyły.
Z trudem wyszłam na korytarz o bogatym wystroju. Ściany i podłoga były białe jak mleko, długie przejścia wypełniały czerwone dywany w złote, królewskie wzory. Gdzieniegdzie wisiały obrazy, albo złote żyrandole. Poczułam się śmiesznie mała w tym otoczeniu.
Nie pasowałam do tego miejsca.
Ja kurwa.
Odnalazłam drzwi z tabliczką 211. Przełknęłam głośno ślinę. Po drugiej stronie czekał mój pierwszy kochanek. Jeszcze raz zajrzałam do torebki i upewniłam się, czy mam gaz pieprzowy oraz telefon. Następnie dałam sobie jeszcze chwilę na wzięcie oddechu.
Nie było odwrotu.
Weszłam do pokoju cicho jak włamywacz. Drzwi były otwarte. I takie je zostawiłam, w razie gdybym musiała uciekać.
Rozejrzałam się po pokoju. Westchnęłam z zadumy. Pokój był biało złoty, bogato umeblowany, nowoczesny. Składał się z dwuosobowego łóżka, pięćdziesięcio-calowego telewizora, żyrandolu, dywanu z białego niedźwiedzia… Była szafa na ubrania, lustro o złotej ramie, żeby się w nim przejrzeć. Miał jakieś pięćdziesiąt metrów kwadratowych, mały przedpokoik i drzwi do łazienki. Ale zero żywej duszy.
Nigdzie nie widziałam Uroczego. Pomyślałam, że schował się w łazience. Przepaskę na oczy zobaczyłam od razu i wzięłam ją do ręki. Zanim ją jednak założyłam, musiałam pogapić się na widok z okna. Cała jedna ściana pokoju to było jedno wielkie okno z widokiem na miasto. Bogaty i zapierający dech w piersiach widok.
Czy to tak właśnie żyją ludzie luksusu?
Ludzie, którzy są panami?
Zobaczyłam, że na łóżku stoi taca z szampanem i kieliszkami. Mówiłam Uroczemu, że nie zamierzam niczego pić, ale to pewnie obsługa sama coś takiego dostarczała do pokoju, w których zameldowana została parka.
W sumie mogłam zapytać w recepcji o nazwisko Uroczego. Czemu o tym nie pomyślałam wcześniej?
Chociaż na co mi jego nazwisko. Bardziej interesuje mnie jego wygląd, a tego się dziś nie dowiem. Zresztą po namyśle stwierdziłam, że jeśli jest aż taki tajemniczy, to w recepcji mógł zostawić fałszywe dane. Nie zdziwiłabym się.
Bałam się coraz bardziej.
Nie mogłam dłużej zwlekać z opaską. Nie chciałam jej zakładać, ale wiedziałam, że muszę. Zrobiłam to bardzo powoli. Zakładając ją, godziłam się na ciemność. A w ciemności kryją się tajemnice.
Zgodziłam się na niewiadome. Zgodziłam się na to, żeby widmo robiło ze mną, co chce.
Siedząc na łóżku, czekałam na Uroczego. Odliczałam mijające sekundy. Wraz z nadejściem ciemności, powietrze w pokoju stało się dla mnie strasznie zimne. Dostałam gęsiej skórki. Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi, jak przypuszczałam, z łazienki.
Jego obecność dotarła do mnie, chociaż go nie widziałam. Poczułam go. Serce strzeliło mi do gardła. Cała się spięłam, paznokcie wbiłam w prześcieradło. Czułam na sobie jego wzrok i ogarnęła mnie jakaś chora ekscytacja.
Właśnie się dzieje.
Pomyślałam o tym, że zaraz  usłyszę jego głos. Głos był jedyną rzeczą, która mogła mi o nim cokolwiek więcej powiedzieć. Mój zmysł słuchu wyczulił się więc do granic.
– Nie rozebrałaś się.
Kompletnie o tym zapomniałam. Ale szybko zlekceważyłam w sobie tę wpadkę. Właśnie bowiem usłyszałam głos Uroczego i nabrałam dziwnego wrażenia, że jest mi znany. Był na pewno obcy, jakiś sztucznie niski, chropowaty. Nie wiem, czy coś z nim nie majstrował, aby go zmienić, bo aż tak ceni sobie swoją prywatność. Mimo tego, że barwa była dość obca, mogłabym przysiąc, że wyczuwałam jakąś znajomą nutkę głosu. Nie mogłam go jednak z nikim skojarzyć.
Nie wiedziałam co robi Uroczy do czasu, aż usłyszałam przekręcany zamek w drzwiach wejściowych.
Zamknął nas.
Cholera zamknął nas. Ucieczka będzie trudniejsza.
Najgorsze nie usłyszałam, żeby odkładał gdzieś klucz, co oznaczało, że zatrzymał go przy sobie.
W co ja się wpakowałam?
– Witaj – poprawił się i przywitał mnie jak należy. – Masz ochotę na wspólny prysznic?
Ukląkł przede mną, żeby mnie pocałować w rękę. Nie wiedziałam, czy kupować tę jego uprzejmość. Pasowała do niego, ale dłużej nie umiałam go brać za miłego i niegroźnego flirciarza. Nie chroniła nas już bariera Internetu.
O cholera. A co jeśli on nie ukląkł? Co jeśli to karzeł?
– Chodź.
Pociągnął mnie za rękę, nakazując wstać, zanim jeszcze cokolwiek odpowiedziałam. Nie wiedziałam zresztą, czy bym się odezwała. Język utknął mi w gardle. Panikowałam.
Kiedy jednak wstałam na nogi, moja dłoń, za którą mnie trzymał powędrowała znacznie w górę. To oznaczało, że jest wyższy. Czyli nie jest chory. Przynajmniej na karłowatość.
Kolejny dźwięk zamykania drzwi poinstruował mnie, że znaleźliśmy się w łazience. Zatrzymaliśmy się. Cały czas miałam przepaskę na oczy i nic nie widziałam. Jednak odczucie, że mężczyzna mi się przygląda, było tak intensywne, iż miałam wrażenie, że płonie mi twarz. Nie ruszałam się i milczałam. Miał robić ze mną, co chciał, bo tyle mi zapłacił.
Byłam jak zabawka.
Doszło do mnie, że mnie okrąża. Nie byłam w stanie wyczulić się na jego oddech; był zbyt cichy. Ale wiedziałam, kiedy znalazł się za mną. Poczułam jego ciepłą dłoń na swoim karku i poczułam wreszcie jego oddech. Nachylał się. Zastanawiałam się, co zamierza ze mną zrobić. Chciałam coś powiedzieć, jednak zapomniałam nagle, jak używa się języka. Moje ciało podpowiadało mi, gdzie się znajduje. Od strony, od której się zbliżał, dostawałam większy ciarek. Obawiałam się, że zauważy, jak śmiesznie i płochliwie reaguje.
To był mój pierwszy taki kontakt z mężczyzną.
Odgarnął mi włosy do przodu, po czym pociągnął za zamek od mojej sukienki. Rozpinał mnie bardzo wolnym ruchem. Miałam wrażenie, że mija wieczność, aż chłód pokoju musnął moje plecy, głaszcząc je od góry w dół, po moje dołeczki u dołu kręgosłupa. Po chwili materiał zaczął zsuwać się z mojego ciała wraz z ruchem jego dłoni. Zastygłam w bezruchu. Długo przeżywałam tę chwilę.
Stawałam się naga.
Obierał mnie jak owoc ze skórki.
Jego dłonie na moich barkach sprawiły, że spięłam się w sobie jeszcze bardziej. Ten moment był dla mnie szczególnie napięty.
Sukienka opadła na podłogę. Ale to nie był koniec podróży sponsora. Wciąż miałam na sobie bieliznę. Zapragnęłam przez krótką chwilę, aby mnie w niej pozostawił. Czułam, że nie jestem jeszcze gotowa. Chciałam, żeby to wiedział bez mojej konieczności powiadamiania go.
On tego jednak nie zrobił i zaczął rozpinać mi stanik. W tamtym momencie zainteresowałam się, czy już mu stanął na baczność. Ciekawiły mnie jego myśli, oraz to, czy miał spore doświadczenie w rozbieraniu kobiety.
Mój stanik szybko dołączył do sukienki, ale nie majtki. Gdy tak stałam, nie umiałam przypomnieć sobie nawet, jaką wybrałam na tej wieczór bieliznę. Zapomniałam, choć wcześniej to sobie powtarzałam. Co było jednak dla mnie dziwniejsze to, to, że przepaska w jakiś sposób pomagała mi to wszystko przeżyć.
Ciemność mnie od tego odcinała. Sprawiała, że czułam się w tym akcie bardziej bezpieczna. Było mi łatwiej i nie zżerał mnie taki wstyd, bo nie widziałam oczu tego napaleńca. Mogłam zdać się tylko na odczucia.
A poczułam, że znów jestem oglądana z każdej strony. Jego wzrok musiał znaleźć się na moich piersiach, bo sutki zaczęły mnie mrowić, wystawione na bezlitosny pokaz. Chciałam się zasłonić. Nagle opaska przestała wystarczać, kiedy skupiłam swoje myśli na tym. Zasłoniłam się wbrew jego woli.
Ale strącił moje dłonie w dół. Nie dotknął mnie jednak, nie zaczął mnie macać. Zamiast tego położył mi ręce na biodrach. Zahaczył o rąbek majtek.
Wstrzymałam oddech. Wciągnęłam brzuch.
Poczułam jak jego dłonie ześlizgują się w dół, do samych moich kostek, co oznaczało, że on cały musiał przykucnąć. Nie chciałam wiedzieć, gdzie jest jego głowa, ale domyśliłam się.
Był zbyt blisko. Znów poczułam jego oddech i chyba coś więcej.
Speszyłam się.
W strachu dałam nieśmiały krok w tył. Wtedy usłyszałam, że wstaje.
Potem szelest jego ubrań. I wiedziałam już, że dołączył do mnie i też stał się nagi.
Byliśmy goli, a ja tego nie widziałam.
– Strasznie się boisz. – Usłyszałam jego głos.
Wziął mnie za rękę, nie czekając nawet na moją odpowiedź. Poprowadził mnie gdzieś.
– Do tego strasznie milczysz. Nie będziesz się do mnie odzywać?
Musiałam coś z siebie wybełkotać.
– A czego się po mnie spodziewałeś? Że będę śpiewać piosenki?
Moje ciało było tchórzliwe, ale język nadal pamiętał dawną dumę i odwagę.
Zachichotał.
– Nie. Czasy, w których dziewice śpiewały do seksu odeszły bezpowrotnie.
Gdybym mogła, wywróciłabym oczami na jego próby bycia poetycko-szarmanckim.
– Teraz ostrożnie – rzekł, kiedy wchodziliśmy do kabiny prysznicowej.
Wrzucił mnie tam pierwszą. Znowu usłyszałam, że jestem gdzieś zamykana. Jak nic groziła mi klaustrofobia.
Odkręcił wodę. Pierwsze ciepłe krople skapnęły na mnie, a ja zachowałam się, jakby mnie poparzyły. Pomału mnie z nią oswoił, po czym ustawił szeroki strumień wody nad nami. Mogłam wyobrazić sobie, że stoimy po wodospadem.
Szkoda tylko, że stałam pod nim z kimś zupełnie mi obcym.
– To pytanie nie daje mi spokoju. Czemu zdecydowałaś się sprzedać cnotę? – spytał mnie znienacka.
Nie wiedziałam, czy chcę być z nim szczera.
– Nie miałam wyboru.
– Nie miałaś wyboru?
– Zrobiłam to, żeby stać się niezależną kobietą.
Usłyszałam przeciągłe „aha”. Doszukałam się też w nim kpiny. Mina mi się grymasiła. Lepiej, żeby ze mnie nie kpił, pomyślałam, bo naprawdę byłam gotowa wyjść w każdej chwili.
Niespodziewanie opuściły mnie wszystkie myśli.
Zamarłam jak lód.
Mężczyzna dotknął mnie, a na pierwszy ogień poszły moje piersi. Najpierw pomacał jedną. Pociągnął ją, ugniótł, po czym zrobił to samo z drugą. Chciałam przygryźć dolną wargę. Znaleźć sobie coś do roboty. Skupić się myślami na jakimś martwym punkcie, bym nie musiała w tym żaden sposób uczestniczyć. Byłam obmacywana jak towar na półce. Każdy jego dotyk mnie niweczył, brukał. Czynił mnie własną, a ja nie mogłam się temu przeciwstawić. Nalał sobie jakiegoś płynu zapachowego na ręce i zaczął mnie namydlać.
Nie potrzebowałam tej troski o moją higienę, bowiem przed wyjściem dokładnie się umyłam. Wiedziałam jednak, że to rodzaj rytuału przed seksem, który mężczyźni uwielbiają. Mycie i namydlanie kręciło go i pewnie podniecało. Nadal nie czułam jednak niczego innego poza jego wielgaśnymi dłońmi, które próbowały pochwycić mnie całą. Jego apetyt na mnie stawał się bardzo wyraźny z sekundy na sekundę. Serce biło we mnie jak opętane.
Nie wiedząc czemu, rozchyliły mi się wargi. Nie mył mnie jakoś dokładnie. Po prostu pielęgnował moje sfery erogenne. Moje piersi musiały błyszczeć, bo jeszcze nikt ich nigdy tak nie pucował. Coś tam pogładził mi szyje, ramiona i brzuch. Zorientowałam się, że zbliża się kolej na moje krocze. Ponownie zesztywniałam.
Bez uprzedzenia wepchnął swoją rękę między moje mocno zaciśnięte nogi i zaczął mnie tam pocierać.  Spuściłam głowę, chyba z zażenowania. Dziwnie mi robił. Ruszał dłonią w miejscu, które ja sama nigdy w ten sposób nie dotykałam. Miałam wrażenie, że puchnę tam od jego dotyku.
Wtedy dowiedziałam się, że się do mnie przysunął, a wywnioskowałam to stąd, że coś o mnie obiło. Nie nazwałam tego wprost, ale wiedziałam co to.
Ja pierdziele.
Pomyślałam, że nie wypada, abym tak bezczynnie stała. Może on posyłał mi nawet znaki, których nie widziałam, ale domyślałam się, że oczekuje, abym i ja go umyła. Nie miałam dostępu do płynu, więc wzięłam trochę piany ze swojego ciała. On w tym czasie przeszedł na moje pośladki i plecy. Czułam się obejmowana, choć nadal dzieliła nas spora przestrzeń.
Nadeszła moja okazja, aby poznać odrobinkę wygląd mojego sponsora. Moje dłonie stały się nagle sensorami. Po omacku znalazłam jego tors. Wtedy ogarnęło mnie cieplutkie podniecenie.
Był bardzo dobrze zbudowanym mężczyzną.
A dobrze zbudowani mężczyźni nie mogą być brzydcy. Choćby nie wiem, jak mogli paskudną mieć twarz, umięśnione ciało dodawało im atrakcyjności.
Zrobiło mi się lepiej na duchu. Pomyślałam, że nie trafiło mi się tak źle. Fagas był silny, wysoki, umięśniony.
Długo cieszyłam się jego brzuchem i klatką, a kiedy moje dłonie wspinały się po nim do góry, strzelił mi do głowy pewien pomysł. Wzniosłam ręce jeszcze wyżej. Minęłam jego szyje, serce mi podskoczyło.
Niestety nie pozwolił mi dotknąć swojej twarzy, abym mogła sprawdzić jego rysy, jak to planowałam. Natychmiast strącił mi dłonie. Chciał zostać tajemniczy do końca.
Wtedy wydarzyło się coś innego. W locie w dół moja prawa ręka siłą rzeczy musiałam na coś natrafić. On dawno przestał mnie już myć i teraz czekał, żebym ja coś z siebie dała. Nietrudno było zgadnąć o co chodzi, i co też posiadam w swoim zasięgu.
O święty Dashi.
Pierwszy raz dotknęłam penisa. Był śmieszny. Choć może, gdybym go widziała, inaczej bym stwierdziła i go potraktowała. Zostałam ograniczona tylko do kierowania się zmysłem dotyku, więc ciężko było mi pomyśleć coś więcej poza drągiem zakończonym czymś w rodzaju… mięciutkiej główki. Ta główka miała naprawdę przyjemną, miękką fakturę, jak puszysta gąbeczka. Jednak reszta była dość chropowata, gorąca od krwi, ale i strasznie twarda. Tak twarda, że mogłam porównać ją śmiało do twardości skały lub stalowego przedmiotu. Nie wiedziałam, że penisy mają taką zdolność przemiany. Kurde.
Zdziwiłam się, ale i też znów w pewnym stopniu podnieciłam. Wcześniej nie umiałam sobie wyobrazić skąd może pochodzić przyjemność z wkładania członka do pochwy, jednak dowiedziawszy się, jakie to twarde, chropowate i miękkie na końcu, uznałam, że czeka mnie ciekawe doświadczenie. Cieszyłam się jednak, że go nie widzę i nie muszę na niego patrzeć. Wzrok wszystko by zepsuł. Pewnie nie byłabym taka odważna w dotykaniu go, gdybym posiadała otwarte oczy.
W porządku, dotknęłam go i przebadałam, ale czy była w stanie zrobić z nim coś więcej? Skąd. Co gorsza czułam podskórnie, że mój sponsor ma jakieś naprawdę wygórowane oczekiwania wobec mnie. Ale ja byłam totalnie nowa w tym wszystkim. Nie potrafiłam mu niczego zaoferować. Trochę pościskałam mu go i pomasowałam trzon, jednak nic poza tym. Na pewno nie miałam siły w kolanach, by przed nim klękać.
Nie wiem czy się nade mną zlitować, czy po prostu za długo już staliśmy pod tym prysznicem, ale zakręcił wodę. Wyszliśmy i stanęliśmy na podgrzewanych kafelkach. Zaczął wycierać nas ręcznikami.
Serce mocniej rozbiło mi się w piersi. Zbliżał się t e n moment.
Nagle straciłam kontakt z podłogą. Opatuloną ręcznikiem wziął mnie na ręce i wyniósł. Starałam się nie wydawać z siebie dźwięków, ale wydanie z siebie pisku było ode mnie silniejsze.
Skuliłam się.
– Czemu mnie niesiesz? Mam nogi.
– Zwyczaj.


You make my head start spinning, my heart start skipping
I start to stotterer
You got me spinning, you got me dizzy
Never felt like this with a stranger


Położył mnie ostrożnie na łóżku. Przypomniał mi się ten alkohol. A może by nim sobie ulżyć i dopomóc? Czułam, że zaczynam się strasznie bać. Bałam się, że nie podołam. Zaraz przestanę być dziewicą.
Stanę się kimś innym.
Niespodziewanie pociągnął za ręcznik, w którym byłam zamknięta jak w kokonie. Kiedy to zrobił, przeturlałam się na łóżku. Pomyślałam, żeby ściągnąć opaskę. Może jednak powinnam wszystko widzieć?
Jednakże dzięki niej nie czułam tak wielkiego wstydu i potrafiłam leżeć bez konieczności  szczelnego zakrywania się. Nie wiem, jakbym zachowywała się bez niej. Jego wzrok znów był na mnie. Czułam to. Czułam to na swojej skórze bardzo dobrze. Patrzył się na moje piersi, w które było mi zimno, oraz na dłonie, które zakrywały moje krocze. Ani myślałam, żeby je zabrać.
– Jesteś piękna.
Nie chciałam, żeby mówił mi tak w tej chwili. Konałam na tym łóżku pod jego spojrzeniem. Chciałam żeby oślepł tak samo jak ja.
– Wiesz, że powinnaś się rozluźnić? Nie dzieje się nic złego. Jeszcze.
Jeszcze! Co on zamierzał?
– Będziesz słuchać moich instrukcji? – spytał bardzo blisko mojego ucha.
Pokiwałam nerwowo głową.
Niech już przejdzie do rzeczy. Oczekiwanie mnie dobijało.
Myślałam, że zaraz rozkraczy mnie siłą, lecz zaskoczył mnie, przewracając na brzuch.
Obleciał mnie większy strach, kiedy pociągnął mnie za biodra do góry.
Znalazłam się w pozycji jak na pieska. Nie tak się umawialiśmy!
– Co robisz?! – zapytałam za głośno. Zaczęłam panikować.
– Niczego się nie obawiaj, skarbie.
Ciężko mi było zaufać mu w takiej chwili. W przeciweństwie do mnie, on zachowywał się jak ryba w wodzie. Był odważny, jego ruchy były pewne, stanowcze. Ja się z kolei kruszyłam.
– Chcę na ciebie popatrzeć. Taka jesteś piękna.
Popatrzeć… Dlaczego tak bardzo lubił patrzeć? Co z nim nie tak?
Opuściłam głowę na poduszki. Zacisnełam pięści. Nie mogłam znieść faktu, że jestem do niego wypięta tyłem. Moje najbardziej nieśmiałe i intymne miejsce  były wystawione na obszerne oględziny. To pięć razy gorsze niż wizyta u ginekologa.
– C- co robisz? – spytałam w obawie o swoją godność. Coraz bliżej czułam na swoim tyle jego oddech.
Moc opaski przestawała działać.
 Masz piękne dwie dziurki.
Jak on mógł tak mówić w takiej chwili!
Nie byliśmy na chacie, nie powinien być taki odważny, a jednak był! I to mnie mocniej peszyło! Nie miał w sobie krzty skromności! Jego bezpośredniość mnie rujnowała od środkowa; sprawiała, że rozpadalam sięjak góra piasku i jedyne, o czym marzyłam, to żeby schować się pod kołdrą. Dlaczego nie możemy robić tego pod kołdrą?
Nie wytrzymałam, kiedy musnął mnie oddechem. Opuściłam tył. Stchórzyłam. Ale nie pomyślałam o tym, żeby się wycofać i zrezygnować. Chciałam doprowadzić to do końca, po prostu potrzebowałam więcej czasu.
Ale on mi go nie dał.
Złapał mnie mocno i sprowadził z powrotem do poprzedniej pozycji.
Gdzie ja się znalazłam?!
– Stój i się nie ruszaj – rozkazał. – Nie wolno ci się poruszyć, rozumiesz?
– T-tak… – mógł głos się trząsł. Ja cała się trzęsłam. Co on zamierzał?
– Jeśli się poruszysz, przestanę być miły.
O cholera.
Co to za jakaś popieprzona zabawa? W co on grał? I co on chciał zrobić, że dyktował takie warunki?
Miałam się przekonać po sekundzie, kiedy przytaknął usta do mojej dziewiczej szparki.
Zawołałam.
Jak nigdy chciałam się poruszyć. Zresztą nie dało się nie ruszać. Cała dygotałam, ale pilnowałam się, żeby mu nie uciec, tak jak prosiło o to moje ciało.
Moje ciało zdziczało. Przestawałam rozumieć, czego chce. Po części chciało gdzieś odskoczyć, a po części oddać bezgranicznie tej rozkoszy, którą ten obcy mężczyzna zaczął mi sprawiać.
Lizał mnie. Naprawdę mnie lizał i całował. Jedną rękę trzymał zaciśniętą na moich pośladkach. Czułam się wystawiana na próbę. Chciałam się położyć. Odbierał mi wszelką siłę w kończynach. Chciałam mu się poddać.
Po trochu mnie łaskotał, ale było to tak przyjemne, że traciłam nie tylko kontrolę nad ciałem, ale również i rozumem. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze i nie sądziłam, że tak wspaniale może mi być. Przestał mi przeszkadzać fakt, że przyjemność serwuje mi ktoś obcy.
Liczyło się tylko to, że był w tym dobry.
W pewnym momencie zaczęło dziać się ze mną coś jeszcze dziwniejszego. Wbrew swojemu postanowieniu, wydawałam z siebie ciche jęki. Wzrastała we mnie temperatura. Zastanowiłam się, czy się aby nie palę. Nie chciałam puścić tego hotelu z dymem.
Coś ciekło mi po obu wewnętrznych stronach ud.
W końcu złamałam zakaz i opuściłam swój tył. Nie byłam w stanie dźwigać więcej tych emocji w sobie. Chciałam gdzieś pójść i się wysadzić. Rozładować to nowe dla mnie napięcie, jakie się we mnie znalazło.
Nie spodobało się to mojego partnerowi.
Pokarał mnie, szczypiąc w tyłek.
Strasznie zabolało. Pisnęłam, ale on nie puszczał, aż znowu się nie podniosłam. To była tortura! Dlaczego nie może zwyczajnie mnie przelecieć!? Czemu chciał się tak mną bawić i tyle rzeczy mi zrobić? Odniosłam głupie wrażenie, że chce abym nie tylko go zapamiętała, ale odkryć mnie w taki sposób, by wiedzieć, jak dać przyjemność również i mi.
Ale przecież jemu nie mogło zależeć na moim szczęściu. Był przecież obcy.
Pomęczył mnie tak językiem jeszcze przez jakiś czas. Bez przerwy coś we mnie rosło. Jakieś uczucia, jakaś bomba. Chciałam eksplodować i kiedy pomyślałam, że zbliża się ten moment, on przerwał i pchnął mnie tak, abym upadła do przodu.
Wyzwałam go w myślach od najgorszych.
Przekręcił mnie na plecy.
– Nawet nie wiesz jak żałuję, że nie mogę patrzeć ci teraz w oczy – wyznał, a ja się zdziwiłam.
– Przecież możesz. Wystarczy, że mi to ściągniesz.
Wskazałam przepaskę, ale on ściągnął mi z niej moją rękę. Nie chciał, abym poznała jego wygląd. No cóż, płacił za to olbrzymie pieniądze.
Powoli rozczepił mi nogi. To już był ten moment. Zaraz miało się to stać. Po tej minecie, którą mi dał w połączeniu z mocą przepaski, poczułam się bardzo wyluzowana. Byłam gotowa. Mógł we mnie wejść, już niczego się bałam.
Co więcej, zaczęłam tego oczekiwać. Byłam taka podniecona i rozpalona, że pragnęłam go w sobie. Wyciągnęłam do niego symbolicznie i po omacku ręce, że chce go objąć.
Pozwolił się do siebie przytulić. Nawet byłam otwarta na to, aby mnie pocałował. Jakby przestał być mi obcy.
Chciałam czuć, że jesteśmy ze sobą blisko. Ta chwila i tak wynosiła się do poziomu magicznej. Ten pierwszy raz mógł się stać magiczny i cudowny. Dzięki jego staraniom.
Byłam mu taka wdzięczna, że chciałam mu dać to, co najlepsze.
Zawiesiłam nogi na jego biodrach, pokazując swoją ochotę. Zniżył się do mnie. Poczułam, że celuje, aby we mnie się wbić.
Wstrzymałam oddech.
I pożegnałam się ze swoją cnotą.
– Musisz się dla mnie otworzyć.
Zaczął się do mnie dobijać. Rozchylił mi w dole. Poczułam kontakt z dużym ciepłem. Ale nie szedł dalej. Nie mógł. Czułam, że się napręża i wpycha i się z całej siły. Jednak nie mógł iść dalej. Nie rozumiałam co się dzieje.
Usłyszałam jak syczy z niezadowolenia. Czy to ja robiłam coś źle? Było ze mną coś nie tak? Zepsułam sprawę?
– Rozluźnij się.
Polecił mi, a wtedy ja się zorientowałam, że w pewnym momencie strasznie się spielam. To ja go hamowałam. Nieumyślnie, ale jednak to robiłam. Wstyd nie pozwalał mi tak łatwo odpuścić i się wyluzować. Wywołałam w sobie opór, którego nie chciałam.
Przytulił się do mnie i zaczął całować mnie po szyi. W ten sposób próbował mi pomóc.
– Po prostu puść – wyszeptał mi do ucha. Miał tak czuły głos, że podziałało.
Puściłam, choć nie mogłam powiedzieć, że byłam w stanie cokolwiek kontrolować. To działo się samo. Moje najcenniejsze ja uległo i rozluźniło się. Jak tylko opuściło mnie uczucie spięcia, on wślizgnął się we mnie jak po maśle.
Nie poczułam żadnego bólu. Mimo to jęknęłam, chyba z wrażenia, bo coś dużego i twardego znalazło się w moim wnętrzu. Jeszcze nigdy nie czułam się taka pełna.
Pocałował mnie. Odwzajemniłam.
A przepaska na oczy zaczęła mi przeszkadzać. Nie chciałam, aby mnie dłużej od niego odcinała. Chciałam scalić się w pełni z widmem, z którym zaczęłam się kochać.


Push myself into your mind.
Our bodies, moving bodies
Give it up, do as I say
Give it up and let me have my way
I’ll give you love, I’ll hit you like a truck
I’ll give you love, I’ll teach you how to…


I’d like to put you in a trance all over.


Once you put a hand in the flame
you can never be the same


Pogodziłam się z tym, że na pewno nigdy nie będę zdolna zapomnieć tego pierwszego razu. Robiłam wszystko, to co chciał, otworzyłam się na nowe, ekstremalne i cudowne przeżycie. Na koniec przyspieszył. Wyrzuciłam z siebie wszystkie myśli, oddałam się w pełni nowemu doświadczeniu. Wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi. Czułam się bezpieczna w jego ramionach.
I byłam usatysfakcjonowana.
Wyszedł ze mnie w pośpiechu. Wziął mnie za włosy, podniósł na kolana. Domyśliłam się, że dochodzi i zrobiło mi się trochę żal. Po chwili strzelił mi swoją spermą na dekolt.
Poczułam zapach płynu do naczyń.
To nie było romantyczne.


***


Hikari czekała na mnie przed budynkiem, ale ja nadal nie zamierzałam do niej iść. Nie chciałam opuszczać jeszcze tego pokoju. Ani jego.
Leżeliśmy obok siebie i ciężko dyszeliśmy. Dziwiłam się, czemu się tak zmęczyłam, gdyż w gruncie rzeczy to on odwalał kawał roboty, a ja tylko leżałam i od czasu do czasu wykręcałam, lub umieszczałam gdzie indziej nogi, zgodnie z jego komendami. Mimo to byłam taka wyczerpana, że chciałam pójść spać. Razem z nim. Ale wiedziałam, że nie mogę.
Musiałam przypomnieć sobie, że jest mi obcym człowiekiem.
– Jak się czułaś?
– Dobrze. Dziękuję. – Powiedziałam dziękuję, bo pomyślałam, że wypada podziękować za jego „troskę”.
– Czułaś ból?
– Tak.
Kiedy we mnie wszedł to może nie, ale potem zaczęło mnie ściskać i pobolewać. Przekonałam się, że moje mierzenie go w łazience nie było błędne. Posiadał sporego kolegę, który docierał bez problemu do punktu końcowym, o jakim mówiła mi Hikari. Cały czas czułam bolesne kłucie, które mieszało się z przyjemnością wewnętrznego pocierania mojej pochwy. Moje prośby, aby nie robił tego tak głęboko jedynie bardziej go podnieciły.
– Krwawisz – powiadomił mnie.
No tak. Krew. Zapomniałam o niej.
– Do tego cię wybrudziłem. Zrobię ci kąpiel.
Poczułam, że mnie opuszcza. A ja nie chciałam, żeby się teraz gdziekolwiek oddalał, choćby do łazienki.
– Czy teraz mogę zobaczyć, twoją twarz? – spytałam, nim jeszcze wstał.
Zapadło między nami milczenie, więc dodałam:
– Ciężko się myć, nic nie widząc. Czy mogę to już ściągnąć?
– Za chwile będziesz mogła.
– Dlaczego tak? Czego się obawiasz?
No naprawdę, czego on się bał? Nie stanie się dla mnie brzydki i nieatrakcyjny, nieważne jaki by nie był. Ceniłam go za łóżkowe umiejętności, dobroć i czułość, którą mi okazał. Zadbał o mnie, kiedy mógł olać moje uczucia i wziąć mnie po prostu jak kurwę. A potraktował mnie szlachetnie, z honorem.
– Dla mnie było cudownie. Ja… – zabrakło mi słów. Na końcu języka miałam wyznanie miłości, ale wziąłby mnie za idiotkę, albo głupią małolatę. Nie miałam prawa się w nim zakochiwać. Poszukałam innych słów. – Stałeś mi się taki bliski. Nic się nie zmieni, kiedy cie zobaczę.
Prychnął, kpiąc ze mnie.
– Jesteś po przeżyciach, nie wiesz co mówisz.
Pewnie dlatego, żeby nie zostawiać mnie samą, abym przypadkiem nie ściągnęła przepaski, wziął mnie ze sobą do łazienki. Niósł mnie na rękach jak jakąś panią. Posadził w pustej wannie, po czym zaczął nalewać wody. Nie wiem, jakich rozmiarów była ta wanna, ale mogłam spodziewać się po pokoju w hotelu pięciogwiazdkowym, że będziemy w stanie oboje się w niej zmieścić.
Wykąpaliśmy się więc razem, choć nie umiałam się już cieszyć. Narzekałam na przepaskę. Nie chciałam jej dłużej nosić. Czułam, że bolą mnie oczy. Chciałam zobaczyć, kim jest mój pierwszy.
Bez słowa się pozwoliłam mu się umyć i bez słowa skierowaliśmy się później wytarci do pokoju. Posadził mnie na łóżku. Czekałam w ręczniku na to, co zrobi w następnej kolejności. Usłyszałam z bólem, że się ubiera.
Zamierzał sobie pójść. No tak.
Gdy tak bezczynnie siedziałam, przekazał mi do ręki kopertę z pieniędzmi. No tak.
Zapomniałam o nich i nie dbałam o drugą połowę. Chciałam tylko i wyłącznie dowiedzieć się, jak wygląda mój sponsor! Przecież nie mógł odejść i pozostać widmem w mojej pamięci!
Zrobiło mi się tak smutno, że zebrało mi się na łzy. Zauważył to, bo klęknął przy mnie.
– Jesteś zawiedziona?
Pokręciłam głową.
– Seks był cudowny. Brakuje mi tylko jednego.
Nie musiałam mu precyzować, co mi chodzi po głowie.
– Podobała ci się ta noc? Podobało ci się ze mną? – dopytywał.
– Tak. Spotkamy się jeszcze?
– No proszę, teraz chcesz więcej?
Zrobiło mi się trochę głupio, ale tak, nie chciałam się żegnać z nim na dobre. Mógł być moim sponsorem. Mógł płacić mi za seks z nim. Mógł się mną zaopiekować. Zresztą nie zależało mi na jego pieniądzach. Zależało mi na nim i na poznaniu go. Od początku naszej znajomości, powoli odkrywałam tego nieznajomego mężczyznę. Nadal nie wiedziałam, kim był, ale odkryłam go w wystarczając w dużym stopniu, by wiedzieć, że chcę kontynuować naszą znajomość.
– Chcę, żebyś o tym pamiętała. Na zawsze. Pamiętaj, że to ze mną było ci dobrze, i że to ja byłem twoim pierwszym.
Przepaska, przepaska… Nie przestałam wołać wewnątrz siebie, że chce zdjąć przepaskę.
– Możesz ściągnąć przepaskę.
Zamurowało mnie, kiedy mi to powiedział.
Jednakże kiedy dał zgodę, wcale nie poczułam się dłużej gotowa do tego, by to zrobić. Niepewność podpowiedziała mi, że lepiej będzie zatrzymać na sobie przepaskę o czasu, aż sobie pójdzie., że może lepiej, abym jednak ją na sobie zatrzymała do czasu, aż pójdzie. Gdzieś uciekło pragnienie koniecznego poznania jego tożsamości.
Ale on mój brak ruchu odczytał zupełnie inaczej i ściągnął przepaskę za mnie.
Nie zobaczyłam go jednak, bo trzymałam oczy zamknięte. Nie kontrolowałam ich. Same mi się zamknęły. Ze strachu przed prawdą. Przed odkryciem tajemnicy, która może zmienić moje życie.
– No pokaż oczka.
Nie umiałam go posłuchać. Dziwnie się bałam. Nie rozumiałam złego przeczucia, które mnie ogarnęło.
Podniósł moją głowę za podbródek. Czekał cierpliwie aż nabiorę w sobie odwagi.
Powiedziałam sobie: „No dobra, raz kozie śmierć.” Wszystko miało się stać jasne i prawdziwe. Widmo miało odejść i miałam zobaczyć mojego mężczyznę.
Otworzyłam powoli oczy. Widok z początku był rozmazany przez dłuższy kontakt z ciemnością. Światło mnie oślepiało. Zmarszczyłam oczy i nos od ukłucia. Ale po chwili obraz zaczął stawać się coraz wyraźniejszy. Wpierw wyłapałam plamy. Czarne włosy, biała skóra, jakiś czarny, cywilizowany ubiór. Obraz się zmieniał. Już po sekundzie dostrzegałam więcej. Kiedy już byłam w stanie odgadnąć, kto to może być, zaczęły mi się trząść palce u rąk.
To nie był nikt obcy. Ja go znałam.
Rozpoznałam go od razu, kiedy go w pełni go zobaczyłam. Opadła mi szczeka. Nie wiedziałam co powiedzieć.
To był Chase Young.
Przeleciał mnie Chase Young.
To z nim uprawiałam swój pierwszy seks.
Jak to w ogóle możliwe?! Był ostatnią osobą, o jakiej był pomyślała.
– Hej – rzucił, witając się na nowo.
Bezczelnie się do mnie uśmiechnął. Palcem podniósł mi drugi raz podbródek i zamknął mi usta. Nie przestawałam się jednak dziwić. Nie byłam w stanie cokolwiek powiedzieć, ta prawda mnie oszałamiała, jak nowe życie.
Życie i jego brutalność.
– Wiesz, gdyby nie ty, pewnie nigdy nie nauczyłbym się Internetów – wyznał.
Jakoś tak zakpiłam prychnięciem, ale nic więcej z siebie nie wykrzesałam. Patrzyłam się i nie dowierzałam. A jak on wyglądał. Gdybym go spotkała na ulicy, wzięłabym go za kogoś zupełnie obcego. Był ubrany elegancko, w czarny garnitur, pod którą miał granatową koszulę. Na ciemno i seksownie. Jak taki mężczyzna za milion dolarów, biznesmen światowej klasy. Oczarował mnie swoim talentem dopasowania się w otoczenie.
Ale nadal do mnie nie docierało, że to z nim się puściłam.
Wstał bez słowa, nadal nie szczędząc na bezczelnych uśmiechach. Chciałam wydrapać mu te jego cud-oczy.
– Do zobaczenia, moja mała kurewko.

No comments:

Post a Comment